Koronka? To działa!

Pan Bóg nie rzuca słów na wiatr. Jeśli coś obiecuje, jest tym obietnicom wierny. To od nas zależy, czy uwierzymy w Jego słowa i zechcemy wypełniać warunki, niezbędne do spełnienia Bożych obietnic także w naszym życiu. Różaniec, 11/2009



W Dzienniczku św. s. Faustyny znajdujemy wiele zapewnień Jezusa oraz świadectw samej świętej co do ogromnej skuteczności Koronki do Bożego Miłosierdzia, zwłaszcza w obliczu śmierci. Jezus obiecał wiele łask na ten najważniejszy moment ludzkiego życia – moment przejścia przed sąd Boży – tym, którzy będą ją pobożnie odmawiać. Ponadto Koronka odmawiana przy umierających ma sprawiać, że ich odejście z tego świata dokona się w pokoju.

Dane mi było w ostatnim czasie doświadczyć prawdziwości tych obietnic. Tym doświadczeniem chciałbym podzielić się z Czytelnikami „Różańca”.

Pod koniec czerwca 2009 r. zmarł mój wujek. Był człowiekiem już dość wiekowym, żył ponad 80 lat. Zapamiętałem go jako osobę pogodną, lubiącą żartować. Często jednak – a w ostatnich latach życia coraz częściej – mówił o śmierci i dopytywał się o różne sprawy z nią związane. Kilka lat temu w czasie wizyty kolędowej spytał księdza, jak najlepiej przygotować się na śmierć. Ksiądz poradził, aby codziennie – najlepiej o godzinie 15.00 – odmawiał Koronkę do Bożego Miłosierdzia. Opowiedział mu też o obietnicach Jezusa danych s. Faustynie, a związanych właśnie z tą modlitwą.

Te słowa wujek bardzo mocno wziął sobie do serca. Można powiedzieć – choć to niezbyt fortunne sformułowanie – że „zawziął się” na tę Koronkę. Starał się być o 15.00 zawsze w domu. Włączał radio (miał je ustawione na Radio Maryja) i razem z prowadzącymi modlitwę w radiu odmawiał Koronkę. Jeśli był u kogoś, kogo dobrze znał i miał do niego zaufanie – prosił, by pomodlić się wspólnie.

Na początku roku lekarze stwierdzili u wujka nowotwór. Mimo że choroba postępowała szybko, zachował pogodę ducha. Kilka dni przed śmiercią przyjął ostatnie sakramenty. W niedzielę po południu jego córka zadzwoniła do moich rodziców, prosząc, by przyjechali, bo wujek umiera. Spytała, co robić, jaką modlitwę odmawiać. W odpowiedzi usłyszała, by modlić się Koronką do Bożego Miłosierdzia.

Nie zdążyli odmówić całej. W trakcie Koronki wujek zmarł – cicho, bez cierpień, jakby zasypiał. Było to kilkanaście minut przed godziną 16.00.

Pan Bóg nie rzuca słów na wiatr. Jeśli coś obiecuje, jest tym obietnicom wierny. To od nas zależy, czy uwierzymy w Jego słowa i zechcemy wypełniać warunki, niezbędne do spełnienia Bożych obietnic także w naszym życiu.

Andrzej



«« | « | 1 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

  • Agnieszka
    18.11.2009 13:09
    Mój Dziadziuś Józef też umarł spokojnie podczas odmawiania Koronki. Codziennie modlił na klęcząco, a kiedy nie mógł już chodzić do kościoła, słuchał w niedzielę Mszy św. Był dobrym człowiekiem.
  • Inge
    18.11.2009 22:12
    Pewnie, że działa. Nie rozumiem dlaczego pan Jakimowicz w "GN" z takim upodobaniem powtarza raz po raz swoje ulubione slogany, że traktujemy wiarę jak bankomat i wstukujemy PIN ko-ro-n-ka. Dla człowieka, który wierzy prosto i mocno, bez udziwnień, metafor i wspólnotowych sloganów, sprawa jest jasna. Jeżeli Bóg obiecał mi dobrą śmierć za ufną modlitwę. modlę się z ufnością i z większym spokojem czekam na godzinę śmierci.
  • aleksandra
    19.11.2009 20:16
    zacytowany przez Panią fragment przypisywany Marcinowi Jakimowiczowi, nie jest jego autorstwa, proszę dokładniej przeczytać artykuł, te słowa powiedział jezuita o. Wojciech Ziółek.

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama