Zamknięta pewność

W świecie niosącym ze sobą tyle wątpliwości są orędownikami zdań niewzruszonych i mocnych. Czy jednak są to zdania żywe? Czy raczej tylko narcystyczne ekspresje wiary, do której dzielenia trudno zaprosić jest innych? W drodze, 4/2009



Od kilkunastu tygodni świat i Polska zmagają się z doniesieniami o pułapkach katolickiego tradycjonalizmu. Papież Benedykt XVI zdecydował się znieść ekskomunikę z czterech biskupów wyświęconych przed laty przez arcybiskupa Lefebvre’a. Niestety, jak się okazuje, lefebrystowskiemu umiłowaniu katolickiej tradycji nie zawsze towarzyszyć musi miłość do Kościoła w jego widzialnej współczesnej postaci.

Nie chodzi tu tylko o antysemickie wypowiedzi nieszczęsnego biskupa Williamsona, który negował Holokaust. Lefebryści bowiem otwarcie kwestionują wiele z tego, co głosił zarówno II sobór watykański, jak i Jan Paweł II – czyli z nauczania, bez którego trudno sobie dziś wyobrazić Kościół rzymskokatolicki. Zastanawia, skąd się bierze u nich tak niezbita pewność posiadania prawdy. Ich postawa czasem może budzić zazdrość. W świecie niosącym ze sobą wiele wątpliwości są orędownikami zdań niewzruszonych i mocnych. Czy jednak są to zdania żywe? Czy raczej tylko narcystyczne ekspresje wiary, do której dzielenia dość trudno zaprosić jest innych?

Lefebryzm to tylko jedna z wielu odmian (być może najskrajniejsza) współczesnego katolickiego tradycjonalizmu. Ów zaś zwykło się w Polsce często łączyć z politycznym konserwatyzmem. Wyznawcami obu nurtów są chrześcijanie wyraźnie tęskniący do bezpiecznych portów, które mogłyby zapewniać osłonę przed przychodzącymi ze świata gwałtownymi burzami. Tradycjonalistyczne bezpieczeństwo bywa jednak iluzoryczne. Pokazał to przypadek byłego polskiego premiera Kazimierza Marcinkiewicza. W ciągu kilku tygodni głoszone przez lata zapewnienia o przywiązaniu do chrześcijańskich wartości okazały się pustymi frazami. Związek z kochanką, rozwód z żoną i czynienie z obu spraw medialnego spektaklu budzą niesmak.

Ten, który do niedawna mienił się katolickim orędownikiem trwałości rodziny, nic sobie z tego dziś nie robi. Wielu podejrzewa, że objawiają się w tym zwyczajna próżność i głupota. Jakkolwiek jednak o Marcinkiewiczu myśleć, zastanawia, dlaczego tak łatwo zrezygnował z dziedziny twardych pewności. I dlaczego lefebryści mimo pojednawczych gestów wciąż bardzo przy niej obstają? Czyż nie wydaje się tajemnicze, że tradycjonalizm katolicki może w skrajnych przypadkach prowadzić nawet do zerwania ze wspólnotą Kościoła, na której ponoć bazuje? I czemuż to katolicki konserwatyzm nie uchronił Marcinkiewicza przed małżeńską zdradą? Nasuwa się natrętna myśl, że może w tradycjonalizmie i konserwatyzmie tkwi coś takiego, co może prowadzić ludzi do złego.

Mechaniczne przywiązanie

Przyznaję, że rozmowa z katolickimi tradycjonalistami i konserwatystami zwykle jest dla mnie trudna. Choć pragnę cenić ich przywiązanie do tradycji, miłość do trydenckiej liturgii (sam dostrzegam jej piękno), deklaracje niezłomnej moralnej postawy, to od razu nachodzą mnie jednak nieprzyjemne skojarzenia rodem z Ewangelii. Na przykład taka historia opisana przez św. Marka:

Zebrali się u Niego faryzeusze i kilku uczonych w Piśmie, którzy przybyli z Jerozolimy. I zauważyli, że niektórzy z Jego uczniów brali posiłek nieczystymi, to znaczy nie obmytymi rękami. Faryzeusze bowiem, i w ogóle Żydzi, trzymając się tradycji starszych, nie jedzą, jeśli sobie rąk nie obmyją, rozluźniając pięść. I [gdy wrócą] z rynku, nie jedzą, dopóki się nie obmyją. Jest jeszcze wiele innych [zwyczajów], które przejęli i których przestrzegają, jak obmywanie kubków, dzbanków, naczyń miedzianych. Zapytali Go więc faryzeusze i uczeni w Piśmie: „Dlaczego Twoi uczniowie nie postępują według tradycji starszych, lecz jedzą nieczystymi rękami?”. Odpowiedział im: „Słusznie prorok Izajasz powiedział o was, obłudnikach, jak jest napisane: Ten lud czci Mnie wargami, lecz sercem swym daleko jest ode Mnie. Ale czci Mnie na próżno, ucząc zasad podanych przez ludzi.

Uchyliliście przykazanie Boże, a trzymacie się ludzkiej tradycji, »dokonujecie obmywania dzbanków i kubków. I wiele innych podobnych rzeczy czynicie«”. I mówił do nich: „Umiecie dobrze uchylać przykazanie Boże, aby swoją tradycję zachować. Mojżesz tak powiedział: Czcij ojca swego i matkę swoją, oraz: Kto złorzeczy ojcu lub matce, niech śmiercią zginie. A wy mówicie: »Jeśli kto powie ojcu lub matce: Korban, to znaczy darem [złożonym w ofierze] jest to, co by ode mnie miało być wsparciem dla ciebie« – to już nie pozwalacie mu nic uczynić dla ojca ni dla matki. I znosicie słowo Boże przez waszą tradycję, którąście sobie przekazali. Wiele też innych tym podobnych rzeczy czynicie” (Mk 7,1–13).



«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama