Miłość trwa zawsze

Jaki będzie ten ostatni pocałunek na policzku osoby ukochanej? Kiedy on nastąpi? Kto z nas będzie go ofiarowywał, a komu przyjdzie go tylko przyjąć? Kiedy po raz pierwszy pojawiają się tego typu rozważania? Może przy jakimś dłuższym rozstaniu, w poważniejszej chorobie, a może dopiero na starość? Niedziela, 27 kwietnia 2008



Uchwyciłem się Jezusa Ukrzyżowanego i pewności,
że Joanna żyje z Bogiem w raju” – Piotr Molla



Jaki będzie ten ostatni pocałunek na policzku osoby ukochanej? Kiedy on nastąpi? Kto z nas będzie go ofiarowywał, a komu przyjdzie go tylko przyjąć?

Czy o takich sprawach myślą małżonkowie, gdy się pobierają? Kiedy po raz pierwszy pojawiają się tego typu rozważania? Może przy jakimś dłuższym rozstaniu, w poważniejszej chorobie, a może dopiero na starość? Któż jednak może mieć pewność, że nie przyjdzie mu doświadczać wdowieństwa jeszcze w tzw. kwiecie wieku?



Dalej w życie


Piotr Molla, mąż św. Joanny, przeżył tę chwilę zaledwie siedem lat po zawarciu sakramentu małżeństwa. Było to doświadczenie wyjątkowo trudne. Doświadczenie to jest znane każdemu z małżonków, którzy muszą rozpocząć ów szczególny czas życia małżeńskiego zwany okresem wdowieństwa.
Chwile te są trudne z punktu widzenia psychicznego. Ponadto śmierć współmałżonka dla osoby, która pozostaje nadal na ziemi, wiąże się również z koniecznością wykonania najprostszych czynności, takich jak: sprzątanie pozostawionych ubrań i rzeczy osobistych, zabezpieczenie najdroższych pamiątek po zmarłym, załatwienie stosownych formalności w urzędach itp.

Wcześniej trzeba jeszcze przeżyć dni oczekiwania na pochówek i sam dzień pogrzebu. Racjonalny od zawsze mężczyzna, jakim jest do dziś żyjący inżynier Molla, wspomina, co w tych godzinach stało się jego udziałem: „Przy wyjściu na Mszę św. pogrzebową starsze dziecko (miało wtedy zaledwie pięć i pół roku) zadało mi pytanie: «Czy mamusia mnie nadal widzi, czy mnie nadal słyszy, czy mnie nadal dotyka?». I za chwilę: «Czy mamusia nadal o mnie myśli?». W pośpiechu odpowiedziałem czterokrotnie «tak» i poprosiłem Jezusa, aby również mnie dał identyczną pewność”. Dzieci – może nie do końca świadome tego, co robiły, uczyły go spojrzenia na życie doczesne w perspektywie przyszłości. „Ich prosta wiara – wyznaje mąż Joanny – o wiele pewniejsza niż moja, nie pozostawiała wyboru: «Jeśli mamusia jest w raju, to dlaczego płaczesz?». Tak więc pomimo że dzieci były tak małe, bardzo mi pomogły. Stały się dla mnie niesłychanym bodźcem, aby iść dalej w życie”.



«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama