Budujemy mury zamiast mostów

W Polsce rozwodzi się coraz więcej małżeństw. Rozwodzą się ludzie młodzi i ci w średnim wieku. Kryzysy przeżywają nawet pary z dużym stażem. Inni, skłóceni, decydują się na formę separacji, by darować sobie sądowe korowody i piekło podziału majątku. Niedziela, 8 czerwca 2008



Dziwna sprawa. W Polsce rozwodzi się coraz więcej małżeństw. W roku 2007 – 40 proc., co plasuje nas w niesławnej europejskiej czołówce. Rozwodzą się ludzie młodzi i ci w średnim wieku. Kryzysy przeżywają nawet pary z dużym stażem. Inni, skłóceni, decydują się na formę separacji, by darować sobie sądowe korowody i piekło podziału majątku. Od lat lansowana jest też moda na singli. Wykształconych, nieźle zarabiających, dobrze ubranych ludzi, którzy na razie „nie chcą się wiązać”, bo gdzie im będzie lepiej niż u mamy. Ludzi samotnych liczy się w milionach. Przemysł nastawia się na budowanie mieszkań dla singli, produkcję samochodów dla singli, nawet pożywienie wytwarza się w zminimalizowanych porcjach na jedną osobę.



W poszukiwaniu drugiej połowy


Najczęściej odwiedzane w Internecie miejsca to portale towarzyskie. Niektórzy mawiają, że odbywają się tam zloty desperatów. Inni ripostują, że Internet jest takim samym miejscem jak inne, by poznawać nowych ludzi. Renesans przeżywają także klasyczne biura matrymonialne. Ich personelu nie stanowią jednak tradycyjne swatki, „co to rzuciły okiem i wiedziały”, ale psychologowie z doświadczeniem, którzy po przeprowadzeniu skomplikowanego wywiadu osobistego „profesjonalnie” dobierają „potencjalnie najlepszych” kandydatów na mężów i żony. Nie wszyscy zaglądają tam dla „wyhaczenia” kogoś na chwilę, na ulotną znajomość, wyłącznie dla zaspokojenia „pożaru zmysłów”. Większość szuka „kogoś na życie całe”. I tak oto trwa globalne poszukiwanie przy jednoczesnym założeniu, że nic bardziej kruchego i ulotnego niż miłość. Poranione, rozgoryczone i obite przez życie istnienia pojedyncze, stają się w coraz większym procencie rzeczywistością społeczności katolików. Czy powstaną duszpasterstwa ludzi samotnych? Takich, którzy swojego osamotnienia nie traktują w kategoriach „nieułożonego życia”, ale powołania do…?



Tęsknota za miłością


Samotność i osamotnienie to dwa różne stany. Pięknie odróżnia to Waldemar Łysiak w swoich „Wyspach bezludnych”. Można być w życiu samotnym, ale niekoniecznie osamotnionym. Osamotnienie jest stanem ducha, jest bólem, jest tęsknotą za byciem z kimś. I najczęściej nie chodzi o seks, ale o stan, który nazwać można „przytulnością serca”, przynależnością do drugiego istnienia. Bycie „czyimś” to rodzaj uczucia, którego nie zastąpi miłość do dziecka, do rodziców czy przyjaciół, do idei. Owej tęsknoty za zwyczajną wielką miłością nie zagłuszy nic. Mamy ją we krwi. Szukanie, odnajdywanie, tracenie i ponowne szukanie. Nie są wolne od tej wiecznej huśtawki emocjonalnej nawet dobre małżeństwa. – Irytują mnie stwierdzenia głoszone zwłaszcza przez kobiety, że moje szczęśliwe małżeństwo to efekt „trafienia na siebie”. Drogie panie, mówię wtedy, szczęście to ciężka robota.


«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

  • Jacek K.
    13.06.2008 17:52
    Pewien kapłan mawiał: jeśli nie żyje się według wiary to zaczyna się wierzyć tak jak się żyje. Ci co się rozwodzą z pewnością nigdy prawdziwie nie zetknęli się z Chrystusem, bo jak można świadomie godzić się na nieprzyjmowanie ciała Pańskiego przez całe życie?
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama