Radio i TV z abonamentem w tle

Telewizja publiczna nie powinna kierować się głównie walką o liczbę widzów. Jakość programu, a nie liczba osób, które go oglądają, powinna tu być wyznacznikiem. Niedziela, 28 lutego 2010



KS. INF. IRENEUSZ SKUBIŚ: – Proszę powiedzieć, czym jest Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji?

WITOLD KOŁODZIEJSKI:
– KRRiT to urząd, który zajmuje się regulacją całego rynku mediów elektronicznych – dotyczy to telewizji, radia, a w niedalekiej przyszłości będzie dotyczyło także nowych rodzajów usług medialnych, czyli tych rozpowszechnianych za pomocą internetu, również tzw. telewizji mobilnej, odbieranej w telefonach komórkowych. Słowem, wszystko, co jest związane z tak dzisiaj modnym słowem „multimedialność” – tym zajmuje się KRRiT.

– Jakie są główne zadania telewizji publicznej?

– Telewizja publiczna to taka telewizja, która ma służyć społeczeństwu, dając różnorodną wartościową ofertę programową. Chodzi o to, by robić program i emitować go nie po to, żeby na nim zarabiać, ale po to, żeby jak najwięcej ludzi miało z tego pożytek. Z tym wiążą się rozmaite zadania: upowszechnianie kultury, rzetelna informacja i cały katalog audycji, które możemy charakteryzować właśnie jako te, które mają coś wnosić do naszego życia społecznego.

Ale równie ważnym aspektem misji mediów publicznych jest to, że mają one docierać do wszystkich, niezależnie od wieku czy zasobności portfela. To jest bardzo istotna różnica między mediami komercyjnymi a mediami publicznymi. Media komercyjne – mówię o radiu i telewizji – są przedsiębiorstwami, które muszą wypracować jakiś zysk i na to są ukierunkowane. W związku z tym bardzo często zawężają swoich odbiorców do grupy najbardziej „opłacalnej”, która stanowi największą wartość dla reklamodawców. Jest to najczęściej grupa ludzi w młodym i średnim wieku, mniej liczą się natomiast najmłodsi i najstarsi. Media publiczne nie mogą o tych ludziach zapominać.

– Jest takie słowo łacińskie „missio”, czyli misja, posłannictwo. Czy media publiczne to media z misją?

– Jak najbardziej. Określiłbym to jeszcze inaczej: radio publiczne i telewizja publiczna to największe instytucje kultury w Polsce. Wielkość widowni kinowych, teatralnych jest nieporównywalna z liczbą osób dziennie oglądających program telewizyjny lub słuchających radia. W związku z tym odpowiedzialność mediów publicznych jest gigantyczna i ich misja musi być wykorzystana jak najlepiej.

– Często redaktorzy telewizyjni mówią o oglądalności ich programu, np. że oglądało ich 6 mln widzów. Jak od tej strony wygląda telewizja publiczna?

– Telewizja publiczna nie powinna kierować się głównie walką o liczbę widzów. Jakość programu, a nie liczba osób, które go oglądają, powinna tu być wyznacznikiem. Oczywiście, ważne jest to, żeby ten program nie był elitarny, hermetyczny, żeby docierał do jak najszerszego grona widzów, masowość jest wpisana w specyfikę telewizji i należy również o to dbać – ale nie powinien to być główny wyznacznik.

Myślę, że podkreślanie tego, ile osób ogląda telewizję publiczną czy dane audycje, jest jakimś znakiem czasu. Telewizja publiczna tak naprawdę coraz częściej zmuszana jest do tego, żeby konkurować na rynkach komercyjnych. A właśnie liczba oglądających jest głównym atutem przy wszelkiego rodzaju przetargach, kontraktach reklamowych w mediach komercyjnych. Telewizja publiczna uczestniczy dziś w tej rozgrywce komercyjnej, dlatego że to jest jej główne – a za chwilę może się okazać, że jedyne – źródło utrzymania.

– Czy dużo brakuje polskiej telewizji do standardów światowych? – jako prezes KRRiT czynił Pan zapewne takie porównania.

– Niestety, jesteśmy poza wszelkimi standardami. Z naszych prognoz wynika, że w tym roku właściwie nie będzie zasilania z pieniędzy publicznych, bo pieniądze, które przekaże Krajowa Rada z abonamentu, będą przeznaczone wyłącznie na ratowanie ośrodków regionalnych telewizji publicznej. Natomiast główna TV – Program I i II będą utrzymywały się tylko i wyłącznie z reklam. Tutaj nawet nie możemy mówić o telewizji publicznej, jest to po prostu państwowa telewizja komercyjna. Natomiast jeśli chodzi o duże telewizje europejskie, to obraz jest zupełnie inny.

Mamy najbiedniejszą telewizję publiczną w Europie, jeśli chodzi o zasilanie z abonamentu, a jednocześnie największą i najpotężniejszą, gdy chodzi o udział w rynku komercyjnym. Bo jeżeli telewizja nie może liczyć na pieniądze publiczne, to zaczyna zarabiać na reklamach, tak jak inni nadawcy telewizyjni, i wzmacnia tym samym swoją pozycję w wyścigu komercyjnym. Być może jest to korzystne dla samej telewizji, ale na pewno nie dla widzów.




«« | « | 1 | 2 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama