Sydney czeka

Można zadać pytania, czy w świecie, w którym cuda nauki święcą triumfy, czy ktokolwiek powinien jeszcze wierzyć w Boga? W świecie, gdzie bycie prawym wydaje się być postawą nieatrakcyjną, czy ktokolwiek powinien słuchać nauki Kościoła? Przewodnik Katolicki, 13 lipca 2008



Można zadać pytania, czy w świecie, w którym cuda nauki święcą triumfy, czy ktokolwiek powinien jeszcze wierzyć w Boga? W świecie, gdzie bycie prawym wydaje się być postawą nieatrakcyjną, czy ktokolwiek powinien słuchać nauki Kościoła? Te pytania będą „unosiły się” nad sześciodniowym festiwalem znanym jako Światowe Dni Młodzieży, który swym rozmachem opanuje Sydney począwszy od 15 lipca.

Jeżeli odpowiedzi na powyższe kwestie mają jakiekolwiek znaczenie dla kogoś, kto interesuje się sprawami duchowymi, to wydarzenie w Sydney jest właśnie dla niego, a nie tylko dla młodych katolików.



Australijskie dylematy


Jeżeli ktoś może dostarczyć przekonujących odpowiedzi na te i podobne pytania, to jest nim z pewnością Joseph Ratzinger, określony przez arcybiskupa Sydney, kard. George’a Pella jako najznamienitszy żyjący teolog katolicki. Z drugiej strony, jeśli jest jakakolwiek organizacja zdolna zrobić coś historycznego, wyzwalając religijne uczucia w rozśpiewanych ogromnych tłumach, to jest nią australijski Kościół katolicki. Tak mniej więcej pisze w swoim artykule „The Mission”, miesiąc przed przybyciem Papieża Benedykta XVI do Sydney, jeden z prominentnych australijskich, katolickich polityków, były wicepremier i minister zdrowia – Tony Abbott.

To zresztą jeden z nielicznych tekstów w australijskiej prasie, który rzeczywiście poważnie szuka prawdziwego sensu w organizowaniu Światowych Dni Młodzieży. W sporadycznych artykułach pojawiających się w codziennej prasie, a dotyczących World Youth Day, najważniejszy dla ich autorów temat to mający jakoby powstać chaos komunikacyjny w Sydney czy problem kosztów organizacji opłaconych z kiesy podatników - jak to określa magazyn, The Bulletin – „The Pope’s party”.

Sceptycyzm, zdziwienie i cisza dominują w mieście organizującym największy festiwal młodzieży katolickiej. Czy może być coś większego w Sydney niż Igrzyska Olimpijskie czy też doroczna parada Mardi Gras homoseksualistów? Czy Kościół katolicki jest w stanie coś takiego zrobić?



Mission: Possible


Tymczasem organizatorzy – archidiecezja Sydney – przewidują, że do miasta zjedzie 200 tys. młodych pielgrzymów, w tym 125 tys. z zagranicy, a na Mszy św. końcowej z udziałem Benedykta XVI będzie 500 tys. uczestników. Dla takiej liczby ludzi trudno było organizatorom i władzom miasta znaleźć odpowiednie miejsce. Jedynym tak dużym placem w całej metropolii był tor wyścigów konnych Randwick.

Ale na trzy tygodnie przed Światowymi Dniami Młodzieży królowa brytyjska Elżbieta II, jednocześnie królowa Australii, wyraziła wielkie zdziwienie, że Royal Randwick Racecource będzie miejscem celebracji katolickiej Mszy św. z udziałem Papieża, wymuszający tym samym relokację 300 koni. „How could they do it?” - zapytała monarchini i wielbicielka koni szefa Australian Jockey Club Rossa Smyth-Kirka, który niezadowolony z pozbawienia na kilka tygodni jego klubu koniarskich rozrywek lub - jak kto woli - koniarskiego biznesu, poleciał do Londynu, by najwyraźniej się poskarżyć.


«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama