Celibat – tylko dla orłów. Do niemożliwych wymagań potrzeba wielkiego serca

Decyzję na życie w celibacie porównałbym do skoku w ciemną przepaść z przekonaniem, że nic złego nam się nie stanie, bo niewidzialna dłoń Boga jednak nas złapie. Ale prawdziwa przygoda zaczyna się dopiero wtedy, gdy dostajemy gwałtownego przyspieszenia, a niewidzialnej ręki jak nie było, tak nie ma. eSPe, 79/2007




Co mówi o Bogu osoba decydująca się ze względu na Niego na celibat? Kim jest dla niej Bóg?

o. Stanisław Morgalla SJ: To samo, co wszyscy inni ludzie, tzn. znacznie więcej niż sama jest w stanie pojąć. Robi to tylko bardziej radykalnie, bo ryzykując własną skórą – spójną mową ducha i ciała. Decyzję na życie w celibacie porównałbym do skoku w ciemną przepaść z przekonaniem, że nic złego nam się nie stanie, bo niewidzialna dłoń Boga jednak nas złapie. Bóg w takich decyzjach jawi się jako dobry i troskliwy Ojciec. Ale prawdziwa przygoda zaczyna się dopiero wtedy, gdy dostajemy gwałtownego przyspieszenia, a niewidzialnej ręki jak nie było, tak nie ma. Zapewniam, przeżycie jedyne w swoim rodzaju. Nierzadko wtedy zaczynają się lamenty podobne do tych Jeremiaszowych: „Uwiodłeś mnie Panie, a ja pozwoliłem się uwieść” (Jr 20, 7). Bóg jawi się wtedy jako zupełnie nieprzewidywalny, tajemniczy i nieobecny.

I co wtedy: kryzys wiary?

Można tak to nazwać, ale jest to raczej próba wiary, bez której trudno w ogóle mówić o wierze. Bóg lubi zaskakiwać i dlatego m.in. budzi w sercu pragnienia rzeczy niemożliwych. Jeszcze do niedawna czymś takim była chęć dorównania ptakom w locie. Dziś latanie nikogo nie dziwi. Szkoda, że nie bierze się pod uwagę, że to może znaczyć, że inne „niemożliwe” pragnienia mogłyby równie szybko zostać zrealizowane, gdybyśmy tylko więcej nad tym pracowali. Do nich zaliczam miłość do wszystkich ludzi, którą starają się praktykować celibatariusze. Niestety, dzisiaj hasło:„Kochaj i rób, co chcesz!” jest zupełnie opacznie rozumiane.

Jak więc rozumieć ślub czystości w obecnej kulturze, która pełna jest odwołań do erotyki?

Jako totalne nieporozumienie – ewangeliczny i teologiczny sens czystości nie uległ zmianie, ale czasy tak się zmieniły, że te religijne treści stały się niezrozumiałe. Dziś rządzi seks. Na przestrzeni kilkudziesięciu lat ze społeczeństwa, gdzie był on tematem tabu, staliśmy się społeczeństwem, w którym sprawy seksualne traktowane są z nachalną otwartością, a ostatnie bastiony tabu – np. intymne życie celibatariuszy – padają jeden po drugim. Nieprzypadkowo różnego rodzaju nadużycia seksualne duchowieństwa stają się wiadomością dnia. Jeśli nie wchodzą w konflikt z prawem, to przesłanie brzmi: „Oni są tacy, jak my”; jeśli są niezgodne z prawem, przesłanie brzmi: „Są nienormalni, bo żyją nienormalnie”. Niedawno znajomi przebywający w USA, którzy doczekali się pierwszego dziecka, zapowiedzieli mi swoją wizytę i związane z tym... potrójne niebezpieczeństwo. Żartobliwie sparafrazowali wypowiedź pewnego amerykańskiego kapłana: „Dziś ksiądz nie może publicznie pokazać się ani z kobietą, ani z mężczyzną, ani z dzieckiem”. Fakt, że tego żartu nawet w Polsce nie trzeba specjalnie tłumaczyć, mówi sam za siebie. Dzięki Bogu są to tylko klisze z kultury masowej, choć marna to pociecha, bo to znaczy, że obowiązują w myśleniu przeciętnego Kowalskiego.


«« | « | 1 | 2 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Pobieranie...

Reklama

Reklama

Reklama