Pod rajskim drzewem

Pierwsze rozdziały Księgi Rodzaju nie są bynajmniej dziennikarską relacją: ich autor nie stał z kamerą i z dyktafonem, gdy Bóg stwarzał świat, gdy powoływał do istnienia pierwszych ludzi i gdy oni podejmowali ważne decyzje, także tę jedną... jakże fatalną w skutkach! Głos Karmelu, 1/2007




Pan Bóg też nie zdał autorowi szczegółowej relacji z tych wydarzeń, bo i po co, a zresztą jakiż język ludzki wyrazi to, co nie mieści się w naszych kategoriach? Autor miał inne zadanie: przekazać czytelnikowi pewne prawdy objawione przez Boga, takim językiem, żeby był on zrozumiały dla wszystkich. Miał przede wszystkim przekazać, że człowiek od pierwszych chwil swego istnienia jest otoczony miłością i troską Boga. To dlatego autor podaje nam, że Bóg umieścił pierwszych ludzi w ogrodzie. Izrael zawsze miał problemy z wodą, a część kraju stanowi pustynia – nic dziwnego zatem, że ogród, z którego wypływają aż cztery rzeki, był dla tamtych ludzi obrazem absolutnego szczęścia (kto wie, jakim obrazem posłużyłby się dziś autor dla ukazania szczęścia naszych prarodziców... może luksusową willą?).

Ten szczęśliwy człowiek ma być jakby namiestnikiem Boga na ziemi: panuje nad zwierzętami, ma czynić sobie ziemię poddaną. Człowiek jest powołany do życia w dialogu miłości (mężczyzną i niewiastą ich stworzył), żyje w zażyłości z Bogiem, który – jak przystało na wschodniego władcę – przechadza się po ogrodzie wieczorową porą. Bóg i człowiek żyją w doskonałej przyjaźni, Bóg, który wie wszystko i troszczy się o człowieka, wskazuje człowiekowi, co jest dobre, a co złe, bo tylko On, Stwórca, wie naprawdę i do końca, co jest dobre i dlaczego. Człowiek jest tylko stworzeniem, wspaniałym, ale ograniczonym, więc nie może samowolnie ustalać norm moralnych (mówiąc językiem Księgi Rodzaju: nie wolno mu spożywać owocu z drzewa poznania dobra i zła), bo byłaby to zgubna dla niego „zabawa w Boga”... trochę tak jakby małe dziecko postanowiło zarządzać wyrzutnią rakiet nuklearnych.

Przestańmy więc wyobrażać sobie naiwnie, że z niewiadomych przyczyn Bóg zabronił pierwszym ludziom jeść jabłek akurat z tego jednego drzewa (Skąd wzięły się te nieszczęsne jabłka? Otóż łacińskie słowo „malum” oznacza równocześnie „zło” i „jabłko”). Nie, Bóg nie jest złośliwym wychowawcą, który zakazuje dla samej przyjemności zakazywania, On zakazał człowiekowi jedynie... burzenia tego szczęścia, którym człowiek się cieszył. To szczęście miało trwać zawsze, człowiek miał karmić się owocami z drzewa życia – czyli być nieśmiertelnym.

Tak miało być... ale nie było. Pojawił się wąż... nie, żadna anakonda czy boa, ale mały, szary azjatycki wężyk, mały i bardzo zdradliwy. Tak łatwo zlekceważyć szmer w trawie, myśleć, że to nic strasznego, a potem jest za późno. Dlatego właśnie obraz węża tak doskonale nadawał się do ukazania kuszenia: czegoś, co z początku wydaje się małe i niegroźne, ale biada temu, kto podejmie niebezpieczny dialog ze złem.

«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie...

Reklama

Reklama

Reklama