Głód to moje drugie imię

Anka ma 16 lat. To córka przyjaciół, ładna nastolatka ze sportowym zacięciem. Ambitna, wygadana, dowcipna. Taką ją pamiętam sprzed roku. Teraz jej nie poznaję. W szczurzo chudej twarzy wielkie oczy i tylko uśmiech jakby znajomy. Krok niepewny. Gesty spowolnione. Leczy się od dwóch miesięcy. Niedziela, 6 lipca 2008



Co dziesiąta dziewczyna w Polsce jest anorektyczką lub bulimiczką – w najlepszym razie kandydatką na jedną lub drugą. Obie przypadłości to choroby, które ciągle są bagatelizowane i traktowane jako fanaberie, dziwactwa rozpieszczonych pannic z dobrych domów. Tak zresztą opisali je po raz pierwszy w połowie XIX wieku Charles Lasègue i William Gull. I choć internet pełen jest stron typu www.anoreksja.org czy www.glodne.pl – ze wstrząsającymi historiami młodych ludzi, którym choroba niszczy życie, jesteśmy wobec niej niemal bezbronni. Nie ma bowiem pigułki na te schorzenia ani łatwych recept na pozbycie się problemu. Przekonanie, że wystarczy zacząć jeść i po kłopocie, to największy błąd, jaki możemy popełnić. Dlatego lepiej dmuchać na zimne. Cała sztuka polega na tym, by odróżnić, czy nastoletnia córka zrzuca kilka kilogramów, czy popada w poważną chorobę.

Anka ma 16 lat. To córka przyjaciół, ładna nastolatka ze sportowym zacięciem. Ambitna, wygadana, dowcipna. Taką ją pamiętam sprzed roku. Teraz jej nie poznaję. W szczurzo chudej twarzy wielkie oczy i tylko uśmiech jakby znajomy. Krok niepewny. Gesty spowolnione. Leczy się od dwóch miesięcy. A raczej – jak sama mówi – uczy się znów żyć.

Opowie o sobie, bo to może pomóc innym. Teraz wstydzi się nie tyle choroby, co swojej naiwności. Myślała, że gdy schudnie, ktoś ją pokocha.

Anka: – …w którymś momencie przestałam jeść. Nie wiem dlaczego. Nie uważałam się za tłuściocha. To był raczej rodzaj jadłowstrętu. Jedzenie – mówiąc obrazowo – rosło mi w ustach. Odstawiłam śniadania i kolacje, a rodzicom mówiłam o diecie. Potem zostałam przy jednym posiłku dziennie. Głód zapijałam litrami wody. A potem jakoś wszystko przyspieszyło. Wrzucałam w biegu byle co – tost i jogurt albo płatki kukurydziane i mleko, albo razowiec i jabłko. Jadłam to na okrągło. Dzień w dzień… Oczywiście, skurczył mi się żołądek. Czułam się świetnie! Lekko, zwiewnie, byłam pełna energii. Ludzie wokoło mówili: Wow, rewelacyjnie wyglądasz! Zakochałaś się? Nosiłam rozmiary ubrań jak topowe modelki… Strasznie mi to imponowało.

Mój skurczony żołądek przyjmował coraz mniejsze porcje. Doszłam do takiej „doskonałości” w samodzielnym zagładzaniu się, że dziennie zjadałam jeden mały jogurt. Oczywiście, beztłuszczowy… Uważałam, że jedzenie jest czynnością nieestetyczną. Wstydziłam się jeść przy innych, za to lubiłam patrzeć, jak jedzą inni.

Rodzina? Mama wpadła w panikę. Zaciągnęła mnie do lekarza, ten stwierdził zwykłą niedowagę. Potraktował matkę jak histeryczkę. Powiedział z przekąsem: – Droga pani, nikt sam siebie nie zagłodzi. Ludzie szczupli żyją dłużej… Nie wiem, skąd on wziął te rewelacje, ale byłam mu wdzięczna. Mama na jakiś czas dała spokój.

Mama Ani: – Anoreksja jest rodzajem uzależnienia. A nałogowcy jak nikt potrafią oszukiwać otoczenie, teraz to wiem, ale wcześniej otoczenie mówiło mi: Jesteś nadopiekuńcza. Zostaw małą w spokoju. Dziś wszystkie dziewczyny mają hopla na punkcie diet. Przejdzie jej.

Teraz chciałabym wykrzyczeć matkom nastolatek będących na diecie: Nie macie czasu na snucie domysłów. Jak wam dziecko szybko chudnie, szykujcie się na wojnę!

Specjalista: – Zaburzenia odżywiania występują pod dwiema postaciami: jadłowstrętu psychicznego, zwanego anoreksją, oraz żarłoczności psychicznej, zwanej bulimią. Obydwie są niezwykle groźne. Anorektyk panicznie boi się przytyć. Lęk ten jest wynikiem kompleksów, czasem nieuświadomionych. Zazwyczaj osoby takie mają głęboko skrywane kompleksy dotyczące wyglądu zewnętrznego. Sygnałem alarmowym jest dość raptowny spadek masy ciała – o ponad 15%. Pojawiają się: wspomniany jadłowstręt, szczupłość, ostre rysy twarzy, sucha skóra, osłabienie, odwodnienie, u kobiet zatrzymanie miesiączki, zmiany osobowości, unikanie ludzi. Po kilkumiesięcznym ograniczaniu jedzenia utrata wagi dochodzi do 40%, a w skrajnych przypadkach nawet do 60%. Wtedy nie ma już ratunku.



«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...