Tolerancja... i co dalej

Nie wszystko tak łatwo pokonać, jak różność kultury, tradycji i języka. Podziały przechodzą znacznie głębiej. „Są sprawy trudne i ciężkie... eSPe, 62/2003





Marek Kita jest teologiem i wykładowcą na PAT w Krakowie. Długo rozmawiamy o wzajemnych stosunkach katolików i prawosławnych. „Boję się takiej sytuacji – mówi w którymś momencie – kiedy komuś, kto jest bardzo za tolerancją, nie spodoba się, że spieram się z kimś. Tolerancja nie powinna wykluczać sporu. Ona polega na tym, że nie wywieram presji na drugiego człowieka, że nie potępiam go za to, że jest taki, jaki jest.” Tak rozumiana tolerancja daleka jest od obojętności, od nie przejmowania się tym, co dzieje się gdzieś obok. Dla chrześcijanina samo bycie tolerancyjnym, zawsze będzie niewystarczające. Nie tylko trzeba znosić i akceptować inność drugiego, ale przede wszystkim budować jedność. Na polu religii czymś takim będzie ekumenizm. Tolerancja jest do niego wstępem.

Sprawy trudne i ciężkie

Krakowska parafia prawosławna liczy stu pięćdziesięciu wiernych. W większości są to ludzie z wyższym wykształceniem. Są profesorami krakowskich uczelni, przyjeżdżają tu na kontrakty i studia. Inna tradycja i religia nie przeszkadza im tutaj żyć. „To nie ma znaczenia – mówi ks. Witold Maksymowicz, proboszcz tej parafii – czy ktoś jest katolikiem, protestantem, prawosławnym, muzułmaninem lub żydem. Wszystko zależy od tego, jakim jest człowiekiem.” Rozmawiamy dalej. Batiuszka zagłębia się w swoim fotelu. Opowiada o początkach swojej posługi w cerkwi. Były proboszcz zaczął chorować na oczy i nie mógł sobie poradzić ze sprawowaniem liturgii. „Zastanawiałem się jak mógłbym mu pomóc – wspomina – i wtedy doszedłem do wniosku, że przyjmę święcenia diakońskie. Poszedłem do niego z tym pomysłem, a on mówi, żebym się zastanowił i przyszedł za trzy miesiące, to wtedy porozmawiamy. Oczywiście tyle czasu nie czekałem, bo już wcześniej bardzo dużo zastanawiałem się nad tym.”

Stosunki katolików z prawosławnymi nie układają się źle. Po jednej i drugiej stronie są żale, to jednak nigdy nie stają się one czymś decydującym. Choć nie mówi się głośno o wszystkich bólach, to nie oznacza to, że o nich się nie pamięta. Ze strony prawosławnej żywe jest wspomnienie unii brzeskiej, ze strony katolickiej pamięta się np.: czasy wojen kozackich. „Jak wchodzili gdzieś kozacy – opowiada ks. Witold – to przede wszystkim mordowali księży unickich, później dopiero katolickich. To były czasy straszne... Ale to wszystko rozpoczęło się od działań politycznych, od odebrania swobód religijnych dla prawosławnych.” Po chwili dodaje: „Były czasy, kiedy jeśli batiuszka odprowadził kogoś na cmentarz, bo go o to proszono, to szedł do więzienia. Nie wszyscy wiedzą o tych czasach, ale one były.”

„Jestem z Podlasia. Tam jest zupełnie inaczej niż tu. Tutaj, wydaje mi się, niewielu katolików wie coś o prawosławiu” – mówi Paweł, który od paru lat studiuje w Krakowie i uczestniczy w życiu tutejszej parafii. Na Podlasiu jest wiele małżeństw mieszanych, co wpływa na to, że ludzie próbują dogadywać się ze sobą. Nie wszystko jednak się udaje. „Jest też wiele antagonizmów, również narodowościowych – dopowiada. – Bardzo często prawosławni wywodzą się z narodowości białoruskiej czy ukraińskiej i to przeszkadza.” Marek Kita mówi o podobnych sytuacjach: „W przypadku Polski takim stereotypem było i może ciągle jest to, że prawosławny to Rosjanin, nie-Polak. Tolerancja to uznanie, że są to tacy sami dobrzy ludzie jak my, tak samo jak my mają prawo wyznawać to, co wyznają.”

Nie wszystko jednak tak łatwo pokonać, jak różność kultury, tradycji i języka. Podziały przechodzą znacznie głębiej. „Są sprawy trudne i ciężkie... Choćby sprawa przejmowania prawosławnych świątyń przez katolików” – zauważa jeden z członków prawosławnej diaspory w Krakowie. Ale czasem religia zaprzęgana jest też w najzwyklejsze ludzkie spory. Ks. Maksymowicz na to bardzo wyczula: „Nigdy nie chwaliłem się tym, że jestem prawosławnym. Ale wiele osób o tym wie i nigdy z tego powodu nie byłem prześladowany. Oczywiście, jak to w życiu bywa, miałem jakieś niesnaski, kłótnie z ludźmi. Ale to nie jest związane z tym, że jestem prawosławnym, tylko z tym, że ktoś zachował się niedobrze wobec mnie lub odwrotnie.”

Odwrót i rozczarowanie

Krypta klasztoru ojców dominikanów jest miejscem spotkań grupy ekumenicznej Unitas. Spotykają się tu raz w tygodniu wieczorem, rozmawiają ze sobą, ale przede wszystkim modlą się o jedność chrześcijan. W spotkaniach tych bierze też udział poznany już przez nas Marek Kita. „Pamiętam początki kontaktów grupy Unitas z prawosławnymi – wspomina. – Przychodziło ich niewielu, może cztery, pięć osób... Byli czujni i niespokojni. Trzeba powiedzieć, że jest to normalna reakcja dla grupy mniejszościowej, która nie ma pełnego zaufania dla naszej bezinteresowności i czuje zagrożenie dla swojej tożsamości. Gdyby było nas po połowie może z mniejszymi oporami tamta grupa przystępowałaby do dialogu.” Z czasem prawosławni wykruszyli się. Grupę ekumeniczną stanowią dziś sami katolicy. To daje do myślenia...
«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie...