Ziemia nie pachnie jak dom

Wiara kojarzy się nam raczej z rzeczywistością wstydliwą, której lepiej nie dotykać, nie zgłębiać. Nie taktujemy jej jak części własnego życia, ale jak coś wielkiego i przerażającego. Mamy też różne grzechy na sumieniu, więc wolimy podchodzić do wiary z dystansem. Przegląd Powszechny, 10/2007




– Pana nowa książka „Tabletki z krzyżykiem”, jest dowodem na to, że do religii i wiary można podchodzić z dużym zaangażowaniem, a jednocześnie z poczuciem humoru. Wydaje się jednak, że dla większości osób humor zarezerwowany jest tylko dla sfery polityki i życia społecznego. A Kościół i poczucie humoru, to dwa przeciwstawne bieguny.

– Właśnie nie są to przeciwstawne bieguny.

– Jednak ludzie często mają takie podejście.

– Mają. Ale trzeba zadać pytanie: Skąd ono się bierze? Myślę, że wynika to w dużej mierze ze wstydu. Wiara kojarzy się nam raczej z rzeczywistością wstydliwą, której lepiej nie dotykać, nie zgłębiać. Nie taktujemy jej jak części własnego życia, ale jak coś wielkiego i przerażającego. Mamy też różne grzechy na sumieniu, więc wolimy podchodzić do wiary z dystansem. A skoro pojawia się wstyd, to nie potrafimy żartować. W przypadku polityki czy życia społecznego jesteśmy bezwstydni. Uczestniczymy w nich bez żadnych zahamowań, oceniamy, wydajemy sądy. Świat religii czy wiary jest dla nas bardzo często obcy. Nie żartuje się w trakcie wygłaszania wykładu przed wielkim audytorium. Natomiast w domu możemy już żartować. A my w Kościele nie czujemy się jak w domu, nie ma w nas poczucia zadomowienia w wierze.

– Może wiara jest dla nas tak ważna, że nie chcemy żartować?

– Ale tu nie chodzi o żartowanie z wiary, czy, mówiąc zupełnie dosłownie, by robić sobie jaja z Pana Boga lub bluźnić. Szyderstwo jest czymś innym niż śmiech czy poczucie humoru. Chodzi o to, żeby będąc w Kościele, umieć się uśmiechnąć. Trzeba obudzić w sobie ten pierwiastek, który często usypiamy, udając, że jesteśmy aniołami, jakimiś tworami z kosmosu czy nie wiadomo kim. Przychodząc do Pana Boga nagle się spinamy, wylewamy tysiące słów, tłumaczymy Mu, że w zasadzie to zrobiliśmy dobrze a nie źle, próbujemy Go zagadać. Należy rozbroić tę bombę i wytłumaczyć ludziom, że w wierze można się zadomowić, a wtedy człowiek będzie czuł się swobodnie w Kościele. Nie luzacko – że biega, smaruje po ścianach, wykonuje jakieś bezeceństwa – tylko jak w prawdziwym domu. A my często traktujemy Kościół jak skrzyżowanie komisariatu z salą wykładową.

– A jeśli ktoś nie potrafi zdobyć się na poczucie humoru?

– Poczucie humoru zależne jest od nastawienia do świata. Można podchodzić do niego z lękiem i przekonaniem, że świat chce nam zrobić coś złego. Ale można też przyjąć, że świat jest dobry i kryje się w nim wiele pięknych rzeczy. Dla mnie to drugie podejście jest znacznie bliższe. Chrześcijanin powinien poważnie traktować słowa Pisma Świętego: wszystko, co stworzył Pan Bóg, było bardzo dobre. Nie ma złych rzeczy, to my swoimi decyzjami je psujemy. Jeśli mamy takie podejście do świata, potrafimy zdobyć się na luz wobec niego i poczucie humoru. Myślę, że bez humoru nie da się sensownie przeżyć życia. Kiedy pojawia się uśmiech i żart, pękają mury, opadają wszelkie konwenanse i łatwiej dotrzeć do drugiego człowieka. Komunikacja staje się wtedy bardziej bezpośrednia.


«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Pobieranie...

Reklama

Reklama

Reklama