Popatrzmy częściej Jezusowi w oczy

Jako dziecko, a później także jako młody chłopak, byłem bardzo poraniony. Byłem wtedy strasznie zbuntowany. Próbowałem jednak wszystkiego innego, co świat oferował młodemu człowiekowi. Coraz wyraźniej odnosiłem wrażenie, że staczam się do dołu, że tracę wszystko. Głos Karmelu, 2/2007




Wspomniał Brat przed wywiadem, iż Pan Jezus nawrócił Brata dość radykalnie. Jak to się stało?

Jako dziecko, a później także jako młody chłopak, byłem bardzo poraniony. Mój ojciec poszedł sobie z inną kobietą. Mamie trudno było żyć w samotności. Poznała kogoś, związała się z nim, a ja zostałem sam. Byłem wtedy strasznie zbuntowany. Wyjechałem do Paryża. Musiałem ciężko pracować, by dać sobie radę. Bunt, który przeżywałem, sprawił, że byłem gotowy na wszystko. Myślałem o narkotykach, ale wtedy był to swego rodzaju „luksus”. Próbowałem jednak wszystkiego innego, co świat oferował młodemu człowiekowi. Coraz wyraźniej odnosiłem wrażenie, że staczam się do dołu, że tracę wszystko. Pewnego razu przechodziłem obok kościoła. Zdarzało mi się już wcześniej wstępować do kościoła, bo mój dzidek ze strony ojca był wierzący i od czasu do czasu zabierał mnie na mszę świętą. Wszedłem zatem i zobaczyłem, że w konfesjonale siedzi ksiądz. Obecnie ta scena przypomina mi nawrócenie Karola de Foucauld, ale wówczas nie zdawałem sobie sprawy z tego podobieństwa. Podszedłem do konfesjonału. Powiedziałem do kapłana, że nie przyszedłem, żeby się spowiadać, bo to moim zdaniem nie ma sensu, ale chciałbym opowiedzieć komuś o sobie i swoich problemach. Ten ksiądz był bardzo otwarty i braterski. Poradził mi, bym spróbował odnaleźć siebie, pomagając innym. Znaleźć potrzebujących i pomagać im. Szukałem więc i spotkałem grupę młodych osób, pomagających ubogim rodzinom. Włączyłem się w tę pomoc. Taki był początek. Tam poznałem młodego człowieka, trzy lata starszego ode mnie. Ja miałem wówczas dwadzieścia trzy lata. On, sam nawrócony od trzech lat, był bardzo braterski, otwarty, nigdy mnie nie osądzał, nie próbował nawracać na siłę. Pokazywał mi jednak rzeczywistość, której wcześniej nie znałem. Zapraszał mnie na przykład do teatru na wartościowy spektakl. Któregoś dnia powiedział, że idzie wraz ze studentami na pieszą pielgrzymkę do Chartres i że jeśli mam ochotę, mogę iść z nimi. Poszedłem, choć fakt, iż biorę udział w pielgrzymce, nie miał dla mnie żadnego znaczenia. Szedłem, bo inni szli. Jednak było to dla mnie ważne odkrycie. Pierwszy raz zobaczyłem modlących się chłopców i dziewczyny. Poznałem dziewczyny inaczej. Poznałem młodych inaczej, niż dotychczas. Pamiętam, że śpiewali „Zdrowaś Maryjo”. Modlili się, rozmawiali i milczeli. Wówczas, w tamtym roku, rozważano modlitwę „Ojcze nasz”. Pod koniec pielgrzymki byłem w świetnym nastroju. Piękna pogoda, słonce, miła atmosfera. Była Uroczystość Zesłania Ducha Świętego. We Francji zboże w tym czasie jest już dojrzałe. Dziesięć kilometrów przed Chartres teren jest zupełnie płaski i z daleka widać dwie wieże katedry. Młodzież zaczęła śpiewać po łacinie „Salve Regina”. Nie znałem ani łaciny, ani tej pieśni, jednak bardzo mi się podobała. Cała ta sceneria: widok katedry z oddali, śpiew młodzieży i piękna pogoda sprawiły, iż doznałem wstrząsu. Zostawiłem grupę i poszedłem w pole, by stamtąd obserwować katedrę. Słyszałem oddalający się śpiew. Ja zostałem na miejscu. Za chwilę przechodziła następna grupa i śpiewała to samo. Potem kolejna i kolejna... Ja patrzyłem na katedrę i mijających mnie ludzi. Byłem urzeczony. Później musiałem biec, by dogonić moją grupę.

«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie...