Dziecko – skarb najcenniejszy…?

Na świecie zagościł kryzys ekonomiczny, rynki pracy dramatycznie się skurczyły, a exodus emigracyjny trwa już pięć lat. Wydawałoby się, że nadszedł najwyższy czas na powroty naszych rodaków do ojczyzny. A jednak tak nie jest. Przewodnik Katolicki, 10 maja 2009



Powodów emigracji było wiele, jednak najwięcej Polaków wyjeżdżało z kraju za przysłowiowym chlebem. Można by więc sądzić, że powody exodusu były najwyższej wagi. Czy jednak we wszystkich przypadkach tak było? Okazuje się, że nie. Na pewno większość osób wyjeżdżała z poczuciem, że dzięki zarobkom w obcej walucie los ich rodzin, a przede wszystkim dzieci, diametralnie się odmieni, na lepsze.

W bardzo wielu domach faktycznie zagościł dobrobyt materialny: nowe meble, plazmowe telewizory, markowa odzież, najwyższej klasy sprzęt elektroniczny. Wkrótce okazało się, że finansowy raj zakończył się, a pojawiła się potężna pustka emocjonalna. Dzieci, dla których ponoć był podejmowany trud emigracji, zaczęły płacić i wciąż płacą najwyższą jego cenę, samotność, opuszczenie, a nawet porzucenie.

Legiony euro: sierot, wdów i wdowców

Od wielu lat w sondażach stwierdzamy, że dla nas, Polaków, najwyższą wartość stanowi rodzina. Potwierdziły to także ubiegłoroczne badania CBOS – „Nie ma jak rodzina”, z których wynika, że wśród najważniejszych wartości, którymi – według własnych deklaracji – Polacy kierują się w swoim codziennym życiu, to właśnie szczęście rodzinne zajmuje bezkonkurencyjne pierwsze miejsce. Aż 92 proc. respondentów stwierdziło także, że do prawdziwego szczęścia człowiek potrzebuje rodziny.

Patrząc na statystyki emigracyjne Polaków, powyższe deklaracje wydają się puste. Nie wszystkie osoby wyjeżdżające zdawały sobie zapewne sprawę, że wyjazd do „lepszego świata” stanie się dla nich pułapką, w której trudno żyć, przestrzegając: uczciwości i wierności małżeńskiej oraz miłości rodzicielskiej.

Rzeczywistość pozostających w kraju członków rodziny jest dość przytłaczająca, mamy coraz więcej eurowdów, eurowdowców i eurosierot. Tyle tylko, że o ile osoby dorosłe mogą sobie w dalszym samotnym życiu jakoś poradzić, o tyle z dziećmi jest zgoła inaczej. Bo czy normalnie może żyć, rozwijać i wychowywać dziecko w odległości kilkuset tysięcy kilometrów od rodzica? Kto takiemu dziecku wytłumaczy, że jest opuszczone dla lepszego życia, często nowej rodziny czy też pieniędzy.

A takich dzieci, jak się okazuje, są w Polsce dziesiątki tysięcy. Psychologowie, którzy zauważyli problem oraz jego dramatyczne skutki, nazwali te dzieci eurosierotami. Kiedy najczęściej zauważa je społeczeństwo?

Niestety, dopiero wówczas, gdy dziecko zaczyna mieć poważne problemy w szkole, popadać w konflikt z prawem lub samo staje się ofiarą przestępstwa. Z końcem zeszłego roku o prawa dla tych dzieci walczył zarówno rzecznik praw dziecka Marek Michalak, jak i Fundacja Prawo Europejskie, która jako pierwsza podjęła się podliczenia eurosierot w Polsce.

Statystyki są dramatycznie zaskakujące; co 9. polskie dziecko ma jedno z rodziców za granicą. A badania przeprowadzono tylko w określonych środowiskach – dysfunkcyjnych, zatem eurosierot jest znacznie więcej. Według Marka Michalaka, liczba tych dzieci przekracza już 100 tysięcy. Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej alarmuje, że tylko w 2007 roku do rodzin zastępczych i domów dziecka trafiło prawie 1300 eurosierot.




«« | « | 1 | 2 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama