Barwy honoru

W czasach, gdy zglobalizowany świat traci kolejne granice, gdy można mieć po kilka paszportów naraz, mieszkać i pracować gdzie się chce, sport zmusza jego uczestników do konkretnej odpowiedzi na pytanie o tożsamość. Czyje barwy chcesz włożyć? Czyjego hymnu chcesz wysłuchać na podium? Słowem – kim tak naprawdę jesteś? W drodze, 9/2009



8 czerwca 2008 roku, trwa mecz Polska – Niemcy w ramach Mistrzostw Europy. Niemcy prowadzą 1:0. Kamery pokazują dwóch naradzających się piłkarzy. Omawiają po polsku kolejną akcję. Kilka minut później ją przeprowadzają. Udaje się – pada gol. Niemcy prowadzą 2:0.

Po polsku przeciw Polsce

Ci dwaj omawiający akcję piłkarze reprezentacji Niemiec to Lukas Podolski i Miroslav Klose. Pierwszy urodził się w 1985 roku w Gliwicach. Drugi – w 1978 w Opolu. W 1987 roku jeden i drugi, jeszcze jako dzieci, wyjechali z rodzicami (także sportowcami) z PRL do Republiki Federalnej Niemiec. Tak się złożyło, że obaj okazali się fenomenalnymi piłkarzami, obaj trafili do reprezentacji Niemiec i obaj są jej największymi gwiazdami oraz przyjaciółmi.

I obaj na boisku porozumiewają się ze sobą po polsku.

Kilka godzin później, po zakończeniu przegranego przez Polskę 0:2 meczu, przez wiele polskich miast ciągną sznury rozgoryczonych kibiców w biało-czerwonych szalikach. Szukają winnych i wygrażają, komu popadnie. Zwłaszcza strzelcowi obu bramek – Lukasowi (Łukaszowi) Podolskiemu.

Nieliczni w tej chwili pamiętają scenę, którą pokazały kamery po tym, gdy Podolski wbijał Polsce te gole. Nie cieszył się. Nie robił tego wszystkiego, co piłkarze robią z radości po strzelonej bramce. Przeciwnie, opuścił głowę i wzrok, jakby mu było przykro.

Bo było. Po meczu powiedział: – Zrobiłem swoje. Zrobiłem to, co nakazywał profesjonalizm. Strzeliłem gole dla drużyny, w której gram. Mało tego, ze wszystkich sił starałem się je strzelić. Cieszyć się jednak nie mogłem, podobnie jak i śpiewać niemieckiego hymnu przed meczem. Teraz czuję się dziwnie. Jestem zadowolony, że mi się udało, a jednocześnie bardzo smutny – dodał Podolski. Już przed meczem postanowił, że jeśli strzeli Polsce gola, cieszyć się nie będzie. – Nie potrafiłbym – stwierdził.

Specjaliści od PR ocenili to jako wirtuozerię w budowie wizerunku. Tym gestem Podolski zdobył bowiem ostatecznie sympatię Polaków, a równocześnie zrozumienie u Niemców. Piłkarz z kolei uważał, że choć swe zachowanie zaplanował przed meczem, nie świadczy to o tym, że nie było szczere. – Mam rodzinę w Polsce. Kuzyna, który jest fanem reprezentacji Polski. Wiedziałem, jakie będą mieli miny po moim golu – tłumaczył. Po polsku.

Sport – akademia pełna symboli

Tylko w latach 80. XX wieku wyjechało z PRL 300 tys. osób. Wielu z nich zasymilowało się w nowych ojczyznach. Zaczęli zajmować stanowiska na zagranicznych uczelniach, w szpitalach, urzędach, teatrach itd. I nie budzi to takich emocji, jak granie w piłkę dla obcego kraju. Dlaczego?

Sport ma niezwykłą właściwość budowania tożsamości, przynależności do grupy i identyfikacji z nią. Pewnie dlatego, że jest bardzo klarowny. Niezwykle ostre są w nim granice zwycięstwa i porażki, bycia czyimś kibicem bądź nie. W sporcie istotne jest stoczenie walki i ustalenie za jej pomocą kolejności. Zadziwiająca, szlachetna segregacja na lepszych i gorszych, zwycięzców i pokonanych. Z zastosowaniem reguł gry, równego startu i zasady gloria victis, bez której trudno w ogóle sport sobie wyobrazić.

Dlatego właśnie nie może dziwić, że sport to także feeria patriotyzmu. Biały orzeł na wypiętej dumnie piersi. Mazurek Dąbrowskiego grany zwycięzcy na podium. Gigantyczna, transmitowana przez media akademia na cześć Polski i jej symboli. Niekiedy aż przesadnie teatralna, ale przecież rzadko spotykana dziś gdziekolwiek indziej.




«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama