Pieniądz w Kościele

Temat jest drażliwy i nie da się o nim pisać bez ryzykowania, że niektórych czytelników poniższy tekst zdenerwuje. Zapewne dlatego, że jest to problem, o którym bardzo dużo się mówi, ale który rzadko poddaje się spokojnej refleksji. Spróbuję go podjąć z całą rzetelnością, na jaką mnie stać. W drodze, 10/2007




Temat jest drażliwy i nie da się o nim pisać bez ryzykowania, że niektórych czytelników poniższy tekst zdenerwuje. Zapewne dlatego, że jest to problem, o którym bardzo dużo się mówi, ale który rzadko poddaje się spokojnej refleksji. Spróbuję go podjąć z całą rzetelnością, na jaką mnie stać. Zarazem warto na samym początku wyraźnie sobie uświadomić, że przy tego rodzaju tematach łatwo (z obu stron, zarówno ze strony autora, jak i ze strony czytelników) o bezwiedne uproszczenia, przeoczenia czy nawet tendencyjność.

Bezpośrednim bodźcem do podjęcia tego zagadnienia był niedawno otrzymany list: „Zamawiałem mszę świętą za bliską mi osobę. Ksiądz jako konieczny warunek jej odprawienia zażądał odpowiedniej sumy pieniędzy”. Domyślam się, że w odczuciu mojego korespondenta była to suma zbyt wygórowana.

Problem staje się bez porównania bardziej palący, kiedy wygórowane żądanie księdza związane jest z posługami, o które prosimy bardzo rzadko, a które związane są z najbardziej przełomowymi momentami życia, a więc gdy chodzi o chrzest, ślub czy pogrzeb.
Potrzeby materialne Kościoła

Prawo kanoniczne wymienia cztery dziedziny życia i działalności Kościoła, które wymagają środków materialnych: 1) organizowanie kultu Bożego; 2) zapewnienie godziwego utrzymania duchowieństwa oraz innych pracowników kościelnych; 3) prowadzenie dzieł apostolatu; 4) troska o biednych oraz inne dzieła miłości (por. kan. 1254 § 2).

Chwilowo zostawmy na boku przypadki pożałowania godnej księżej chciwości i zastanówmy się, o jakie konkretne wydatki może tu chodzić. Dla uproszczenia pomińmy te nadzwyczajne – różnego rodzaju remonty (dachu, wieży, organów, muru cmentarnego, instalacji elektrycznych itp.) oraz zakupy przedmiotów trwałych (szaty, księgi oraz naczynia liturgiczne, dywany, nagłośnienie, urządzenia grzewcze itp.); pomińmy też obowiązek płacenia comiesięcznej pensji osobie prowadzącej kancelarię parafialną czy zajmującej się sprzątaniem kościoła, bo te wydatki dotyczą tylko wielkich parafii.

Spróbujmy wyliczyć różne wydatki zwyczajne związane z funkcjonowaniem parafii. Oprócz utrzymania proboszcza i wikariuszy jest to prawie zawsze pensja lub ryczałt dla organisty, opłaty za elektryczność, a w wielu kościołach za ogrzewanie, ubezpieczenie kościoła, środki zakup wina mszalnego i komunikantów, świec i kwiatów. Do wydatków zwyczajnych należy również podatek, jaki trzeba odprowadzić do urzędu skarbowego oraz przewidziany przez prawo kanoniczne (kan. 1263) podatek na cele diecezjalne. Nie byłem nigdy proboszczem, więc wszystkiego i tak nie wyliczę.

Dlaczego więc taka popularnością cieszą się u nas absurdalne opinie, że taca i wszystkie ofiary składane przy okazji posług liturgicznych idą w całości do kieszeni księdza? Jakąś cząstkę odpowiedzi na to pytanie znalazłem kiedyś podczas podróży do Stanów Zjednoczonych.


«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

  • mzreczek
    21.12.2007 23:28
    Kiedyś w akademiku, bardzo długo rozmawialiśmy na ten temat z kolegami. Wszyscy jesteśmy dalej wierzący, aczkolwiek każdy z nas miał inne zdanie na ten temat, na szczęście pogodził nas ksiądz, który przyszedł do nas na kolendę. krótko postaram się to skomentować.

    Nic tak nie boli zwykłego parafianina, jak ksiądz proszący o ofiarę, a jeżdżący LEXUSEM ( w rozumieniu dużo droższy samochód niż samochód, którym jeżdzi przeciętny parafianin). Widoczne jest to szczególnie na wioskach.
    Ludzie widząc nawet zwykłego rekolekcjonistę w LEXUSie i proszącego o pieniądze wyśmieją go i nigdy nie zyska ich aprobaty. Oczywiście każdy zdaje se sprawę, że auto księdzu jest potrzebne, ale nawet ksiądz mający niesamowite dochody i łeb na karku nie powinien wybiegać poza standard parafii.
    Zupełnnie innym okiem popatrzą na proboszcz, który jeżdzi fiatem uno, a jak zbierze pieniądze na kolendzie to część przeznaczy na remont w parafii. Takiego księdza szanują, bo wiedzą, że potrzebuje i dobrze fundusze spożytkuje.

    Odmiennym problemem, jest to, że ludzie nie rozumieją ofiary. Jeżeli jest dziekczynienie, powinna być ofiara, jeżeli jest zadośćuczynie powinna być ofiara....Ofiara, powinna wypływać serca, a nie wypływa, dlatego jest traktowana jak zło konieczne
  • Anna
    23.12.2007 00:07
    Zgadzam się z mareczkiem w 100%. Kiedyś byłam w kościele wiejskim. Ksiądz prosił o datki na drzwi do nowej plebanii. Jego argumentem było, że obecne drzwi są odrażające "takie , jak ludzie mają w mieście w blokach" . A on chce mieć dębowe, czy jakieś tam najdroższe. No cóż, mieszkam w bloku i drzwi moje dla takich, jak ten ksiądz są odrażające, szkaradne, nie do przyjęcia, ale niestety, na takie mnie tylko stać. Czy ja mam dawać ofiary komuś znacznie bogatszemu od siebie, aby mógł mieszkać znacznie lepiej ode mnie ? To chyba jakieś nieporozumienie. Owszem, daję wsparcie, ale biedniejszym ode mnie.
  • dave
    23.12.2007 02:18
    jesli macie tyle wydatkow to skad te mercedesy ktorymi jezdzicie ?

    albo skad wasz kolega z torunie ma helikopter, limuzyne, wille itd. ?

    bóg zsyła ?

    pozdrawiem wszystkich myślących
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama