Cieszyć się czy smucić?

Do kancelarii parafialnej przyszła mama z synem. Przyszła, bo właśnie dowiedziała się, że w parafii będzie bierzmowanie. Wprawdzie dopiero za dwa tygodnie, ale ona przychodzi już teraz, nie chce odkładać tej sprawy na ostatnią chwilę. Przewodnik Katolicki, 22 czerwca 2008



Syn tej pani jest już prawie dorosły, ale ona, jako dobra mama i dobra katoliczka, chce wszystkiego sama dopilnować i chce mieć spokojne sumienie, że syna doprowadziła do wiary i niczego nie zaniedbała w religijnym wychowaniu. Sama wprawdzie rzadko chodzi do kościoła, nie zmusza też syna, ale przecież dba, aby przyjął wszystkie sakramenty, a on nie jest temu przeciwny.

Entuzjazmu mamy nie podziela ksiądz urzędujący w kancelarii. Mówi o trwającym dwa lata przygotowaniu, na które syn nie uczęszczał, o zaniedbaniach syna w katechizacji i niedzielnych Mszach Świętych, o tym, że smucą go tacy chrześcijanie, którzy przypominają sobie o Kościele wtedy, gdy trzeba „coś załatwić” i którzy traktują go jak zakład usługowy. Syn zachowuje kamienny spokój, a może raczej znudzenie - nie odzywa się ani słowem. Może nie bardzo wie, po co to wszystko?

Matka przerywa jednak księdzu i mówi pełna wzburzenia. - Proszę księdza, czy ja dobrze rozumiem? Ksiądz nie chce go przyjąć do bierzmowania? Powinien się ksiądz cieszyć, że on chce iść do bierzmowania. Przecież to już prawie dorosły człowiek i trudno mu nakazywać chodzenie na religię i do kościoła jak małym dzieciom. Ma przecież tyle obowiązków, a i na rozrywkę musi mieć trochę czasu. A zresztą przymusu nie ma i jak nie będzie chciał - to nie przyjdzie. Jak go ksiądz nie dopuści do bierzmowania, to on zupełnie się zniechęci i odejdzie od wiary i to będzie księdza wina. Ksiądz nie jest księdzem z powołania, bo ksiądz odciąga od Kościoła, zamiast zachęcać i przyciągać. Ksiądz wyrządza mu krzywdę!



Kto wyrządza krzywdę?


No właśnie, kto wyrządza krzywdę temu młodemu człowiekowi? Ksiądz, który świadomie stawia słuszne wymagania, czy rodzice, którzy decydując się na chrzest dziecka, wzięli na siebie obowiązek wychowania swego dziecka w wierze, a później mówią: „My mu nie zabraniamy ani nie każemy chodzić na religię i do kościoła. Niech robi, co chce, jego sprawa, jak dorośnie - sam wybierze”.

Każdy człowiek w swoim życiu musi podjąć decyzję i opowiedzieć się za lub przeciw Bogu. Także ten człowiek, który wyrastał w chrześcijańskiej rodzinie musi podjąć taką decyzję. Czego jednak można się spodziewać po dziecku wychowanym w atmosferze obojętności religijnej? Jaki może być ten wybór, gdy właściwie nie ma żadnego wyboru? Co najwyżej człowiek taki decyduje się później, w imię tradycji czy dla świętego spokoju, na pewne obrzędy religijne, których sens jest mu obcy i obojętny.


«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama