Kościół starożytny w obronie niewolników

Chrześcijaństwo odegrało istotną rolę w procesie rewindykacji ludzkiej godności niewolników, co ostatecznie doprowadziło do zniesienia niewolnictwa. W drodze, 12/2009



Dla prawa rzymskiego niewolnik był jedynie własnością swojego pana i tylko z tego tytułu podlegał ochronie prawnej. Sam właściciel mógł go nawet bezkarnie zabić. Natomiast jeden z największych filozofów greckich Arystoteles pisał w Polityce (1,13), że niewolnik jest to „ożywione narzędzie”, z rozumem zaś ma tylko tyle wspólnego, że „spostrzega go u innych, ale sam go nie posiada”. Spośród filozofów pogańskich może tylko stoicy – np. Seneka (List, 47) – mieli odwagę głosić, że niewolnicy są przecież takimi samymi ludźmi, jak ich właściciele.

Chrześcijaństwo odegrało istotną rolę w procesie rewindykacji ludzkiej godności niewolników, co ostatecznie doprowadziło do zniesienia niewolnictwa. Dość przypomnieć, że już dla apostołów powołanie niewolników do wiary i do życia wiecznego było czymś oczywistym. Apostoł Paweł napisze wręcz, że w Jezusie Chrystusie jesteśmy kimś jednym i nie ma już różnicy między niewolnikiem i człowiekiem wolnym (Ga 3,28). Stanowiący zaś część Nowego Testamentu List do Filemona został napisany w obronie zbiegłego niewolnika. Ukierunkowało to istotnie stosunek starożytnego Kościoła do niewolnictwa. Toteż o zasługach Kościoła w tej dziedzinie po prostu trzeba przypominać.

Chrześcijanka, która zabiła swoją niewolnicę

Na początku przywołam fakt ogromnie bulwersujący. Okazuje się bowiem, że nawet na takim przykładzie można pokazać pozytywny wpływ chrześcijaństwa na stosunek do niewolnictwa. Oto właścicielka – swoją drogą, strasznie brzmi to słowo, kiedy za czyjąś własność uważa się drugiego człowieka – zabiła w nerwach swoją niewolnicę. Wydarzenie miało miejsce na samym początku IV wieku, ówczesne prawo nie ścigało takich zbrodni w myśl założenia, że ze swoją własnością każdy może robić, co mu się podoba.

Jednak sprawczyni zabójstwa była chrześcijanką. Grzechu aż tak ciężkiego, nawet jeżeli był bezkarny w obliczu prawa państwowego, nie można było pozostawić bez kary kościelnej. Dla ówczesnego Kościoła była to sytuacja bezprecedensowa, toteż stała się przedmiotem obrad synodu w Elwirze. Synodalna dyskusja została podsumowana następującą uchwałą:

„Jeśli kobieta pod wpływem złości pobije swoją niewolnicę tak, że ta umrze w boleściach w ciągu trzech dni, a nie wiadomo, czy zabiła celowo, czy przypadkiem, to: jeśli celowo – po siedmiu latach wyznaczonej pokuty, a jeśli przypadkiem – po pięciu latach może przystąpić do komunii. Gdyby w tym czasie zachorowała, można jej dać komunię”.

A swoją drogą, gdyby ta nieszczęsna zabójczyni naprawdę, swoim sercem, usłyszała pouczenia Pisma Świętego, jak się odnosić do niewolników, nigdy by do tego nieszczęścia nie doszło. Przecież już apostoł Paweł pisał: „Każdy, jeśli uczyni co dobrego, otrzyma to z powrotem od Pana – czy to niewolnik, czy wolny. A wy, panowie, tak samo wobec nich postępujcie: zaniechajcie groźby, świadomi tego, że w niebie jest Pan zarówno ich, jak wasz, a u Niego nie ma względu na osoby” (Ef 6,8n).

Można sporządzić całą antologię analogicznych pouczeń znajdujących się w pismach ojców Kościoła. W ślad za świętym Pawłem przypominali ojcowie, że w obliczu Boga wszyscy jesteśmy sobie równi, właściciele zaś niewolników niech poczytują to sobie za szczególne wyróżnienie, jeżeli ich niewolnicy są zarazem ich współbraćmi w wierze. Prosty argument, dlaczego niewolnika, a zwłaszcza niewolnika współwyznawcę, należy traktować łagodnie i po bratersku, znajdziemy w Didache, jednym z najstarszych pism starochrześcijańskich, które powstało mniej więcej w tym samym czasie, co Apokalipsa: „Niewolnikowi twemu lub niewolnicy, pokładającym nadzieję w tym samym Bogu, nie wydawaj nigdy poleceń ze złością, aby nie przestali bać się Boga, który jest nad nimi i nad nami” (4,10).



«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

  • Aldona
    21.06.2017 16:52
    No prawda to. Szkoda tylko, że artykuł tak pozytywny w wymowie nie odnosi do tego, co było potem. Do stopniowego akceptowania (np. Poprzez zakaz przyjmowania do kleru osob że stanu niewolniczego) aż po lata po odkryciu nowego świata. Trzy katolickie potęgi świata Francja, Hiszpania i Portugalia opierałt się na niewolnictwie. Tylko wyjątki wśród duchowieństwa wprost występowały przeciwko. Dopiero przykład Anglii i zmiany współczesnego świata wymusiły e XIX wieku ofiacjalne potępienie. Tak, wiem, artykuł był o innym okresie, ale ten pozytywny wydźwięk, z udawaniem że nic później się nie zmieniło, to chyba hipokryzja? Nie wiem jak to inaczej nazwać.
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama