Jamna – miejsce dawania nadziei

Kiedyś to była zapadła dziura, w czasie wojny miała tam miejsce jedna z największych bitew partyzanckich, po wojnie drewniana szkoła, potem stare schronisko. Teraz to dominikański ośrodek otwarty cały rok, gdzie 15 sierpnia odbywa się „Radosny pogrzeb Matki Boskiej”. Przewodnik Katolicki, 16 sierpnia 2009



Na umówione spotkanie byłem na czas. Przez telefon usłyszałem, żebym był jak najwcześniej, bo później będzie gorąco. Było. Ledwo nadążałem za dziarskim dominikaninem. Na zewnątrz było ponad 30 stopni Celsjusza, a atmosfera wokół o. Jana Góry była jeszcze gorętsza: dziesiątki osób i setki spraw naraz. Jednak o dominikańskim ośrodku, o Domu św. Jacka na Jamnej, opowiadał bardzo chętnie.

Ziemia na własność

O. Jan Góra bardzo dokładnie określa miejsce i czas powstania idei tego ośrodka: 1 stycznia 1992 roku o 9.00 rano. Wtedy to miała miejsce rozmowa dominikanina z wójtem gminy Zakliczyn n. Dunajcem, dzisiaj już śp. Stanisławem Chrobakiem, o możliwości pozyskania schroniska. Potem, 25 marca, o. Jan napisał list do Matki Bożej i św. Jacka, ponieważ klasztor poznański nie chciał przyjąć darowizny. Dopiero po cudownej interwencji Matki Bożej wydarzyło się coś nieprawdopodobnego:

- Zadzwoniła do mnie pani ambasadorowa Argentyny w Teheranie i powiedziała, że będzie to wspierała do końca swojego życia. Dopiero później klasztor na kapitule zgodził się przyjąć darowiznę i tak kilka dni później gmina zapisała darowiznę klasztorowi – wspomina dominikanin i dodaje: – Tak rozpoczęła się nieprawdopodobna przygoda, która odmieniła nasze duszpasterstwo. Mieliśmy ziemię na własność! Nie przyjeżdżaliśmy na Jamną do kogoś, ale do siebie.

To zupełnie zmieniało świadomość! Od razu zaczęliśmy tam gospodarzyć, szukać sponsorów i przyjaciół. Trzeba pamiętać, że były to czasy tuż po komunizmie. To była nasza terapia antytotalitarna: niedawno wszystko było wspólne, a teraz nasze. Uczyliśmy się brać odpowiedzialność za posiadanie. Sam zrozumiałem, że posiadanie jest zabezpieczeniem godności osoby i zrozumiałem, że bycie u siebie rodzi godność i prowokuje dojrzewanie.


Kościół z pocałunku

Jamna na początku lat 90. nie była zbyt zachęcającym miejscem. Przez lata komunizmu była po prostu zaniedbana. Pojawił się nawet pomysł zalesienia tego terenu. Miejsce ma też swoją wojenną historię, w wyniku której późniejsze władze przestały o niej pamiętać.

Ojcu Janowi i młodzieży sukcesywnie udało się odrestaurować Jamną. Potem, cegiełka po cegiełce, zaczęto dokładać coraz to nowe rzeczy: zamiast wychodka powstały łazienki, oczyszczono studnię, doprowadzono ujęcie wody, oczyszczalnię ścieków, aż w końcu wybudowano kościół z obrazem Matki Bożej Niezawodnej Nadziei, który koronował sam Jan Paweł II.

– Wiedziałem, że Ona nam pomoże i spowoduje dalszy rozwój tego miejsca – wspomina o. Góra - Byłem pewien, że sam nie dam rady. A wizerunek i obecność Matki Bożej w obrazie to sprawi: najpierw powstanie droga, żeby ludzie mogli pielgrzymować do Niej, a potem kościół. I tak się stało: do obrazu ludzie zaczęli ściągać, pielgrzymować. Gmina musiała zrobić dla ludzi drogę. Jamna jest cudem przywrócenia do życia kawałka ziemi ojczystej za pośrednictwem Matki Bożej Niezawodnej Nadziei oraz błogosławieństwa Ojca Świętego Jana Pawła II.

– Historia tego kościoła jest także cudowna, jest to dar Ojca Świętego - wspomina o. Jan. Powstał z pocałunku. 17 czerwca 1999 r. rozpoczęła się jego budowa. - Pewien człowiek – opowiada dominikanin – zobaczył, jak Papież mnie ucałował i zapytał, kim jestem i czym się zajmuję. Odpowiedziałem, że buduję kościół. A za co? – zapytał mnie. Nie mam za co – powiedziałem. To już masz – dodał. I tak rozpoczęliśmy tę budowę. Tak właśnie powstał kościół: z pocałunku Ojca Świętego.





«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama