Między urzędem a charyzmatem

Czy bycie księdzem to bycie (bardziej) urzędnikiem czy raczej bycie (bardziej) sługą? Wieczernik, 167/2009



W naszym kraju urzędnicy nie cieszą się szczególnie wielką sympatią obywateli. Nie sposób teraz głębiej dociekać przyczyn takich nastrojów – po części to pewnie dziedzictwo słusznie minionego ustroju, po części – niezbyt doskonałego prawa, które z machiny biurokratycznej czyni czasem (zbyt często?) narzędzie opresji, po części zaś zwykłych ludzkich wad i niedoskonałości, które pod wpływem biurowego stresu ujawniają się nazbyt wyraźnie i są też wybiórczo zapamiętywane przez petentów.

Dla nas istotny jest efekt: słowa „urząd” i „urzędnik” nie kojarzą nam się dobrze. I można, a nawet należy się spodziewać, że coś z tych negatywnych skojarzeń odzywać się w nas będzie także na dźwięk takich określeń jak „urząd parafialny”, albo „Urząd Nauczycielski Kościoła”. Czyli – innymi słowy – gdy pomyślimy o „urzędowym charakterze” posługi pasterzy Kościoła. Być może dlatego dość często pojawia się pokusa, by w Kościele „urząd” i „posługę” postrzegać w ostrym kontraście, przeciwstawiając na przykład urzędniczą nieczułość i wyniosłość, pasterskiemu zatroskaniu i pokorze.

Jeśli takie przeciwstawienie (przyznajmy – w ogóle nieco krzywdzące dla urzędników) ma na celu przede wszystkim ukazanie pewnych modeli postaw, z których pierwsze, z urzędniczością kojarzone, są niepożądane, drugie zaś, pasterskie, chcielibyśmy na co dzień oglądać, to jeszcze pół biedy. Mocne kontrasty pozwalają dobrze dostrzegać różnice i mobilizują. Gorzej natomiast, gdy napięcie „urząd” – „posługa” przenosi się z płaszczyzny moralnej, ze sfery mówienia o pewnych stylach zachowań, na płaszczyznę rozważań z jednej strony o istocie tego, czym i kim jest diakon, prezbiter czy biskup, a z drugiej strony – o tym jaka jest ich rola i miejsce w Kościele.

Takie przeniesienie prowadzić może w prostej linii do przeciwstawienia kościelnego urzędu posługom rodzącym się spontanicznie w codzienności życia Kościoła. A stąd już tylko krok do stwierdzenia, że tylko te drugie są w istocie „dobre”, wzbudzane przez Ducha Świętego, zaś pierwsze są raczej owocem (niedobrego w istocie) procesu „instytucjonalizacji” Kościoła, procesu, którego wyniki zaakceptować można co najwyżej jako zło konieczne.

Ale jednak jako zło… Oczywiście – możliwa jest też pokusa odwrotna, polegająca na tendencji do utożsamiania całego Kościoła z jego urzędowym wymiarem (a osobowo – z duchownymi), przy jednoczesnym podejrzliwym spoglądaniu na wszelkie przejawy „oddolnych” ruchów, w szczególności tych, które powołują się na inspirację (bardziej czy mniej bezpośrednią) Ducha Świętego. Nietrudno odgadnąć, że pierwsza pokusa grozi bardziej świeckim, druga zaś – bardziej duchownym (jakkolwiek wszelkie uogólnienia bywają zawodne).

Mamy tu do czynienia z dość poważnym problemem dotyczącym rozumienia tego czym jest Kościół, nawet jeśli zwykle sprowadza się on do praktycznego pytania, czy bycie księdzem to bycie (bardziej) urzędnikiem czy raczej bycie (bardziej) sługą. Jednak nie da się odpowiedzieć na tę praktyczną kwestię bez sięgnięcia głębiej, bez pytania o to czym jest, a zatem jak w praktyce zbudowana być powinna kościelna wspólnota.

Właściwie już wypowiadając słowo „Kościół” sięgamy do odpowiedzi na te pytania, bo zawarta jest ona w znaczeniach greckiego oryginału. Przez „Kościół” rozumiano pierwotnie konkretną grupę ludzi, którzy zebrali się na wspólną modlitwę i/lub sprawowanie „wieczerzy Pańskiej” (coś z tego podstawowego znaczenia przetrwało w polskim słowie „zbór”). W tym sensie „Kościołem” pierwotnie jest wspólnota zgromadzona na Eucharystii (charakterystyczne jest to, iż początkowo nie zezwalano na obecność nieochrzczonych w trakcie odprawiania Mszy), a wtórnie ta sama wspólnota „w rozproszeniu”, kiedy rozejdzie się do swoich domów i do zwykłych zajęć. Dlatego też można uznać, że „konfiguracja” eucharystycznego zgromadzenia stanowi model struktury Kościoła. W niej znajdujemy źródło zróżnicowania funkcji i posług, a zwłaszcza podstawowego: na tych którzy „siedzą za stołem” i na tych, którzy „służą”.



«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

  • Wujek
    29.12.2009 13:40
    Czyli "urząd" jest wspaniałym wynalazkiem... Dlatego też w polskim kościele mamy urzędników. Przychodzi wierny do urzędu załatwić sprawę. I to jest właśnie to, co zostało wreszcie w tym artykule jasno powiedziane, a o czym wierni wiedzą od zawsze.
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama