Siódma pieczątka

Jak wygląda umowa-zlecenie między polską państwową uczelnią wyższą i osobą, która ma przeprowadzić szkolenie dla kadry naukowej? Dolna połowa strony mieni się różnymi odcieniami błękitu. Czyżby kreatywni pracownicy wpadli na pomysł, by ubarwić urzędowy dokument? eSPe, 85/2009



Jak wygląda umowa-zlecenie między polską państwową uczelnią wyższą i osobą, która ma przeprowadzić szkolenie dla kadry naukowej? Dolna połowa strony mieni się różnymi odcieniami błękitu. Czyżby kreatywni pracownicy wpadli na pomysł, by ubarwić urzędowy dokument? By dodać mu życia intensywnymi kolorami?
Nic bardziej mylnego.

Jak jest?

To, co wzięliśmy za niebieskie zabarwienie dolnej połowy kartki, przy spojrzeniu z bliska okazuje się plątaniną różnego rodzaju podpisów i pieczątek. Dopiero po dłuższej obserwacji można wyodrębnić poszczególne podpisy (w większości opatrzone stemplami). Jest ich dziesięć: kierownik działu nauki, radca prawny, samodzielna księgowa z sekcji rachuby płac, kierownik działu kadr i organizacji, specjalista ds. zamówień publicznych, inspektor wpisujący do ewidencji umów-zleceń, kierownik właściwego działu merytorycznego, prorektor ds. nauki, kwestor i wreszcie rektor.

Przepraszam, zapomniałem o jeszcze jednym. Przecież sam szkoleniowiec-zleceniobiorca też musiał się podpisać. Jego parafka tkwi w lewym górnym rogu błękitnej dżungli. A zatem jedenaście. A skąd błękit? Podpis nie może być czarny – przecież może paść podejrzenie, że dokonano niecnej kserokopii.

Chowam biało-niebieski papier do szuflady, a wyciągam z niej podobną umowę podpisaną z uniwersytetem (państwowym) w jednym z państw zachodniej Europy. Pod krótkim tekstem, zwięźle opisującym zakres zadań, widnieją 2 (słownie: dwa) podpisy: kierownika projektu i zleceniobiorcy. Technika podpisu: czarny długopis. Pieczątek brak.

Inny przykład: dokumentacja rozliczeniowa partnerskiego projektu polsko-niemieckiego dotyczącego festiwalu jazzowego. Po stronie niemieckiej – 10 spiętych kartek w plastikowej koszulce. Po stronie polskiej – dwa pękate segregatory pełne umów, faktur, rachunków, oświadczeń, list obecności, protokołów z zamówień publicznych. Dodajmy: budżet strony niemieckiej był dwa razy wyższy niż strony polskiej.

Wszystko ma cenę. Umowa, o której mówię, nie powstaje bezkosztowo. Aby wyliczyć kwotę, przeznaczoną na samo przygotowanie umowy między polską uczelnią i zleceniobiorcą, należy ustalić, ile czasu spędza każdy z podpisujących na wertowaniu umowy pod kątem możliwych błędów. Oszczędzę czytelnikom dokładnych obliczeń na podstawie średnich wynagrodzeń. Przygotowanie jednej umowy kosztuje 349 złotych i 20 groszy. Oszczędzę także wyliczeń, ile to tysięcy rocznie w skali uczelni i ile milionów rocznie w skali kraju.

Dla porównania przygotowanie umowy w Belgii trwa ok. 3 godziny – według wyżej wymienionej średniej polskiej stawki jest to 77 złotych i 60 groszy. Tyle mówi nam matematyka.

Czy chcemy odzyskać zmarnowane na każdej umowie 271 złotych i 60 groszy? A może jednak to przemnożyć przez setki uczelni i innych instytucji publicznych, tysiące umów, setki tysięcy innych podobnych papierów?




«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama