Samotność wypełniona Bogiem

Moja samotność przed Bogiem została zamieniona na intymne działanie. Nie byliśmy w zasadzie w żadnych, ważnych dla tego świata miejscach. Byliśmy bardziej dla spraw Bożych i siebie samych. W drodze, 6/2007




Kiedyś zarzekałem się, że nigdy nie ruszę już w dalszą drogę z młodzieżą, bo jest męcząca i wyrywa się do przodu, ostatnimi laty zdecydowałem się jednak odwołać wcześniejsze postanowienia, ponieważ wspólny wyjazd bardziej niż siedzenie na miejscu zbliża i integruje. Tym razem jako cel obraliśmy południe Francji, miejsca związane z początkiem zakonu kaznodziejskiego, w których zapłonął entuzjazm wiary i pragnienie dzielenia jej z innymi.

Karlsberg


Ruszamy zaraz po Wielkanocy. Pierwsza stacja to Karlsberg, wioska, w której schronił się ksiądz Franciszek Blachnicki i w której spędził ostatnie lata przed śmiercią, która tam go znalazła. To on w komunistycznej Polsce stworzył ruch oazowy i włożył polskiej młodzieży do rąk Biblię. To on wymyślił owo piękne zaangażowanie, w którym liturgia jest podstawą formacji i przeżycia religijnego. W komunistycznej Polsce było szaro i przerażająco nudno. Nie wiadomo było, co robić, co przetrwa, a co zostanie natychmiast unicestwione. Ksiądz Blachnicki nie zawahał się inwestować w młodych ludzi. Miał wizję i propozycję. Pragnął, by w kluczowym momencie życia człowieka wypełnić je treścią Bożą i nasączyć Bożą emocją. Ksiądz Blachnicki wygrał walkę o polską młodzież, a wkładając jej do rąk Biblię, nauczył przewracać w niej kartki. Był często sam, ale tylko pozornie. Wypełniał go Bóg. Ta przelewająca się Pełnia nakarmiła innych.

Taizé


Rankiem przed wyjazdem do Taizé żegnają nas domownicy ośrodka oazowego. Szkoda, że tak krótki czas spędziliśmy razem. Tyle mielibyśmy sobie do powiedzenia. Taizé znam od dawna. W latach 70. XX w. poznałem brata Rogera oraz brata Clementa. Samotność przed Bogiem zaowocowała pasją dzielenia wiary z młodymi. Wokół brata Rogera zebrała się wspólnota, która promieniuje modlitwą i śpiewem. W Taizé spędzamy dwie doby. Jesteśmy na adoracji krzyża i nabożeństwie światła. W celi nieżyjącego już brata Rogera spotykamy się z bratem Aloisem, obecnym przeorem wspólnoty. Nawiedzamy groby braci na maleńkim cmentarzyku. Tych, których znałem i kochałem, już nie ma na tej ziemi. Brat Roger, Clement czy Robert, który z pasją uczył nas śpiewu. Cieszyłem się, że młodzież chwyta śpiew i poddaje się jego urokowi. Atmosfera nabożeństw w Taizé jest porywająca.

Aiguebelle


Po drodze z Taizé odwiedzamy opactwo, w kórym przebywa kiedyś dominikanin, a obecnie trapista o. Michał Zioło. Przyjmuje nas serdecznie. Częstuje sokami i ciastkami produkcji mnichów, oprowadza po kościele i okolicy. Ofiarowując mi ogromną francuską książkę kucharską, mówi, że jest to najwartościowsze, co kultura francuska ma do zaoferowania. Odprowadza nas do autobusu, a za plecami słyszę jego słowa jako odpowiedź na pytanie którejś z dziewczyn: „Dziecko tutaj modlitwa to rarytas, tutaj trzeba ciężko pracować”. Doskonale rozumiałem pytanie dziewczęcia i odpowiedź ojca Michała. Spoglądałem na Michała od chwili, kiedy do niego przyjechaliśmy  on sam cały był jednym czekaniem. I tam go zostawiliśmy na parkingu przy opactwie, udając się w dalszą drogę.

«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie...

Reklama

Reklama

Reklama