E-książka, e-papier, e-czytelnik

Czy to możliwe, że nadejdą czasy, gdy zawód księgarza i bibliotekarza okaże się niepotrzebny? Czy nowe pokolenie nie będzie znało zapachu zadrukowanych kartek i nie zazna magii przewracanych stron książki? Ta rewolucja już nadchodzi. Przewodnik Katolicki, 5 lipca 2009



Gubernator Kalifornii zapowiedział już, że pracuje nad nowym projektem: w szkołach państwowych chce zastąpić tradycyjne drukowane podręczniki ich wersjami cyfrowymi. Jego wypowiedź jest znakiem nadchodzących czasów: „Dzieci, jak wszyscy wiecie, są dziś przyzwyczajone do słuchania muzyki na sprzęcie cyfrowym i w internecie, do oglądania telewizji i filmów w sieci.

Moim zdaniem podręczniki szkolne są przestarzałe. Nie ma powodu, by nasze szkoły uczyły uczniów z tych staroświeckich, ciężkich i drogich książek”. Zmiana nośnika jest tylko skutkiem zmiany kulturowej, której jesteśmy świadkami. Jeśli rzeczywiście stanie się tak, że tradycyjną książkę zastąpi e-book, to znikną z krajobrazu miasta księgarnie i biblioteki.

„Śmierć książki | No Future Book” – to tytuł książki wydanej rok temu autorstwa Łukasza Gołębiewskiego, analityka rynku książki, w której autor zastanawia się nad perspektywą digitalizacji książki. Czy rzeczywiście nadchodzi era „człowieka cyfry”, a stary „człowiek litery” jest skazany na odejście ze świata? No i czy wyniknie z tego coś dobrego? Autor wierzy, że mimo wszystko tak, choć trudno się z tym pogodzić.

„Cyfra” zmienia świat

Jednego możemy być pewni: jesteśmy świadkami rewolucji kulturowej. Nowe nadeszło niemal niezauważalnie: cyfra opanowała świat. Nie są to wiadomości dobre dla wszystkich związanych z rynkiem książki. Nasze pokolenie jeszcze nie wyobraża sobie nowej formy czytelnictwa. Lubimy usiąść w fotelu, wziąć do ręki książkę, poczuć jej ciężar i zapach, słuchać szelestu przewracanych kartek.

To równie ważne, jak samo czytanie. Wytwarza się pewien klimat, atmosfera magiczna, która wydaje nam się jeszcze niezbędna, by zagłębić się w treść. Jednak wielu z nas świetnie już radzi sobie bez codziennych gazet: do porannej kawy zasiadamy przed ekranem komputera. Jak słusznie zauważył Arnold Schwrzenegger, nasze dzieci czują się w sieci internetowej jak ryba w wodzie, to jest ich naturalne środowisko.

Klawiaturą posługują się lepiej niż piórem, myślą w skrótowy sposób, używając emotikonek, wiadomości o świecie szukają w Googlach a nie w Encyklopedii PWN, muzyki nie słuchają z płyt, a z komputera, rysują nie kredkami, a myszką, używając Corela. Ale dlaczego się dziwimy, skoro przestaliśmy już nawet oglądać mapy, zdając się całkowicie na GPS?

Może jeszcze korzystamy z tradycyjnej biblioteki, ale zdarzało nam się już kupować książki w internetowych księgarniach. Jeśli tylko zdamy sobie sprawę, że zaledwie kilkanaście lat temu telefon komórkowy był ekskluzywnym gadżetem, to na poważnie potraktujemy słowa o dziejącej się rewolucji. Czy to możliwe, że format elektroniczny całkowicie wyprze papier? Obawiam się, że tak, a tradycyjne książki będą czytać tylko romantycy.

Z domową biblioteczką w kieszeni

E-książka ma dwa znaczenia: jest to sformatowany tekst w formie plików, a także specjalne urządzenie służące do odczytywania tych plików. Do odczytania e-książki nie jest niezbędny e-czytnik, wystarczy najzwyklejszy komputer czy laptop. E-czytniki są obecnie drogimi przedmiotami, jednak rozwój technologii sprawia, że niebawem staną się coraz bardziej popularne. Kusząca jest przecież możliwość schowania zasobu całej swojej biblioteki do podręcznej torby i korzystania z niej w czasie wakacji.



«« | « | 1 | 2 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama