Prawdziwa rewolucja

Czterdzieści lat temu – w październiku 1962 roku – rozpoczęły się obrady II Soboru Watykańskiego. Czym był Sobór dla ówczesnych? Jakie ma znaczenie dla dzisiejszego Kościoła? eSPe, 61/2002





Jakie były pierwsze sygnały zmian posoborowych w Polsce?

Najbardziej radykalną, a może najbardziej widoczną zmianą było to, że w czasie sprawowania czynności liturgicznych księża odwrócili się od ołtarzy w stronę wiernych. To zbliżenie kapłana do wiernych jest symbolem ruchu soborowego. Nawet do starych kościołów wstawiano drugi ołtarz, a tamten dawny pozostał już tylko tłem. Poza tym wprowadzono do liturgii języki narodowe. Wszystkie księgi, teksty liturgiczne trzeba było przetłumaczyć – w naszym przypadku na polski. Kiedy byłem ministrantem, odpowiadałem kapłanowi w czasie mszy świętej po łacinie. Teraz odpowiadamy już wszyscy wedle nowych tekstów, po polsku.

Ostatnio daje się zauważyć zainteresowanie dawną mszą trydencką, po łacinie. Takie Msze święte. odprawia się w Polsce coraz częściej...

Sobór tego przecież nie zabronił. Jeżeli ludzie chcą wracać do łaciny, to chwała Bogu. Greka i łacina to są języki, które uczą pewnej dyscypliny myśli, precyzji wysłowienia się, zatem sam powrót do łaciny jest piękny. Czy jednak istnieje rzeczywista i powszechna tęsknota za łaciną w Kościele w Polsce? Jeśli nawet, jest to raczej wysublimowane pragnienie inteligencji. Tak czy inaczej ważne jest, żeby to nie było poszukiwanie jakiejś archaizacji Kościoła, próba zamykania go. Wtedy bowiem może stać się to lefebvryzmem i być odbierane jako występowanie przeciwko duchowi Soboru. A walka o otwarcie Kościoła na człowieka trwa cały czas.

Jak długo trwał proces wdrażania postanowień Soboru w życie Kościoła?

Proces ten trwa do tej pory. Cały pontyfikat Jana Pawła II jest wdrażaniem Soboru. Sobór to nie są tylko konstytucje, dekrety itd., ale przede wszystkim jego duch. Sobory wprawdzie odbywają się rzadko, ale to, co się na nich mówi i postanawia, często potem przez całe stulecia wpływa na przemiany Kościoła. Takie zmiany nie przychodzą od razu.

Czy można powiedzieć, że głównym tematem Soboru był właśnie Kościół?

To jest najistotniejsza rzecz, która mieści się w posoborowych zmianach. Konstytucja dogmatyczna o Kościele Lumen gentium to prawdziwa rewolucja. Ona mówi o tym, że Kościół jest sakramentem powszechnym zbawienia, Ludem pielgrzymującym, a ludzie są do niego włączeni przez chrzest, a nie drogą biurokratyczną - przez jakieś papierki, akta. Jest to radykalna zmiana myślenia, przeżywania i czucia. Niewielu ludzi zdaje sobie sprawę z tego, że Jan Paweł II jest żywym symbolem tych przemian. Jego podejście do ludzi i to, jak traktuje swoją posługę kapłana, wszystko to jest urealnieniem Lumen gentium. Można powiedzieć, że Sobór odkrył, co naprawdę oznacza rzeczywistość Boża w świecie, a nie to, co jest tworem różnych, także kościelnych, biurokracji. Pytanie, kto czyta Lumen gentium?

Właśnie! Teksty soborowe, takie jak wspominiana konstytucja czy Konstytucja duszpasterska o Kościele Gaudium et spes, bywają trudne; wiele w nich jest metaforyki i stwierdzeń, które niewprawnemu czytelnikowi mogą się wydać niejednoznaczne...

Gaudium et spes nie jest wcale taka trudna i powinnna być wyjaśniana na katechezie licealnej. Przypuszczam, że nie byłoby większego problemu z jej zrozumieniem. Oczywiście, trzeba mieć ochotę, aby wnikać w kwestie teologiczne. Jeśli coś może dziś ułatwić zrozumienie dokumentów soborowych, to odpowiedź na pytanie: dlaczego w ogóle odbył ten Sobór? Jan XIII zwołał go zupełnie niespodziewanie. O ile pamiętam, nie mówiono wcześniej o potrzebie powszechnego soboru ekumenicznego. W Tygodniku Powszechnym, w którym wówczas pracowałem, a który był przecież pismem awangardowym, dążącym do przemian, nikomu nie przychodziło coś takiego do głowy. Moja szkolna katecheza na nic by się zdała, gdyby nie Sobór. Ze szkoły pamiętam głównie kucie formułek, grzechów głównych, straszenie piekłem i karzącym Bogiem. Wszystko to było uproszczone. Niestety, zdarza się, że i dziś tak bywa. Przedsoborowy Kościół był także antysemicki, antyprotestancki. Żydzi i protestanci to byli po prostu odstępcy, heretycy i nie mówiło się o współpracy z heretykami. Dopiero Sobór wprowadził pojęcie bracia w wierze. I o tym powinno się dzisiaj młodym przypominać.

Ówczesna sytuacja polityczna w Europie zadecydowała o tym, że zaistnieją różnice w recepcji postanowień Soboru w Polsce i na Zachodzie Europy. Jakie to były różnice?

Zachód został zlaicyzowany przez pojawienie się nowych ideologii. Zakładały one, że Sobór nie jest początkiem jakiegoś twórczego dojrzewania Kościoła w historii zbawienia, ale finałem pewnego procesu. Stwierdzono więc, że teraz trzeba wymyślić nowe programy teologiczne. I wymyślano. Przeważnie były one spolityzowane. Nie działo się to to, co prawda, pod wpływem komunizmu, ale tak zwanej lewicy, której wpływom uległy prawie wszystkie intelektualne elity zachodnie, także biskupi. Kościół po Soborze jak gdyby się podzielił. Pojawił się Hans Küng, który głosił, że Chrystus stał się Synem Bożym dopiero na krzyżu. Był w nim abp Lefebvre, który nie uznał reform soborowych. Dużym problemem w krajach Ameryki Łacińskiej była teologia wyzwolenia. Ludzie głoszący ją doszli nawet do władzy, jak w Nikaragui, ale to jest osobny wielki problem posoborowy, który trwa do tej pory. Potrzebowano dialogu. Paweł VI wydał ważną encyklikę Eclesiam suam, w której właśnie pisze o dialogu. Już Jan XXIII podkreślał że należy się spierać, dyskutować, ale nie można identyfikować poglądów z wyznającą je osobą. Jeżeli ktoś ma złe poglądy, nie znaczy, że sam jest zły.

Mówił Pan o Zachodzie. Wróćmy jednak do Polski, bo tu sytucja przedstawiała się trochę inaczej...

To była sytuacja o tyle specyficzna, że biskupi, a zwłaszcza kardynał Wyszyński stojący ówcześnie, jako prymas, na czele Episkopatu Polski, otrzymał specjalne prerogatywy na wypadek gdyby rząd komunistyczny uniemożliwił swobodne porozumiewanie się między Kościołem w Polsce i Rzymem. (Podobna sytuacja zaczyna teraz powstawać w Rosji). Tamte prerogatywy dotyczyły różnych dziedzin, między innymi jurysdykcji nad wiernymi w diecezjach, które znalazły się po 1945 r. na terenie ZSRR, czy też bezpośredniej władzy nad zakonami, które normalnie podlegają swoim przełożonym. Ważna tu jest rola Wyszyńskiego, który – wbrew temu, co niektórzy sądzili – nie był antysoborowy, ale uważał, że ze względu na sytuację ideologiczno-polityczną w kraju, gdzie Kościół jest prześladowany (sam przecież był więziony) trzeba o tyle ostrożnie wprowadzać przemiany soborowe, aby przy tej okazji nie stały się furtką dla komunistów.

Rozmawiał Krzysztof Wołosiuk
«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie...