Bóg trudny to Bóg radości

Myślę, że potrzeba nam tego, o co Grecy prosili Filipa w Ewangelii św. Jana: „Chcemy widzieć Jezusa”. Chrześcijanin, kapłan, zakonnik musi być „przezroczysty” dla Boga. Głos Karmelu, 04/2007




Mówią o Księdzu: wybitny włoski pisarz katolicki, dziennikarz, duszpasterz, rekolekcjonista, autor ponad 100 książek z duchowości chrześcijańskiej, biblijnej, tłumaczonych na kilkadziesiąt języków świata. Trudno być pokornym po przeczytaniu takiej notki na swój temat?

Nigdy nie potrafiłem traktować siebie zbytnio na serio. Odniosłem sukces – jeśli można użyć tego trochę dwuznacznego słowa – zaraz na początku, po napisaniu pierwszych książek. Nie oznacza to jednak, żebym się kiedykolwiek wywyższał: dla mnie ważniejsza jest możliwość komunikowania. To jest fundamentalny punkt w moim życiu. Nie zwracam wielkiej uwagi na recenzje, troszczę się jedynie o to, by to, co chcę przekazać, dotarło do serc ludzi. Kiedy jest ta troska, nie ma niebezpieczeństwa wpadania w pychę, właśnie dlatego, że autor nigdy nie wie, co uzyskał przez napisane słowo, jaki jest rzeczywisty odzew. Może się tak zdarzyć, że po bardzo długim czasie przychodzi jakiś list, świadectwo od bardzo dalekiej osoby, która mówi: „Znalazłem motyw do nadziei na tej stronie księdza książki. Byłem w rozpaczy, miałem pokusy samobójcze, a znalazłem sens życia na tej stronie”. To są najgłębsze radości, jakie można przeżyć, także dlatego, że wtedy uświadamiasz sobie, że pisząc te treści nie miałeś na myśli tej szczególnej sytuacji.

Tutaj w Polsce pewien ksiądz wyznał mi, że lektura rozdziału „Niewygodnych Ewangelii” mówiącego o adoracji Dzieciątka przez ubogich pasterzy zainspirowała go do otwarcia domu dla najuboższych, bezdomnych, w którym bardzo ważne miejsce zajmuje adoracja Najświętszego Sakramentu. Słuchając takich wyznań odkrywasz z zaskoczeniem, z uczuciem zdumienia, że słowo jest twoje, ale nie należy do ciebie. Słowo odbywa drogę, idzie tam, gdzie ma iść, puka do pewnych serc, a ty tego nie kontrolujesz. Dlatego stawianie sobie problemu trwania w postawie pokory w moim przypadku nie ma sensu, dla mnie ważne jest trwanie w zdumieniu i zachwycie. Ponadto pisanie niesie też ze sobą konkretną trudność: gdybym miał słuchać mojego instynktu, uprzywilejowałbym zawsze aspekt przepowiadania, bo gdy głosisz Słowo, widzisz twarze, patrzysz w oczy ludzi; natomiast kiedy piszesz, masz przed sobą białą kartkę i musisz wyobrażać sobie ludzi za tą kartką. Jest to więc większy trud.

«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie...

Reklama

Reklama

Reklama