Mazury – kraina wielkich ścieków

Mazurskie jeziora, nasze dobro narodowe, kandydat na finałowej liście do miana cudu świata, giną na naszych oczach. Ich piękno przyciąga tysiące żeglarzy, dla których nikt nie przygotował odpowiedniego zaplecza sanitarnego. Przewodnik Katolicki, 30 sierpnia 2009



Ścieki z jachtów i żaglówek trafiają wprost do wody, niszcząc wszystko co w niej żyje.

– Zawartość jachtowego zbiornika ściekowego wylana do jeziora tworzy „bombę” nieczystości o średnicy 2-3 metrów, która opada na dno i zanieczyszcza co najmniej 6 metrów sześciennych wody – mówi dr Maciej Grójec, prezes Towarzystwa Krzewienia Kultury Fizycznej „Korektywa” w Piaskach nad Jeziorem Bełtany. – Dodatkowo toalety jachtowe są spłukiwane wodą wzbogaconą o chemikalia, które rozpuszczają odchody i usuwają ich nieprzyjemny zapach.

Niestety, substancje te są bardzo agresywne i zabójcze dla środowiska. Zawarty w ściekach fosfor i azot przyczyniają się do masowego rozwoju glonów i sinic. Woda z ich dużą zawartością przestaje być czysta i przejrzysta, mętnieje. Dodatkowo organizmy te obumierając, zużywają ogromne ilości tlenu, co prowadzi do powstania przydennych stref wód pozbawionych tlenu – tłumaczy dr Maciej Grójec.

Z badań przeprowadzonych na Uniwersytecie Olsztyńskim wynika, że w niektórych jeziorach przydenna strefa beztlenowa ma już kilka metrów i podnosi się o kilkanaście centymetrów rocznie. Niestety, liczba jachtów na mazurskich wodach zwiększa się z każdym sezonem. Coraz częściej przypominają one pływające domy, z kuchnią, łazienką i ubikacją.

Obecnie po mazurskich jeziorach pływa kilkanaście tysięcy jachtów, każdy ma po ok. 5 członków załogi, co daje liczbę ok. 100 tys. żeglarzy, którzy myją się, piorą i załatwiają swoje potrzeby fizjologiczne niemal wprost do wody mazurskich jezior. Na lądzie stutysięczne miasto nie mogłoby się objeść bez oczyszczalni ścieków, a równie licznych mazurskich żeglarzy nawet nikt nie pyta o to, co robią z zawartością jachtowych zbiorników ściekowych.

Szambo w lesie

Liczba miłośników turystyki jachtowej wzrosła zwłaszcza w kilku ostatnich latach. Niestety, nie towarzyszył temu rozwój zaplecza technicznego i potrzebnej infrastruktury, jak to ma miejsce za granicą. Tam jachty mają zaplombowane zbiorniki na ścieki. Nie sposób ich opróżnić bez zerwania plomby, a do tego upoważnieni są tylko pracownicy specjalnych punktów odbioru ścieków. Tylko oni mogą zerwać zabezpieczenia, opróżnić zbiornik i założyć nową plombę. Jest to gwarancją, że żeglarz samowolnie nie wyleje zawartości zbiornika do jeziora. Taka usługa oczywiście kosztuje, więc samorządy lokalne nie muszą do tego dokładać.

Ścieki wędrują do oczyszczalni i nie stanowią problemu dla środowiska. Odpowiednie służby mają uprawnienia, by kontrolować, czy jednostki pływające mają pozakładane plomby i mogą prosić o okazanie dowodu zapłaty za opróżnienie zbiorników ściekowych. Za niezaplombowane zbiorniki są wysokie kary. W Polsce takie punkty odbioru nieczystości muszą dopiero powstać. Trzeba też stworzyć prawo, które umożliwiłoby kontrolę jachtów. Ekolodzy zabiegają już o to od wielu lat, ale niestety bezskutecznie.

Być może coś się zmieni dopiero, gdy jeziora zamienią się z cuchnący ściek, i uciekną turyści. – Brzydki zapach jest już teraz. Jezioro Nickie i Bełdany cuchną, zwłaszcza gdy jest duża fala, i woda skażona nieczystościami wypływa na powierzchnię. Kiedyś woda w jeziorach była tak czysta, że można było z niej robić herbatę, dziś już nikomu tego nie polecam. Cuchną też brzegi jezior, zwłaszcza po sezonie. Jachtowe ubikacje opróżniane są bowiem także w przybrzeżnych lasach – mówi dr Maciej Grójec.



«« | « | 1 | 2 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama