Cicha noc w okopach

Zapisane piórem pożółkłe kartki nie mają nawet stu lat, jednak o ich zakup walczyło wielu zamożnych kolekcjonerów. List bowiem napisany został w miejscu bezprecedensowego historycznego cudu: w belgijskich okopach pod Ypres, w noc wigilijną 1914 r. Niedziela, 27 grudnia 2009



Niedawno w czasie jednej z brytyjskich aukcji antyków zlicytowano pewien list. Jego autorem był zwyczajny angielski żołnierz o imieniu Tom. Adresatką – jego siostra Janet, mieszkająca w Londynie. Zapisane piórem pożółkłe kartki nie mają nawet stu lat, jednak o ich zakup walczyło wielu zamożnych kolekcjonerów. List bowiem napisany został w miejscu bezprecedensowego historycznego cudu: w belgijskich okopach pod Ypres, w noc wigilijną 1914 r.

W pierwszych dniach stycznia 1915 r. brytyjskie gazety prześcigały się w cytowaniu wysłanych w czasie świąt do bliskich listów angielskich żołnierzy walczących pod belgijskim Ypres. Nikt nie potrafił uwierzyć, że coś takiego mogło wydarzyć się naprawdę.

24 grudnia 1914 r. walczący ze sobą Brytyjczycy, Niemcy i Francuzi postanowili zawrzeć spontaniczny wigilijny rozejm. Początkowo chodziło tylko o jeden dzień bez wystrzałów, bagnetów i zabitych. Żaden z szeregowych żołnierzy ani żaden z oficerów nie spodziewał się, że jedna mroźna grudniowa noc odmieni ich serca do tego stopnia, że zbiorowo wypowiedzą posłuszeństwo dowództwom swych armii – wszystko w imię głębokiego pragnienia pokoju. Najlepsze opracowanie historyczne nie odda ducha tamtych świąt tak, jak zachowane listy żołnierzy spod Ypres. Oto fragment, który zlicytowano ostatnio w czasie jednej z brytyjskich aukcji:

„Moja Kochana Siostro, Janet! Jest druga w nocy i większość chłopaków śpi już w swoich jamach wydrążonych w ścianach okopów. Ja nie mógłbym zasnąć, dopóki nie napisałbym do Ciebie tego listu. Chcę Ci opisać niezwykłe wydarzenia, w których brałem udział w czasie dzisiejszej (a właściwie wczorajszej już) Wigilii. Wiem, że to, co napiszę, wyda Ci się bajką i być może będziesz powątpiewać w prawdziwość moich słów, ale absolutnie nie będę miał Ci tego za złe. Bo ja sam wciąż zadaję sobie pytanie, czy coś podobnego mogło wydarzyć się naprawdę. Więc wyobraź sobie, że kiedy Ty i cała nasza rodzina śpiewaliście kolędy, siedząc przed kominkiem w naszym londyńskim domu, ja robiłem to samo, tyle że w towarzystwie moich wrogów z pola bitwy!

Jak pisałem Ci już wcześniej w jednym z listów, pierwsza bitwa pochłonęła tyle śmiertelnych ofiar po obu stronach, że od pewnego czasu baliśmy się wręcz walczyć. Siedzieliśmy cicho w naszych okopach. Nasi wrogowie też nie rwali się do boju. Trochę postrzelaliśmy, oni też, ale w gruncie rzeczy to nie było nic poważnego. Nie wyobrażasz sobie nawet, jak straszne jest takie siedzenie w okopach i czekanie. Niby nic się nie dzieje, ale doskonale wiesz, że w każdym momencie może wybuchnąć koszmarna walka. Wiesz, że cisza w okopach może być ciszą przed burzą ognia i śmierci.

Dziś (a właściwie już wczoraj) cały dzień padało. Oczywiście, przez to w okopach zrobiło się paskudne błoto. Pierwsze niemieckie okopy są oddalone od naszych tylko o 50 jardów. Pomiędzy nami a nimi rozpościera się kawałek tzw. Ziemi Niczyjej. Jest to tak mały obszar, że czasami słyszymy rozmowy, jakie Niemcy prowadzą ze sobą w swoim okopie. Oczywiście, od czasu kiedy od niemieckich kul i bagnetów polegli nasi przyjaciele, nienawidzimy Niemców. Ale kiedyś przecież potrafiliśmy razem żartować i czuliśmy między sobą jakąś więź.



«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama