Szkodliwe eksperymenty

Nie ujmując nic cennym kompetencjom kluczowym, należy mieć nadzieję, że mit o nieważności treści nie zapanuje w polskiej polityce edukacyjnej. Poczynił on wystarczająco duże spustoszenie w programach kształcenia krajów Zachodu. Niedziela, 15 czerwca 2008



W ministerialnym gmachu przy alei Szucha w Warszawie przygotowywana jest nowa reforma nazywana „obniżeniem wieku obowiązku szkolnego”. Jest cicha, szybka i pozbawiona szerszej społecznej refleksji. Wielu rodziców przyszłych sześciolatków wysyła do MEN protesty. Skutki reformy mogą być jednak daleko poważniejsze niż smutna konieczność przebywania malucha w nieprzyjaznych mu szkolnych murach.

Postulat obniżenia wieku rozpoczynania nauki szkolnej formułowany był kilkakrotnie przez kolejnych ministrów edukacji. Potrzebę zamiany szkolnej i przedszkolnej „zerówki” w klasę I uzasadniano wówczas głównie koniecznością wygospodarowania dodatkowego czwartego roku nauczania dla zbyt nabrzmiałego programowo liceum. Zmiany, jakie zapowiada obecnie Ministerstwo, przesuwają egzamin maturalny z 19. na 18. rok życia, a więc niweczą ten zamiar.

Zastanówmy się nad sensem tych zmian. To oczywiste, że treści programowych likwidowanej klasy maturalnej w żaden sposób nie zastąpi rok kształcenia elementarnego (realizowanego i dziś pod nazwą obowiązkowego wychowania przedszkolnego). Reforma nie wprowadzi też w najbliższych latach pięciolatków w obowiązkową edukację przedszkolną, bo dostępność przedszkoli w Polsce jest najniższa wśród krajów UE. Taki zabieg wymagałby wcześniejszego sześciokrotnego (!) zagęszczenia na wsiach sieci placówek przedszkolnych.

Jak widać – pod stosowanym obecnie hasłem „obniżenie wieku szkolnego” – w rzeczywistości kryje się skrócenie okresu nauczania. Trudno zrozumieć sens tych zmian. Młodzi Polacy będą o rok wcześniej wchodzili na europejski rynek pracy, ale będą gorzej przygotowani do konkurowania na tym rynku.



O zmianach programowych


Obniżenie wieku kształcenia pociąga za sobą konieczność przebudowy programów nauczania na wszystkich etapach szkolnej edukacji „tak, aby treść i sposób kształcenia były przystosowane do możliwości ucznia związanych z etapem jego rozwoju” (z komunikatu MEN). Rozumiane w ten sposób zmiany programowe oznaczają w praktyce ograniczanie treści idące w parze z ich infantylizacją.

Przeżywamy w Europie kryzys pedagogiki jako nauki, a w kryzysie żyją i rozprzestrzeniają się różnorodne mity. Jednym z nich jest twierdzenie, że w dobie pełnego dostępu młodego człowieka do internetowej informacji mało istotne są treści nauczania i obojętny jest materiał tematyczny, na którym uczymy dziecko czytać, liczyć, tworzyć, a szkoła ma się skupić na kształceniu kompetencji kluczowych – czytaniu ze zrozumieniem, rozumowaniu, współdziałaniu w grupie, itp. Nie ujmując nic cennym kompetencjom kluczowym, należy mieć nadzieję, że mit o nieważności treści nie zapanuje w polskiej polityce edukacyjnej. Poczynił on wystarczająco duże spustoszenie w programach kształcenia krajów Zachodu.


«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama