Normalnemu człowiekowi krzyż nie może przeszkadzać

Wprowadzając stan wojenny, komuniści niemal jednocześnie internowali ludzi i wyrzucali krzyże z miejsc publicznych. W szczególności ze szkół. Przed ćwierć wiekiem uczniowie szkoły rolniczej w Miętnem powiedzieli jednak komunistom zdecydowane – „nie”. Wsparli ich nauczyciele. Niedziela, 12 lipca 2009



Kilkusetletnie dęby i lipy otaczają XVII-wieczny, neoklasycystyczny dwór w Miętnem na Mazowszu. W 1924 r. prezydent Stanisław Wojciechowski otworzył tu Szkołę Rolniczą Męską im. ks. Stanisława Staszica. W ciągu kilkunastu zaledwie lat szkoła stała się chlubą II Rzeczypospolitej. Po trzydziestu prawie latach – została zamknięta. Komunistów irytował ten jawny symbol znakomitego przedwojennego szkolnictwa. Dopiero po „odwilży” w 1957 r. szkołę ponownie otwarto. Ćwierć wieku później komuniści znów zaczęli walczyć ze szkołą. Tym razem o krzyże.



Na zdjęciu: Krzyż - pomnik przed szkołą w Miętnem


Odwołanie do tradycji

W 1980 r., podobnie jak i w innych szkołach, w Zespole Szkół Rolniczych w Miętnem powstała Solidarność. Bardzo aktywnie działająca przez szesnaście miesięcy pod przewodnictwem byłej dyrektor szkoły Bogusławy Szeląg. Niezwykle dynamicznie rozwijało się też harcerstwo, wzorowane na tradycjach drużyn harcmistrza Małkowskiego, prowadzone przez młodą polonistkę, absolwentkę UMCS – Bogumiłę Górę. Wprowadzenie stanu wojennego przerwało jednak tę aktywność. Zweryfikowało również patriotyczne i religijne postawy ponadsześćdziesięcioosobowej kadry nauczycielskiej i wychowawczej. Większość pedagogów wycofywała się ze swych deklarowanych postaw religijno-patriotycznych. Strach przywrócił konformizm. Jedynie kilku nauczycieli pamiętało przysięgę na krzyż i sztandar Solidarności.

Tymczasem, od początku listopada 1983 r., z pracowni szkolnych stopniowo zaczęły znikać krzyże. Z kilkudziesięciu powieszonych w 1980 r. zostało zaledwie kilka. W końcu, po wizycie aktywistów PZPR z Siedlec, dyrektor szkoły Ryszard Domański postanowił usunąć wszystkie krzyże ze szkoły.

Pewnego grudniowego przedpołudnia jedna z nauczycielek, Elżbieta Mędziło, rozpoczynając lekcję, poprosiła uczniów, aby bacznie przyjrzeli się i odpowiedzieli, czy widzą jakąś zmianę w klasie. – Stwierdziliśmy, że nie ma krzyża – opowiada Jarosław Maczkowski, wówczas uczeń klasy maturalnej. – I na następnej przerwie zaczęliśmy rozpytywać innych uczniów, czy u nich w klasie są krzyże. Okazało się, że też zniknęły. No więc umówiliśmy się na długiej przerwie, żeby z każdej klasy wyznaczono po jednej osobie na wspólne spotkanie. Tam napisaliśmy pismo do dyrektora i cierpliwie czekaliśmy dwa tygodnie na odpowiedź, do 19 grudnia 1983 r.

W piśmie przedstawiciele samorządu uczniowskiego pytali m.in.: „Kto i na czyje polecenie zdjął krzyże? Dlaczego nie konsultowano tej decyzji z uczniami?”. Po dwóch tygodniach dyrektor odpowiedział na petycję uczniów. Stwierdził m.in., iż szkoła jest świecka, „(…) a krzyże powieszono w okresie działania Solidarności, kiedy wymuszano na władzy różne decyzje”. Uczniów jednak nie usatysfakcjonowała ta odpowiedź.

– Po odczytaniu swojej odpowiedzi dyrektor powiedział: „rozejść się” – wspomina Krystyna Czarnocka, wówczas nauczycielka. – Młodzież jednak pozostała i zaczęła śpiewać: „My chcemy Boga…”. To robiło piorunujące wrażenie. Niektórzy płakali ze wzruszenia. I tak to trwało około dwóch godzin. Dopiero kiedy dyrektor zapewnił uczniów, że zwróci się do władz nadrzędnych o ponowne rozpatrzenie petycji, rozeszli się.




«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama