Jak cię widzą, tak cię piszą

Jak bowiem zrozumieć porażkę na egzaminie z przedmiotów humanistycznych młodego człowieka, który świetnie pisze, niejeden jego artykuł ukazał się w czasopismach, a na egzaminie pisemnym nie zalicza pytań otwartych? Napisał świetne odpowiedzi, znacznie wykraczające poza wymagania jego etapu kształcenia. Ale jak widać, był to błąd. Wychowawca, 5/2007




Kiedyś tytułowe porzekadło odnosiło się chyba do innej rzeczywistości niż teraz. Owszem, gdy przychodzi nam starać się o pracę, startować w zawody o popularność, powodzenie i utrzymanie się na stanowisku, często owo: „Jak cię widzą...” ma ogromne znaczenie. I dobrze, bo przecież człowiek to nie tylko jego wypowiedź, wypełniony test, czy pisemne potwierdzenie kolejnej sprawności. Szkoda, że zdarza się zapomnieć o tym podczas egzaminów szkolnych.

Nie potępiam całego systemu oceniania egzaminów po szkole podstawowej i gimnazjum, ale jako że od kilku lat pracuję w gimnazjum i niejednokrotnie zasiadałam w komisjach egzaminacyjnych, zapoznając się potem z wynikami egzaminów, widzę poważne braki w tym systemie oceniania.

Pierwszym jest anonimowość autora pracy egzaminacyjnej. Wiem, że zdaniem niektórych owa anonimowość miała zapewnić sprawiedliwość i obiektywizm w ocenianiu, ale po pierwsze, nie zawsze tak się dzieje, a po drugie, czyni ucznia kimś niezwykle anonimowym, nieznanym, dalekim. Gdyby po testach był jeszcze egzamin ustny, dziecko mogłoby pokazać, kim jest, bardziej się wypowiedzieć, określić i zaistnieć jako konkretna osoba.

Każdy nauczyciel, który kilkakrotnie miał wgląd w wyniki egzaminów, wie, że dzieje się przy nich dziwne zjawisko. Uczniowie, którzy przez cały cykl kształcenia mieli bardzo słabe oceny, otrzymują dużą ilość punktów, a ci, którzy uczyli się bardzo dobrze i wyrastali ponad przeciętną nagle mają bardzo słaby wynik egzaminu. Czy to tylko przypadek? Jakiś dziwny zbieg okoliczności? A może dzieje się tak dlatego, że testy i odpowiedzi na nie są zaprogramowane dla tych, którzy są przeciętni? Jak bowiem zrozumieć porażkę na egzaminie z przedmiotów humanistycznych młodego człowieka, który świetnie pisze, niejeden jego artykuł ukazał się w czasopismach, a na egzaminie pisemnym nie zalicza pytań otwartych? Napisał głupoty? Nie! Napisał świetne odpowiedzi, znacznie wykraczające poza wymagania jego etapu kształcenia. Ale jak widać, był to błąd, za który słono zapłacił. Okazało się, w jego przypadku, że zgubną rzeczą jest wiedzieć zbyt wiele. Obawiam się, że ten przypadek nie jest odosobniony i że ocenianie tylko tego, co zostało napisane na kartce, i co w dodatku musi jakoś pasować do szablonu odpowiedzi, jest krzywdzące dla uczniów zdolnych, pracowitych, tych, którzy noszą w sobie bogactwo wiedzy i osobowości. Tego bogactwa nie da się pokazać w pełni na kartce papieru, zakreślając czarne kwadraciki, lub próbując się domyślić, czego może oczekiwać egzaminator w odpowiedzi na pytanie otwarte.

Problem oceniania zawsze jest trudny do rozwiązania i każdy system ma swoje plusy i minusy. Nie warto jednak udawać, że minusów nie ma, że wszystko, jest dobrze, skoro nie jest.

„Jak cię widzą, tak cię piszą” – mawiano niegdyś. Może warto sobie przypomnieć to powiedzenie i zastosować je w tak ważnych chwilach, jak egzaminy?



***



s. M. Urszula Kłusek SAC – ze Zgromadzenia Sióstr Misjonarek Apostolstwa Katolickiego (Siostry Palotynki), na stałe współpracuje z miesięcznikiem „Anioł Stróż”, katechetka w Publicznym Gimnazjum nr 1 w Warszawie

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie...