Chrześcijański piątek

Stosunkowo często mówi się i pisze o chrześcijańskim przeżywaniu niedzieli jako dnia Pańskiego. Czy na podobną refleksję nie zasługuje również piątek - dzień upamiętniający śmierć Jezusa Chrystusa? Przewodnik Katolicki, 5 kwietnia 2009



Piątek – nazywany tak jako piąty dzień tygodnia – w tradycji biblijnej i rachubie chrześcijańskiej jest dniem szóstym. Wymownie oddaje to grecka nazwa piątku; “paraskefi” oznacza bowiem “przygotowanie” i nawiązuje do święta Paschy, którą obchodzono następnego dnia, czyli w sobotę.

Dzień Lucyfera?

Już od czasów starożytnych nazwy dni kojarzono z planetami. Piątek skojarzono z planetą Wenus i dlatego powiadano, że to dies Veneris, czyli “dzień Wenus”. Pliniusz Starszy w swojej 37-tomowej “Historii naturalnej” pisał, że wielka gwiazda Wenus, która obraca się poniżej Słońca i wschodzi na nieboskłonie przed brzaskiem, bywa nazywana Lucyferem. A to dlatego, bo jest posłańcem dnia, niczym drugie Słońce. Z czasem ową nazwę upowszechnił biskup Izydor z Sewilli, który uważał, że jest ona najbardziej odpowiednia dla “gwiazdy porannej”, bo Lucyfer (łac. lux - światło oraz ferre - nieść) to “posłaniec światła”.

Jak pamiętamy z Pisma Świętego, Lucyfer – “syn jutrzenki” - to także imię przywódcy upadłych aniołów. Nic więc dziwnego, że z czasem piątek, jako “dzień Wenus”, zaczął zyskiwać wymiar diaboliczny. Dowodzono nawet, że piątek to nie tylko czas ukrzyżowania Zbawiciela, ale również dzień, w którym Adam dał się zwieść diabłu, Jezus był wodzony na pokuszenie po czterdziestodniowym poście oraz powiesił się Judasz.

Lucyfer jednak, choć miałby być zwiastunem światłości, sam jej nie lubi, woli działać raczej w półmroku. Wtedy bowiem łatwiej skusić człowieka rozmaitymi mirażami szczęścia, które w pełnym świetle pryskają jak bańka mydlana. Bo jasność nie jest sprzymierzeńcem Złego.

Piątek zaniedbany

Dla chrześcijanina sens Wielkiego Piątku i każdego piątku w roku jest oczywisty: to dzień męki i śmierci Jezusa. Świadomość tego co wydarzyło się na Kalwarii, pamięć ofiary poniesionej przez Chrystusa, nie jest chyba obecnie powszechna, skoro coraz więcej ludzi nie odczuwa potrzeby przeżywania piątkowych dni jako pokutnych.

Przynosi to wielkie szkody duchowe, ponieważ owocem pokuty powinna być metanoia, czyli przemiana myślenia i działania, a więc całkowite nawrócenie serca. Nie poczuwając się do zachowywania postu czy do powstrzymywania się od udziału w piątkowych imprezach rozrywkowych i zabawach, człowiek narusza powagę tego dnia. I sam sobie szkodzi, ponieważ umartwienia potrzebne są nam, a nie Panu Bogu; bez wyrzeczeń trudno o dalszy wzrost duchowy.

Godzi się więc przypomnieć, do czego zobowiązuje chrześcijanina IV przykazanie kościelne: „Zachowywać nakazane posty i wstrzemięźliwość od pokarmów mięsnych, a w okresach pokuty powstrzymywać się od udziału w zabawach”. Zdarzają się oczywiście sytuacje, że szczególne okoliczności – np. pogrzeb, wesele, podróżowanie czy korzystanie ze zbiorowego żywienia - uniemożliwiają nam pełne zachowanie pokutnego charakteru w konkretny piątek roku.

Choć tak często przywoływany ostatnimi czasy argument o braku sali na przyjęcie weselne nie wydaje się wystarczającym powodem, aby ślub brać właśnie w piątek. Może jednak wcześniej należałoby ustalić datę ślubu, a nie termin wesela? Ale jeśli już uroczystość ma się odbywać w piątek, trzeba zgłosić się do proboszcza parafii, na terenie której ma ona miejsce, i poprosić o dyspensę. Po jej uzyskaniu należy jednak podjąć inne formy pokuty. Może to być modlitwa (zwłaszcza w intencjach poleconych przez Ojca Świętego), jałmużna, uczynki pobożności i miłości oraz wierniejsze spełnianie swoich obowiązków. Powinny to być jednak sytuacje wyjątkowe, a nie powtarzająca się praktyka.



«« | « | 1 | 2 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama