Moja poczekalnia

Ojciec Jan Góra OP wstaje codziennie o 5.30 i z typowym dla siebie poczuciem humoru stwierdza, że pierwszymi czynnościami dnia są prysznic oraz zmiana bielizny, które czyni z religijną świadomością, żeby nie być kłopotliwym towarzysko… Przewodnik Katolicki, 1 lutego 2009



Ojciec Jan Góra OP wstaje codziennie o 5.30 i z typowym dla siebie poczuciem humoru stwierdza, że pierwszymi czynnościami dnia są prysznic oraz zmiana bielizny, które czyni z religijną świadomością, żeby nie być kłopotliwym towarzysko…

Potem zmawia trzy razy Veni Sancte Spiritus - Przyjdź Duchu Święty, czego nauczył go bp Alfons Nosol, który mówił, że aby dzień był twórczy, należy go oddać Duchowi Świętemu. Około 6.30 ojciec Jan ubiera się w habit i schodzi do kaplicy akademickiej, gdzie przygotowuje się do Mszy św. i czeka na studentów. Często wówczas jest sam i jak stwierdza: - Jest to błogosławiona chwila, kiedy mogę rozmawiać z Panem Jezusem i kiedy mogę przygotować się do odprawienia Eucharystii.

Już w towarzystwie studentów odmawia jutrznię z brewiarza, a później odprawia Mszę św., na której każdego dnia głosi homilię. Po Eucharystii razem ze studentami przychodzi do klasztoru na śniadanie, podczas którego załatwia bieżące sprawy lub rozmawia. Około godziny ósmej siada do swojego biurka, od którego wstaje czasem późnym popołudniem, jednak najczęściej krótko przed północą.

Od biurka odrywają go właściwie tylko wyjazdy na Jamną lub Lednicę. Kokieteryjnie wyznaje, że prowadzi bardzo monotonne i nieciekawe życie. - Drzwi do mojego pokoju są zawsze otwarte, tak aby każdy, kto tego chce, czy też potrzebuje, mógł do mnie wejść. Z tego powodu nie narzekam na brak gości. Goście są różni, i ci zapowiedziani, i ci niezapowiedziani. Przychodzą z rozmaitymi sprawami i problemami, przez cały też dzień odbieram bardzo wiele telefonów.

Nauczyłem się pracować wśród ludzi - na dworcu: „ponieważ mój pokój jest jakby poczekalnią dworcową” - mówi ojciec Jan. Pod wieczór zmawia nieszpory ze studentami, którzy do niego przychodzą. Wówczas też odbywa się codziennie spotkanie formacyjne. - W związku z tym, że niemal cały dzień jestem ze studentami, mniej przebywam z braćmi zakonnymi w klasztorze. Można nawet powiedzieć, że bardziej jestem przy klasztorze niż w klasztorze - dodaje.

Mówię z serca, patrząc ludziom prosto w oczy

- Do jednych homilii się przygotowuję, do innych w ogóle tego nie czynię. Nie chciałbym, żeby mnie spotkało to co spotkało jednego z księży profesorów. Kiedy siostry zakonne poprosiły go, żeby im coś powiedział o miłości Bożej, on wymawiał się, że jest nieprzygotowany.

Wówczas jedna z sióstr powiedziała półgłosem do innej: „Zostaw go, on nie ma o tym w ogóle pojęcia!”. Ja muszę żyć tym, co głoszę. Jak mi kiedyś powiedział Ojciec Święty Jan Paweł II, żyj tak, aby ludzie pytali ciebie o Boga. Znam ludzi, którzy bez przygotowania nie powiedzą jednego zdania. Ja mówię przeważnie z głowy, patrząc ludziom prosto w oczy - stwierdza ojciec Jan.

Swój pokój nazywa poczekalnią dworcową nie bez kozery. - Wiem, o jaki mi pociąg chodzi! Pragnę dać młodzieży Jezusa, ponieważ Jezus uczynił moje życie szczęśliwym, wypełnił i zorganizował moje życie. Dlatego chciałbym podzielić się tym szczęściem z innymi ludźmi. Mój pociąg to integralny człowiek.

Chciałbym, aby młodzi ludzie, dzięki wierze i religii, byli ludźmi w pełni integralnymi, rozwiniętymi na umyśle, w uczuciach, w charakterze i woli. Żeby chcieli chcieć i wiedzieli, czego chcą. Ojciec Jan chce po prostu, żeby to były piękne dziewczyny, bez kompleksów, wspaniali faceci, którzy założą rodziny, wstąpią do zakonu czy też samotnie będą świadczyć o Jezusie. Dla ojca Góry życie religijne jest tak piękne i intensywne, że winno całkowicie wypełnić życie każdego człowieka.




«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...