Walka Kościoła o godność ludzkiej płci

Dziś chyba już tylko specjaliści wiedzą, jak wiele trudu musiał włożyć Kościół w budowanie pozytywnego stosunku do ludzkiej płciowości, w przypominanie, że to sam Bóg stworzył nas mężczyznami i kobietami i że to z Jego woli ludzkie dzieci poczynają się z seksualnego złączenia swoich rodziców. W drodze, 1/2008



Walka Kościoła o godność ludzkiej płci była niełatwa, bo przez całe wieki obyczajowość europejska nasiąknięta była wpływami gnostyków i manichejczyków, którzy nauczali – posłużę się tu sformułowaniem św. Augustyna – „że płeć nie pochodzi od Boga, ale od diabła” i że wobec tego „ciało z natury jest złe” [1].

Ponieważ stworzył nas sam Bóg – powtarzali kolejni nauczyciele Kościoła – nie ma nic nieprzyzwoitego w tym, że jesteśmy istotami seksualnymi i że posiadamy właściwe dla swojej płci narządy rodne, których fizjologię wyznacza sama natura. Czymś rzeczywiście nieprzyzwoitym jest dopiero to, że niekiedy nie potrafimy nad naszą seksualnością zapanować. A czymś nawet więcej niż nieprzyzwoitym, bo poniżają one nasze człowieczeństwo i ciężko obrażają Stwórcę, są grzechy rozpusty, niewierności małżeńskiej czy jakieś inne niezgodne z Bożymi przykazaniami zachowania seksualne.



Pouczenie bez niedomówień


Przegląd starożytnych świadectw zacznę od pochodzących z przełomu IV i V wieku, w swoim czasie niezwykle popularnych, zwłaszcza w Kościele wschodnim, Konstytucji apostolskich. Przez całe wieki dzieło to traktowano z wielką powagą, sądzono bowiem, że jego autorem jest pamiętający jeszcze apostołów papież Klemens i że na ich polecenie zostało ono napisane.

Sądzę, że merytorycznie ważna, a zarazem ogromnie interesująca treść poniższego fragmentu usprawiedliwia jego długość. Zwróćmy uwagę zwłaszcza na to, że manichejska pogarda dla ludzkiej seksualności jest tutaj potępiona jedynie pośrednio. Głównym przedmiotem udzielonych pouczeń jest odrzucenie – w imię bezwarunkowego „tak” dla ludzkiej seksualności jako dla dzieła Stwórcy – samego nawet pojęcia nieczystości rytualnej. Jeden tylko grzech czyni ludzkie zachowania i sytuacje seksualne nieczystymi i obrzydliwymi w oczach Stwórcy:

Jeśli sądzisz, kobieto, że przez siedem dni, kiedy miesiączkujesz, jesteś pozbawiona Ducha Świętego, to czy wynika stąd, twoim zdaniem, że w przypadku nagłej śmierci odejdziesz pozbawiona Ducha Świętego i nadziei u Boga? Przecież Duch trwa w tobie w sposób nie do rozdzielenia, gdyż nie jest związany z miejscem, a ty potrzebujesz modlitwy, Eucharystii i natchnienia Ducha, bo w przywołanych okolicznościach nie ponosisz żadnej winy. Tylko bezbożność i zakazany uczynek mogą splamić człowieka i pozbawić go Ducha Świętego, nie zaś legalny stosunek seksualny, upływ krwi lub nocna zmaza. Duch Święty zawsze trwa w tych, którzy Go przyjęli, dopóki są godni, a ci, których opuścił, pozostają samotni i poddani złemu duchowi. (…)

Jeśli więc twierdzisz, kobieto, że miesiączkując jesteś pozbawiona Ducha Świętego, to napełnia cię wówczas zły duch. Dlatego, kobieto, porzuć próżne słowa i zawsze pamiętaj o Bogu, swoim Stwórcy, i módl się do Niego, bo On jest Panem twoim i wszystkich. Rozmyślaj nad Jego prawami i nie zważaj na żadne przepisy, ani te dotyczące menstruacji, ani zgodnych z prawem Bożym stosunków seksualnych, porodu, poronienia czy splamienia ciała, gdyż są to próżne i bezsensowne wymysły głupich ludzi. (…)

Legalnie zawarty związek mężczyzny i kobiety jest zgodny z wolą Bożą. „Stwórca bowiem od początku stworzył ich jako mężczyznę i kobietę” (Mt 19,4), „błogosławił im i powiedział: Bądźcie płodni, rozmnażajcie się i napełniajcie ziemię” (Rdz 1,28). Jeśli więc z woli Boga istnieją różnice płci dla płodzenia licznego potomstwa, to jasne, że z Jego wolą zgadza się też związek mężczyzny i kobiety, ale nie obrzydliwy kontakt sprzeczny z naturą oraz niezgodne z prawem Bożym uczynki, które sprzeciwiają się woli Boga. (…)

Małżeństwo zatem jest czcigodne i zacne, a płodzenie dzieci czyste. W tym, co dobre, nie ma niczego złego. Zatem i naturalna przypadłość kobieca nie jest obrzydliwa w oczach Boga, który sprawił, że przydarza się ona kobiecie co trzydzieści dni. Co więcej, Pan w Ewangelii nie pogniewał się na cierpiącą na krwotok kobietę, która pragnąc odzyskać zdrowie, dotknęła się frędzli u Jego płaszcza, nie zganił jej, przeciwnie, uzdrowił ją i powiedział: „Wiara twoja cię ocaliła” (Mt 9,22). Gdy kobiety doznają swych naturalnych przypadłości, mężowie niechaj się do nich nie zbliżają w trosce o dobro mających się narodzić dzieci. Prawo formułuje taki oto zakaz: „Nie zbliżaj się do żony w czasie jej miesiączki” (Wj 18,6). (…)

Mężczyzna więc i kobieta, którzy zawarli legalne małżeństwo, jeśli obudzą się razem, niechaj śmiało się modlą: choćby nawet się nie obmyli, są czyści. Kto jednak zdeprawował i splamił cudzą żonę albo sam splamił się z nierządnicą, gdy wstanie z jej łoża, nie może być czysty, choćby się wykąpał w morzu i we wszystkich rzekach [2].


«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama