Kto na kim oszczędza

Choć minister zdrowia Ewa Kopacz zaklinała się, że nie zetnie ani złotówki z tego, co się pacjentom należy, było jasne, że to mydlenie oczu, bo niedofinansowana przez lata polska służba zdrowia na tym straci. Niedziela, 10 maja 2009



Nie będzie oszczędzania na służbie zdrowia. Pacjenci mogą się czuć spokojni – zapewniał premier Donald Tusk po ogłoszeniu, że w związku z kryzysem z budżetów poszczególnych resortów trzeba będzie obciąć 19,7 mld zł. Gdy rząd rozpoczął poszukiwania oszczędności, zapewniał: Cięcia budżetowe nie będą dotykać zwykłych ludzi. Przekonywał również, że emeryci mogą się czuć bezpiecznie.

Ministerstwo Zdrowia jednak cięło i oddało do państwowej kasy 392 mln zł z 4,6 mld własnych środków. Z czego 52 mln obcięto z puli przeznaczonej na finansowanie przez resort procedur wysokospecjalistycznych, obciążając nimi Narodowy Fundusz Zdrowia. Do tych procedur należą najdroższe i najbardziej skomplikowane zabiegi medyczne, takie jak przeszczepy serca, szpiku, skomplikowane operacje serca.

Ciekawe, skąd Fundusz weźmie na to pieniądze, bo wpływy do NFZ kurczą się z powodu rosnącego bezrobocia i niższych pensji, na jakie godzą się pracownicy, by w obliczu kryzysu utrzymać pracę. Choć minister zdrowia Ewa Kopacz zaklinała się, że nie zetnie ani złotówki z tego, co się pacjentom należy, było jasne, że to mydlenie oczu, bo niedofinansowana przez lata polska służba zdrowia na tym straci.

– W tym roku NFZ płaci za wszystko o 5 proc. mniej. Już teraz żyjemy wypowiedzeniami, zamrożeniem płac, wstrzymano inwestycje. A tu jeszcze okazuje się, że zabrakło kolejnych 52 mln zł – mówi Maciej Miłkowski z Instytutu Kardiologii w Aninie.

Z pustego i Salomon nie naleje

Niższych wpływów do NFZ należało się spodziewać, bo o zbliżającym się do Polski szybkimi krokami kryzysie było głośno już w zeszłym roku. Ale rząd przymykał na problem oko lub udawał Greka, żeby utrzymać dobre notowania, tnąc przy tym wydatki na cele publiczne. Dlatego też kwestię odebrania emerytur pomostowych milionowi osób postawiono na ostrzu noża, bo już wiadomo było, że nie będzie z czego ich finansować, jeśli nie zwiększy się deficytu budżetowego. Efekt?

Pracodawcy częściej zwalniają starszych, wysłużonych pracowników, zatrudnionych w szkodliwych warunkach lub o szczególnym charakterze, na ich miejsce przyjmując młodych za mniejsze stawki. Nie inwestują w likwidację szkodliwych dla zdrowia warunków pracy, nie muszą.

No i stało się. Po raz pierwszy od 1999 r. NFZ odnotował mniejsze wpływy, niż zakładano, planując jego budżet. Tylko w lutym było o 23 mln mniej od przewidywań. Na początku reformy deficyt w kasach chorych z powodu niedoszacowania wysokości składki zdrowotnej wymusił konieczność zaciągnięcia kredytu na sfinansowanie leczenia gwarantowanego przez państwo. Jego spłatę zakończono zaledwie dwa lata temu.

Przyczyną obecnej mizerii są nie tylko: mniejsza składka zdrowotna, bezrobocie, obcinanie wysokości wynagrodzeń, ale i spadek wartości złotówki w stosunku do euro i dolara. Według szacunków analityków, spadek wartości polskiej waluty wymiecie z kasy NFZ 40 mln zł, bo więcej będą kosztować nie tylko zagraniczne leki, ale i finansowanie leczenia Polaków za granicą.

Co prawda Marek Wójcik ze Związku Powiatów Polskich wyraża nadzieję, że wpływy do budżetu, a więc i do NFZ, zwiększą się, bo po obniżeniu w tym roku podatków ludzie opuszczą szarą strefę: zaczną płacić podatki i składkę zdrowotną – jednak płonna to nadzieja.



«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama