Razem czy obok?

Po długim okresie narzeczeństwa pobrali się. Mieli czworo dzieci. Tego wieczoru, w dni ślubu ostatniej córki, gdy znaleźli się sami w domu, usiedli naprzeciw siebie. On zaczął się jej długo przyglądać. Potem powiedział: „Do licha, kim ty właściwie jesteś?”. Przewodnik Katolicki, 3 grudnia 2007



Powierzchowność


Istnieje realne niebezpieczeństwo obumierania, a nawet zaniku niegdyś żywej tkanki małżeństwa, rodziny, wspólnoty. Więzi uległy rozluźnieniu… Powody? Wciąż te same: rutyna, pośpiech, brak czasu, lenistwo, powierzchowność kontaktów, indywidualizm, egoizm, brak zainteresowania drugim, niecierpliwość, pogoń za pieniądzem, przemęczenie. Nie mamy dla siebie czasu. Rozmowy ograniczają się tylko do zdawkowych odpowiedzi, nakazów, manifestowania jakiejś potrzeby, okazywania pretensji, roszczeń. Nie przykładamy wagi do tego, co drugiemu w duszy gra. Wciąż odkładamy na plan dalszy konieczną rozmowę. Jeśli rozmawiamy, bardziej słyszymy siebie, aniżeli partnera. Słuchamy nieumiejętnie. Brak nam cierpliwości, życzliwości, otwarcia. Sądzimy, że w domu niczego nie brakuje, dzieci nie chodzą obdarte, głodne - przecież dbamy o nie, poświęcamy się dla nich - czy to mało, pytamy retorycznie?


Jestem skarbem


Na lekcji religii ksiądz katecheta opowiedział dzieciom przypowieść o skarbie ukrytym w roli. Jedno z dzieci po jej wysłuchaniu wstało i powiedziało: „To ja jestem tym skarbem dla Pana Boga”. I chociaż nie taki był sens przypowieści, miało rację. Jesteśmy skarbem dla Boga.

A dla siebie? Skarb to coś cennego, pięknego. Trzeba strzec go, troszczyć się o niego. Czy odkryliśmy skarb jakim są najbliżsi i ich obecność? Czy znamy ich? Czy otwieramy przed nimi świat naszych myśli, przeżyć, obaw, lęków? Czy naprawdę jesteśmy w tym, czym oni żyją? Czy nie żyjemy obok nich, czy nie chadzamy swoimi ścieżkami, żeby wieczorem zejść się pod wspólny dach na nocleg? Czy i co z siebie dajemy? Czy nie zapominamy o sercu, miłości?


Po prostu przykład


Ktoś kiedyś powiedział, że wzajemne wychowanie małżonków, rodziców i dzieci opiera się na dwóch rzeczach: przykładzie i miłości. Nic więcej. Tego trzeba się uczyć, o tym wciąż sobie przypominać, żeby rzeczy, choćby to były artykuły pierwszej potrzeby, nie przesłoniły nam człowieka i jego duszy.

A jeżeli zabraknie miłości i przykładu? Przecież samotność, wyobcowanie, brak wspólnego języka, ucieczka z domu, agresja, przemoc nie rodzą się z dnia na dzień. To buduje się w człowieku jak guz, narasta jak dokuczliwy ból. Odbiera radość, zamyka, frustruje, rodzi strach, lęk, agresje. Bywa, że eksploduje jak bomba z opóźnionym zapłonem. Dziwimy się. Nie rozumiejąc, pytamy - dlaczego? o co chodzi? Przecież wszystko było w porządku. Czy my ze sobą naprawdę rozmawiamy? Czy robimy to cierpliwie, starając się słuchać, a nie przekrzykiwać, coś sobie narzucać czy udowadniać lub manifestować?


«« | « | 1 | 2 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama