Rodzice do recyklingu

Ważne, by dziecko otrzymało sygnał o adopcji, gdy ma 3–5 lat, bo jest ono wtedy w relacji zawierzenia do dorosłych. Kiedy będzie miało 15 lat i znajdzie się w okresie młodzieńczego buntu, powiedzenie prawdy o adopcji może mieć destrukcyjne skutki. W drodze, 12/2009



Istnieje powszechna opinia, że w domach dziecka jest mnóstwo sierot, które czekają na adopcję. Niestety, nieudolni urzędnicy i złe przepisy sprawiają, że chętni do adopcji czekają w długich kolejkach. Jak to wygląda naprawdę?

Ta opinia bazuje na mitach. Pierwszy mit jest taki, że procedury sądowe bardzo się przeciągają, ale skoro ciąża trwa dziewięć miesięcy, to dlaczego postępowanie przygotowujące do adopcji ma być krótsze? Bo ktoś wybrał sobie optymalny moment na adopcję i chce natychmiast przyjąć dziecko? Myśląc o dziecku, trzeba umieć je przyjąć w dobrym zdrowiu i w chorobie, gdy jestem u szczytu kariery i gdy mi w pracy nie idzie.

Drugi mit to ten, że w placówkach są dzieci osierocone lub porzucone. Jest to prawda jedynie w odniesieniu do niewielkiego odsetka dzieci umieszczonych w niewielkim odsetku placówek – tych, które niegdyś nazywano domami małego dziecka. W wielu typowych domach dziecka nigdy nie było ani jednego dziecka, którego rodzice nie żyją. Większość z nich ma rodziców, którym ograniczono prawa.

Zgodnie z kolejnym mitem adopcja jest optymalnym rozwiązaniem problemów dzieci z rodzin, które ja nazywam dysfunkcyjnymi, a chodzi o to, że są one niewydolne wychowawczo i / lub ekonomicznie. Tymczasem w Polsce się ją przecenia. Jest ona potrzebna wtedy, gdy rodzice nie żyją, gdy dotknęła ich nieodwracalna choroba psychiczna albo gdy dzieci były przez nich molestowane. Niestety, sięga się po adopcję również w sytuacjach, które zostały błędnie rozeznane.

W krajach lepiej rozwiniętych, w których pracownika socjalnego rozpoznaje się na ulicy, bo pomaga skutecznie i fachowo, wspiera się niewydolnych rodziców. Czasami polega to na zabraniu im dziecka na jakiś czas, ale tylko po to, by je oddać po wykonaniu z owymi rodzicami ogromnej pracy. Pracownik socjalny ma tam pod opieką 20–30 rodzin, co pozwala mu je odwiedzać na tyle często, by jego oddziaływanie było skuteczne. U nas taki człowiek pracuje z 80 i więcej rodzinami (bywa, że ma ich 150 lub nawet 200).

Na szczęście zmiany idą w dobrym kierunku. Niebawem mają powstać sensowne przepisy o zapobieganiu kryzysom rodzinnym i utworzeniu w gminach funkcji „asystenta rodziny”. Jego zadaniem będzie pomóc rodzicom, którym odebrano dziecko, podnieść ich kompetencje na tyle, by mogli podjąć rodzicielstwo w nowy sposób.

Skąd się więc w Polsce wzięło przekonanie, że adopcja jest lekiem na całe zło?

Po II wojnie światowej trzeba było zaopiekować się sierotami wojennymi. Okazało się jednak, że kiedy one już dorosły, w placówkach opiekuńczo-wychowawczych dzieci wcale nie ubyło, a czasem wręcz przybyło. Pojawiło się wtedy pojęcie sieroctwa społecznego. Kiedy kończyła się epoka Gomułki, a zaczynała Gierka, ten temat zniknął z gazet, bo kładł się cieniem na propagandzie sukcesu. W połowie lat 70. XX wieku zmodyfikowano kodeks rodzinny tak, by tzw. sieroctwo społeczne zlikwidować. Stworzono atrakcyjną dla kandydatów na rodziców adopcyjnych formę adopcji, zwaną całkowitą lub blankietową, polegającą na odcięciu dziecka od środowiska, z którego wyszło.

Nakłaniano naturalnych rodziców do zrzeczenia się praw rodzicielskich i dawano gwarancje adoptującym, że dziecko nie tylko nie będzie miało z nimi kontaktu, ale też w ogóle o istnieniu swych rodziców nie będzie wiedziało. Adopcja była budowana na fundamencie podwójnej tajemnicy – przed światem i przed dzieckiem. Ta podwójna tajemnica to jednocześnie również podwójna nieprawda. Skończyło się to dramatem wielu rodzin adopcyjnych, bo ludzie wierzyli, że niemówienie dziecku prawdy o jego pochodzeniu jest dobre, a w wielu wypadkach i tak wyszła ona na jaw. Gdy w Polsce rodziło się rocznie 600–650 tysięcy dzieci, adopcji było cztery tysiące. Teraz jest ich około 2,5 tysiąca, ale to liczba proporcjonalnie większa w stosunku do liczby urodzin, których w ostatnich kilku latach było znacznie poniżej 400 tysięcy.




«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

    Pobieranie...