Uwierzyć politykowi

Język polityków jest potencjalnie zwodniczy, nierzadko nawet przewrotny. Te same słowa w różnych okolicznościach mogą mieć odmienny, nawet przeciwstawny sens. Nie zawsze jesteśmy pewni, czy ktoś spontanicznie wyraża swoje poglądy i reakcje, czy wypowiada się z premedytacją. Przegląd Powszechny, 2/2008



Język polityków jest potencjalnie zwodniczy, nierzadko nawet przewrotny. Te same słowa w różnych okolicznościach mogą mieć odmienny, nawet przeciwstawny sens. Nie zawsze jesteśmy pewni, czy ktoś spontanicznie wyraża swoje poglądy i reakcje na coś, czy też wypowiada się z premedytacją, a jeśli tak, to czy mówi serio, czy też ironizuje albo kpi; czy komunikuje swą wiedzę o stanie rzeczy, czy też tylko swój stan ducha, własne pobożne życzenia; czy chce nam coś wytłumaczyć, czy przeciwnie, sprawy względnie jasne skomplikować; czy chce zwrócić na coś naszą uwagę, czy też ją od czegoś odwrócić.

Ta potencjalna wieloznaczność, zwodniczość, a niekiedy i przewrotność języka polityków zniechęca wielu obywateli do wnikania w jego treść. Skłania ich do postawy obronnej, do ucieczki przed własnym namysłem pod hasłem „wszystko to jakieś mętne i podejrzane”, „ja nie dam się na to nabrać”. Paradoks polega na tym, że ci, którzy nie czytają, nie słuchają, nie analizują, pierwsi dają się nabrać, gdy dochodzi do wyborów. Ślimak w skorupie czuje się tym bardziej bezpieczny, a nawet sprytny, im rzadziej wychyla się ze swego azylu. Lecz gdy już postanowi przesunąć się o parę kroczków, to kierunek wybiera na oślep albo w odpowiedzi na powiew wiatru.



Przemytnicy z krainy banału


Wbrew powszechnej opinii, w życiu politycznym nadal nie brakuje przejawów pryncypialności, szczerości, prawdomówności, konsekwencji, odwagi cywilnej w głoszeniu niepopularnych poglądów lub w zapowiedziach kontrowersyjnych zamiarów. Jednak bardziej widoczni są „skandaliści” i „hultaje”. Dzieje się tak z prostego powodu: ich wyczyny, nawet samo w sobie ich słownictwo (pełne np. dowcipasków, inwektyw, epitetów, etykietek, aluzji, insynuacji, oszczerczych sugestii) są bardziej medialne; gwarantują poruszenie, sensację, łatwiej zapadają w pamięć.

Nawet język pozbawiony agresji, skupiony na tzw. kampanii pozytywnej, często spełza na płaszczyznę wyłącznie korzystnej autoprezentacji. Zamiast debaty programowej na temat problemów, wyzwań i zadań społecznych, alternatyw rozwojowych, dylematów decyzyjnych, zasadniczych różnic i kontrowersji ideowych mamy się zająć licytacją wizerunków. Widać to zwłaszcza dzisiaj, gdy upojenie marketingiem i sztuką PR, a więc fascynacja formą, opakowaniem, chwytami reklamowo-promocyjnymi, przesłania politykom, dziennikarzom i publiczności to, co jest istotą polityki, a mianowicie kwestię, czemu ma służyć, jakie problemy ma rozwiązać walka o wpływy i władzę oraz celebrowanie jej lub zwalczanie. Wtedy bardzo „polityczne” zdają się ambicje osobiste, koneksje i animozje personalne, sensacje towarzyskie z życia tzw. wyższych sfer, plotki i spekulacje dotyczące nie programów i nie sił społecznych, lecz planów, wzlotów i upadków osobistości, które zyskały status celebrities akurat nie w show biznesie czy jako gwiazdy sportu, lecz na arenie, scenie politycznej. Zwróćmy uwagę, nawet ta terminologia (arena, scena) wskazuje na skojarzenie ze spektaklem, a nie np. z grą strategiczną czy pracą zespołową.


«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama