Moherowe obywatelskie państwo

Kiedy kilkanaście lat temu na przejściu granicznym miedzy Austrią a Włochami pojawiły się pierwsze autokary z pielgrzymką Rodziny Radia Maryja, włoskie stacje telewizyjne były przygotowane. Przewodnik Katolicki, 3 luty 2008



Dziennikarze z kamerami i reporterzy radiowi dostali „przeciek” od służb granicznych, że dzieje się coś niecodziennego, bo niekończący się sznur autobusów z polskimi pielgrzymami już kilka godzin wcześniej zaszokował celników wjeżdżając z Czech do Austrii. Blisko dwadzieścia tysięcy uczestników jednorazowo przekraczających granicę jako zdyscyplinowana, dobrze organizacyjnie przygotowana społeczność, nawet dla oswojonych z manifestacjami reporterów była czymś niezwykłym. Łakome sensacji media relacjonując pielgrzymkę, tłumaczyły ten fenomen specyficznym polskim katolicyzmem, umiłowaniem Papieża Polaka, popularnością, jaką się cieszy w naszym kraju.

Żaden z komentatorów nie dostrzegł, że ma do czynienia z ruchem mającym również swoje społeczne oblicze. Marginalizowana i nieobecna w przestrzeni publicznej na co dzień wspólnota powiedziała światu: „Ja jestem! „My jesteśmy!!!” - uśpiony olbrzym dał o sobie znać. O tym, że polskie media nie poświęciły temu wydarzeniu więcej uwagi, nie muszę polskiemu czytelnikowi przypominać.



Inicjatywy chrześcijańskie czy partyjne?


W zalewie niechętnych, często wrogich komentarzy opisujących toruńską rozgłośnię, aspekt społeczny pojawia się rzadko, a jeżeli, to w kontekście zaangażowania politycznego. Słuchaczy - Rodzinę Radia Maryja - zazwyczaj przedstawia się jako rezerwuar elektoratu rozdzierany przez prawicowe partie, którego dysponentem jest „sprytny polityczny gracz” - ojciec dyrektor. Próba upartyjnienia w opisie tej wspólnoty i politycznej interpretacji społecznego żywiołu katolików nie jest tylko publicystycznym uproszczeniem. Dostrzegam tu potworny kłopot, przed jakim stanęli raczej liberalnie i progresistowsko nastawieni ludzie mediów.

Zaangażowanie społeczne to cecha rozpoznawcza współczesnego społeczeństwa obywatelskiego. Niedoścignionym ideałem dla tęskniących za europejskimi standardami postępowców jest popularność NGO (w żargonie dziennikarskim: „en-dżi-ous”), czyli organizacji pozarządowych. Społeczeństwo obywatelskie i jego forma aktywności jako tzw. trzeci sektor kojarzy się dziennikarzom raczej z ekologami, Zielonymi, stowarzyszeniami feministek czy różnej maści ruchami na rzecz walki z dyskryminacją. Dobrą prasę mają też fundacje, najlepiej z europejsko brzmiącymi nazwami, np. Fundacja Szumana, Adenauera czy Case. Owszem, dostrzega się także wolontariat, ale głośno o nim przy okazji Dnia Uchodźcy lub wiosennego sprzątania świata. Zaangażowanie społeczne słuchaczy Radia Maryja i katolików w ogóle nie mieści się w tym opisie, najprościej więc uporać się z nim, przypinając łatkę upolitycznienia - a jak wiadomo polityka raczej jest brudna, a już na pewno podejrzana.



«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama