Nasza wspólnota

Jeżeli dana grupa tworzy sobie własny, alternatywny „światek”, gdzie można się ukryć przed życiem, które kąsa, przeszłością, która boli, i brzydkimi ludźmi, którzy myślą inaczej niż my, to nie pomogą żadne materiały formacyjne „dla zaawansowanych”. Wieczernik, 153/2007




Jestem członkiem Ruchu Światło-Życie od 17 lat. Obecnie pracuję na wyższej uczelni i uczestniczę w spotkaniach grupy absolwentów, działającej przy studenckiej wspólnocie oazowej. Sądzę, że informacje te mają znaczenie dla zrozumienia, czym jest dla mnie formacja permanentna w Ruchu i dlaczego tak, a nie inaczej ustawiam jej priorytety. Jestem jednak przekonana, że moje przemyślenia mogą znaleźć zastosowanie w grupach przynależących do różnych gałęzi Ruchu.

„Pozdrów imiennie każdego z przyjaciół”


Specyfika wspólnoty studenckiej i absolwenckiej, w której jestem, polega na tym, że – w przeważającej większości – nie jesteśmy nigdzie na stałe. Mam tu na myśli kilka rzeczy. Po pierwsze, pochodzimy z różnych stron Polski. Po drugie, miasto, w którym mieszkamy, nie stanowi dla nas ostatecznego miejsca pobytu. Rynek pracy jest tu nasycony, a mieszkania drogie, zupełnie realna staje się więc perspektywa przyszłej wędrówki „za chlebem”. Po trzecie, dla wielu osób obecny etap życia jest przejściowy na drodze do małżeństwa, napisania doktoratu, zdobycia kwalifikacji zawodowych. Mamy zatem poczucie, że jesteśmy sobie dani na pewien czas, nie wiadomo, jak długi. Dlatego wiele energii wkładamy w kształtowanie przyjaźni przez rozmowy, wspólne posiłki, świętowanie niedzieli, spacery, filmy, koncerty. Utrzymujemy także kontakty z tymi, którzy już wyjechali.

Dzielimy się nie tylko słowem Bożym, ale też dobrymi książkami. Niedawno moja przyjaciółka, Ania, umieściła na stronie internetowej dla artystów-amatorów fotografię przedstawiającą relacje rodzinne. Inspiracją stał się dla niej tekst z książki Augustyna Pelanowskiego „Umieranie ożywiające”. Ciekawe zdjęcie to sukces Ani jako fotografika. Jest to jednak także i mój sukces, bo to ja pożyczyłam jej książkę Pelanowskiego. Ale nie zrobiłabym tego, gdyby inna Ania nie zachęciła mnie do kupna tej książki.
Generalizując, uważam, że wspólnota oazowa powinna być – o ile to możliwe – grupą przyjaciół, którzy pomagają sobie wzajemnie we wzrastaniu „ku Pełni Chrystusa” (por. Ef 4, 13). Powinno być to środowisko, które pomaga zobaczyć, że twoje i moje życie, od początku do końca, jest dziełem Boga. Prawdziwa wspólnota to grupa ludzi, których może wiele dzielić, ale ożywia ich „jeden duch i jedno serce”, jeden Boży Duch.

Podstawowa forma spotkań grupy absolwentów to dzielenie się niedzielną Ewangelią. Przy tej okazji opowiadamy też o ważnych życiowo wydarzeniach. Spotkania nie są długie, trwają nieco ponad godzinę. Wielokrotnie doświadczałam w ich trakcie, że jesteśmy ludem prorockim, kiedy przez usta siostry lub brata przemawiał do mnie Bóg, tłumacząc sens niektórych sytuacji i zdarzeń, w których uczestniczyłam.


«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama