Czy to początek kryzysu żywnościowego świata?

Czy politycy i świat Zachodu mogą spać spokojnie? Głód, wojny domowe, napady zbrojne, masowe ucieczki i migracje ludności, rebelie – wszystko to ma podłoże ekonomiczne. Niedziela, 8 czerwca 2008



Szefowie ponad 30 państw i rządów, którzy uczestniczą w szczycie FAO w dniach 3-5 czerwca br. w Rzymie, stają przed „kolosalnym wyzwaniem”, jakim jest kryzys żywnościowy. W ciągu dziewięciu miesięcy, do końca marca tego roku, ceny żywności na świecie wzrosły o 55 proc., z katastrofalnymi skutkami przede wszystkim dla biednego południa naszego globu. Najbardziej dramatyczna sytuacja ma miejsce w Afryce. Mieszkańcom Etiopii i Somalii grozi głód. Zdaniem ekspertów z ONZ, główną przyczyną pogłębiającego się kryzysu żywnościowego na wschodzie Afryki są długotrwałe susze.

W obliczu poważnego niedożywienia widmo głodu może wkrótce dotknąć 6 milionów dzieci w Etiopii. Już teraz dziesiątki tysięcy najmłodszych mieszkańców tego kraju wymaga specjalistycznego dożywiania. ONZ przewiduje, że sytuacja w najbliższych miesiącach jeszcze się pogorszy ze względu na brak deszczu i wynikający z tego spadek produkcji rolnej. Podobne warunki panują w Somalii, gdzie zagrożonych głodem jest prawie trzy miliony ludzi. Zdaniem ekspertów, liczba Somalijczyków potrzebujących pomocy humanitarnej wzrosła w ciągu ostatniego roku o 40 proc. Tymczasem ekonomiści z Banku Światowego szacują, że rekordowo wysokie globalne ceny żywności mogą utrzymać się przez kilka następnych lat. Z powodu rosnących cen 33 państwa stoją w obliczu destabilizacji – alarmują eksperci Banku Światowego. Zamieszki mogą się przerodzić w wojny domowe i rewolucje. W ostatnich tygodniach takie i podobne informacje cytowały niemal wszystkie agencje prasowe na świecie.

Czy politycy i świat Zachodu mogą spać spokojnie? Głód, wojny domowe, napady zbrojne, masowe ucieczki i migracje ludności, rebelie – wszystko to ma podłoże ekonomiczne. Typowym przykładem takiego kryzysu jest dziś Sudan. Wojna domowa w tym państwie wybuchła już pod koniec 1955 r., przed ogłoszeniem niepodległości spod panowania brytyjsko-egipskiego. Powodem buntu murzyńskiej ludności z południa kraju było niezadowolenie z politycznej i gospodarczej dominacji muzułmańskich Arabów z północy. Rebelianci domagali się większej niezależności polityczno-ekonomicznej południa, innego podziału władzy i zasobów naturalnych oraz zmiany statusu religii islamskiej w państwie. Konflikt ten trwa z przerwami do dnia dzisiejszego, a ludobójstwo, choroby, głód i tortury są chlebem powszednim Sudańczyków. Szczególnie trudna sytuacja panuje w Darfurze, gdzie w ciągu ostatnich trzech lat 500 tys. osób poniosło śmierć, ponad 2,5 mln zostało uchodźcami, a ponad 4 mln jest zależnych od pomocy żywnościowej. Pomimo porozumienia pokojowego, podpisanego w maju 2006 r., prawa człowieka są tam wciąż nagminnie łamane.

Ks. Cezary Chwilczyński: – Przed kilkoma miesiącami Salih Mahmoud Osman, opozycjonista sudański, otrzymał nagrodę im. Sacharowa – najwyższe odznaczenie Parlamentu Europejskiego. Parlament coraz częściej w ostatnich latach wypowiada się na temat sytuacji w Afryce. Ale czy na słowach to zainteresowanie się kończy? Czy wielu polityków Europy mówi o potrzebie pomocy? Skąd i na ile szczere jest to zainteresowanie problemem Czarnego Lądu?

Filip Kaczmarek: – Powodem są być może wyrzuty sumienia, jakie trapią Unię Europejską. Parlamentarzyści zdają sobie sprawę, że za mało zrobili, aby zapobiec tragedii w Darfurze, i chcieli za pomocą tej nagrody chociaż symbolicznie wspomóc człowieka, który walczy o zapomniane ofiary wojskowo-muzułmańskiego reżimu prezydenta al-Baszira.



«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama