Zanim pozwolisz na dorosłą zabawę

Nieletni i „prawie dorośli”, wynajmujący na własną rękę lokal, bawiący się bez kontroli rodziców, którzy z przymrużeniem oka traktują obecność na imprezie sporych ilości alkoholu? Ile takich imprez odbędzie się jeszcze w karnawale? Niedziela, 17 stycznia 2010



Uczniowie III klasy gimnazjum wynajmują przed sylwestrem salę, tzn. najpewniej ktoś pełnoletni dokonuje za nich formalności. Inny dorosły kupuje im wódkę, wino i piwo. Może nie tylko. Na imprezę 15-latków zgodę wyrażają ich rodzice. Nie jeden czy dwóch, ale wielu. Potem, już w trakcie sylwestrowej nocy, „nowocześni” rodzice zaglądają do sali dzieciaków, ale zapewne kończy się to na staniu w progu. Bo inaczej widzieliby, że potomstwo hula na rauszu. Nad ranem umiera tam 15-letni chłopak. Pogotowie próbuje go reanimować – za późno. Wkracza prokuratura, wszczęte zostaje śledztwo, które wyjaśni, dlaczego chłopak zmarł i kto tej śmierci jest winien. Samo dostarczanie alkoholu nieletnim jest zagrożone karą do 2 lat pozbawienia wolności.

Do takiej tragedii doszło w jednej z podczęstochowskich wsi. I staje się ona dla nas punktem wyjścia do pytania o granice tolerancji rodziców wobec dzieci. Ale i o nasz, dorosłych ludzi, rozsądek.

Ile takich imprez sylwestrowych odbyło się jak Polska długa i szeroka? Nieletni i „prawie dorośli”, wynajmujący na własną rękę lokal, bawiący się bez kontroli rodziców, którzy z przymrużeniem oka traktują obecność na imprezie sporych ilości alkoholu? Ile takich imprez odbędzie się jeszcze w karnawale?

Polska pije – ciągle dużo i ciągle bez opamiętania. Zachowania dorosłych powtarzają ich dzieci. Proboszcz z małej miejscowości, w której urządzono taki bal małolata, bezskutecznie przekonywał rodziców, że to głupi pomysł, bo po pierwsze – deprawuje, a po drugie młodość bywa nieobliczalna i o nieszczęście łatwo. Usłyszał od skądinąd zacnych parafian, że nie zna życia i że młodość musi się wyszumieć. Kiedy nocą wyszedł przed plebanię, widział hasających na środku drogi kompletnie pijanych młodych ludzi. I zaśmiewających się z ich wywrotek zza opłotków dorosłych.

W innej wsi do bawiących się na „dorosłej imprezie” nastolatków przyszli po północy miejscowi nieletni. Rozzłoszczeni i pijani. Poszło o dziewczynę jednego z nich. Najpierw panna dostała po buzi, potem męska część towarzystwa stoczyła regularną bitwę, której skutki najlepiej mogą ocenić policjanci i lekarze z pobliskiego szpitala. Policjanci doliczyli się wśród pijanych „aż” kilku pełnoletnich osób, reszta miała po 15, 16 lat.

– Na stołach było więcej wódki niż jedzenia – mówili policjanci, też ojcowie dorastających dzieci. Przyznają oni, że lekkomyślność rodziców jest niebywała, i niestety, coraz częściej mają do czynienia z tragicznymi skutkami owego „niech się dzieci bawią”. Alkohol, który rozluźnia obyczaje, któremu towarzyszą narkotyki, i wreszcie świadomość, że nikt z dorosłych nie widzi, dają w efekcie mieszankę wybuchową: „Hulaj dusza, piekła nie ma”!... A młodzi w sytuacji kryzysowej najczęściej nie potrafią się zachować, uciekają od niebezpieczeństwa lub je bagatelizują. Mają kłopot z oceną jego skali – tak było pod Częstochową.




«« | « | 1 | 2 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama