Czy Pan Bóg o nas się troszczy?

Bóg nawet dopuszczając na nas jakieś zło, chciałby nas przy tej okazji obdarzać. Bardzo wielu ludzi podczas choroby zmądrzało, a św. Ignacy Loyola nie jest jedynym świętym, który może w ogóle by się nie nawrócił, gdyby nie choroba. Różaniec, 2/2009



– Jakiś czas temu media podały, że na Suwalszczyźnie kobieta została śmiertelnie porażona prądem. Zostawiła sześcioro dzieci. Cztery lata wcześniej dzieci straciły ojca. Jak taką tragedię pogodzić z Bożą Opatrznością? Dlaczego wszechmocny i kochający Bóg do takiego nieszczęścia dopuścił?

– Podobny los spotkał Julię Rodzińską, przyszłą dominikankę, jedną ze 108 polskich męczenników z czasów II wojny światowej, których beatyfikował Jan Paweł II. Była jednym z czworga dzieci, kiedy osierociła ich matka, dwa lata później umarł im ojciec. Nikt z rodziny nie chciał – albo nie mógł – zająć się sierotami. Na szczęście miejscowy proboszcz razem z siostrami zakonnymi zadbali o to, żeby dzieci nie pozostawić samym sobie. Słowem – najpierw starajmy się podać rękę temu, kogo nieszczęście spotkało, i dopiero z tej perspektywy ewentualnie pytajmy, dlaczego Pan Bóg dopuszcza różne nieszczęścia.

– A no właśnie, dlaczego?

– Tego ja przecież nie wiem. Pozytywny owoc nieszczęścia tylko stosunkowo rzadko narzuca się z całą oczywistością, tak jak owej kobiecie: „Gdyby nie ten wypadek samochodowy, nie poznalibyśmy się z moim kochanym Wackiem i nie bylibyśmy małżeństwem”. Niekiedy słyszę świadectwo: „Tego się nie da opowiedzieć, jak bardzo ciężka choroba naszego brata zjednoczyła całą rodzinę”. Najczęściej jednak sensu nieszczęść, jakie nas spotykają, nie widzimy ani nie rozumiemy.

– Trudno pojąć śmierć niewinnego dziecka. Jak wtedy nie stracić wiary w Bożą miłość, w Jego opiekę?

– Kiedy przychodzą do mnie rodzice, którzy utracili dziecko, staram się przyłączyć do ich żałoby i jak najwięcej ich słuchać. Nie przerywam im, nawet jeżeli zaczynają bluźnić przeciw Bogu. Choć oczywiście wolałbym, żeby nie bluźnili. Niekiedy odważam się przeczytać im fragmenty czwartego rozdziału Księgi Mądrości na temat sensu śmierci przedwczesnej: „Zabrany został, by złość nie odmieniła jego myśli albo ułuda nie uwiodła duszy (…). Wcześnie osiągnąwszy doskonałość, przeżył czasów wiele. Dusza jego podobała się Bogu, dlatego pospiesznie wyszedł spośród nieprawości”.

– Często słyszy się świadectwa, że Boża Opatrzność kogoś cudownie wybawiła z opresji…

– Mój rodzony brat, kiedy był dzieckiem, upadł tak nieszczęśliwie, że połamał sobie obie ręce. Złamania były otwarte, ziemia wbiła się aż do szpiku, a było daleko nie tylko do szpitala, ale nawet do telefonu. I proszę sobie wyobrazić, że w pierwszym samochodzie, który zatrzymaliśmy, jechał chirurg z najbliższego szpitala.

– Mówimy cały czas o nieszczęściach. Ale Boża Opatrzność czuwa nad nami również wtedy, kiedy jesteśmy zdrowi, silni, mamy pracę, zdrową i pełną rodzinę…

– Pan Bóg jest ostatecznym dawcą nie tylko tego dobra, które nas spotyka, ale również tego, które my sami czynimy. To On obdarza nas rodzicami i małżonkiem, i dziećmi, i zdrowiem, i inteligencją, i chęcią do pracy – dosłownie wszystkim, co dobre.

– Ale choroba chyba już nie jest darem Bożym? Mówimy, że Bóg ją na nas dopuszcza.

– Jednak nawet dopuszczając na nas jakieś zło, Bóg chciałby nas przy tej okazji obdarzać. Bardzo wielu ludzi podczas choroby zmądrzało, a św. Ignacy Loyola nie jest jedynym świętym, który może w ogóle by się nie nawrócił, gdyby nie choroba.



«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama