By bezpiecznie przeżyli młodość

W naszym kraju w ciągu ostatnich 10 lat zostały wypracowane programy i pomoce dydaktyczne, które ujmują ludzką seksualność w sposób integralny, tj. uwzględniający zarówno sferę biologiczną, jak i psychiczną, emocjonalną i moralną (duchową). Niedziela, 25 października 2009



Maria Fortuna-Sudor: – Od września br. polscy uczniowie obowiązkowo uczęszczają na lekcje wychowania do życia w rodzinie (WDŻwR). Na co, w związku z tym, powinni zwracać uwagę rodzice?

Teresa Król:
– Istotnie, na zajęcia uczęszczają generalnie wszyscy uczniowie, ale wyraźny pisemny sprzeciw rodzica lub ucznia pełnoletniego skierowany do dyrektora szkoły może z tych zajęć zwolnić. Rola rodziców nadal więc jest najważniejsza. Mają oni zagwarantowaną prawnie możliwość spotkania z nauczycielem przedmiotu. To okazja, aby poznać uczącego i aby się dowiedzieć, z jakiego programu oraz z jakich podręczników korzysta.

– W ostatnim czasie w mediach mocno podkreślano, że tego przedmiotu uczą niewłaściwi ludzie. Jaki powinien być zatem nauczyciel WDŻwR?

– Musi to być nauczyciel z przygotowaniem pedagogicznym oraz mieć ukończone studia magisterskie na kierunku wychowanie do życia w rodzinie albo 250-godzinny kurs kwalifikacyjny bądź podyplomowe studia trwające obecnie trzy semestry. Ponadto powinien to być ktoś, kto ma duży dar empatii. Nie mniej istotna jest jego postawa etyczna. Myślę natomiast, że nie ma większego znaczenia główny przedmiot, którego ów nauczyciel uczy.

Gdy pracowałam w ministerstwie, miałam takie poselskie zapytanie, ilu biologów i ilu katechetów uczy tego przedmiotu. Panią poseł nie interesowało, ilu pedagogów czy psychologów to czyni. Aby udzielić odpowiedzi, zebraliśmy poprzez kuratoria dokładne dane i wówczas okazało się, że wśród nauczycieli uczących wychowania do życia w rodzinie 44 proc. stanowią biolodzy, a 11 proc. – katecheci. Nadal uważam, że również katecheta może prowadzić lekcje WDŻwR, zarówno świecki (zwłaszcza jeśli ma rodzinę), jak i duchowny. Przykładem może być znana mi osobiście siostra zakonna z Opola, która uczy tego przedmiotu i na jej lekcje uczęszcza 100 proc. uczniów!

– Podkreśla Pani, że rodzice powinni dowiedzieć się, z jakiego programu korzysta nauczyciel. Czym różnią się programy, które próbuje się przeszczepić na polski grunt, od wypracowanych przez rodzime środowiska?

– Na początku lat 90. zaczęły napływać do nas z Zachodu programy edukacji seksualnej w ujęciu permisywnym, czyli hedonistycznym. Proponuje się w nich „radosny seks”, ale w oderwaniu od małżeństwa i rodziny. Te programy szeroko upowszechniają środki antykoncepcyjne, łącznie z propagowaniem darmowego ich rozdawnictwa, np. przez higienistki szkolne. Dobrze jednak się stało, że ten model edukacji seksualnej u nas się nie przyjął. Dzięki temu mamy zdrowszą młodzież; tylko niewielki promil choruje na AIDS i inne choroby przenoszone drogą płciową.

W naszym kraju w ciągu ostatnich 10 lat zostały wypracowane programy i pomoce dydaktyczne, które ujmują ludzką seksualność w sposób integralny, tj. uwzględniający zarówno sferę biologiczną, jak i psychiczną, emocjonalną i moralną (duchową). Podwaliny pod ujęcie holistyczne, czyli całościowe, w wychowaniu prorodzinnym dał ks. dr hab. Józef Augustyn, który kilkanaście lat temu napisał książkę „Integracja seksualna”. Polski program zawiera takie treści i formy realizacji, które byłyby uniwersalne i do przyjęcia przez różne środowiska.

– Czy realizacja polskich programów przynosi oczekiwane rezultaty?

– Mogę powiedzieć, że dzięki realizacji programów prorodzinnych, w których kładziemy nacisk na rzetelne informacje dotyczące miłości i seksualności oraz wiedzę o braku stuprocentowej antykoncepcji, następuje wzrost dojrzałej postawy młodzieży wobec seksualności. Faktem jest, że inicjacja seksualna wśród polskiej młodzieży ma miejsce zdecydowanie później niż w innych krajach. Z badań W. Wróblewskiej z SGH wynika, że pod tym względem jesteśmy na jednym z ostatnich miejsc w Europie. Również częstość urodzeń wśród polskich nastolatek ulega systematycznie obniżeniu; w ostatnich
10 latach nastąpił spadek o 10 proc. To ewenement w porównaniu z sytuacją w innych krajach Europy.

– Czemu wobec tego służy ustawiczna krytyka polskich programów prorodzinnych, dlaczego próbuje się wprowadzić pomysły, które nie sprawdziły się na Zachodzie?

– Myślę, że jest to walka o młodego człowieka. Jeśli uzależni się go od narkotyków, alkoholu, seksu, to łatwo będzie nim manipulować. Podporządkuje on swoje życie uzależnieniom, również od seksu. One będą nim rządziły! Czy tego pragną rodzice dla swych dzieci, a wychowawcy i nauczyciele dla polskiej młodzieży?

*****

Teresa Król - jest wykładowcą i nauczycielem wychowania do życia w rodzinie, zastępcą redaktora naczelnego „Wychowawcy”, w latach 1998-2001 była głównym wizytatorem MEN-u




«« | « | 1 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama