Kościół w Rosji nie jest niemowlęciem

Rosja przypomina mi młode wino: cały czas trwa jeszcze ferment, a polityka państwa i Kościoła nosi piętno swoistego mesjanizmu. Przewodnik Katolicki, 20 września 2009



Urodził się Ojciec na Białorusi, formację duchową i wykształcenie teologiczne zdobywał w Polsce, natomiast pracuje w Rosji. Proszę powiedzieć coś więcej o swoich korzeniach i drodze do zakonu.

- Urodziłem się na terenach Białorusi zachodniej czyli na Kresach, a więc na pograniczu. To skrzyżowaniu kultur polskiej, białoruskiej i litewskiej kształtuje moją świadomość narodowościową do dnia dzisiejszego. Chociaż już nie jestem mocno związany z miejscowością rodzinną i ludźmi, którzy tam mieszkają; moi rodzice i dziadkowie odeszli do Pana. Chodziłem do szkoły radzieckiej, bo urodziłem się i wychowywałem na terenie ówczesnego ZSRR. Wzrastałem w tradycji i kulturze katolickiej, ale do kościoła nie uczęszczałem. I, szczerze mówiąc, cieszę się, że nikt mnie do tego nie zmuszał. Z całej rodziny do kościoła chadzała wtedy jedynie moja babcia.

Ucząc się w szkole sowieckiej przeszedł Ojciec chyba niezłą indoktrynację?

- Widzi Pan, my żyjemy czasem we władzy własnej wyobraźni. Dla Polaka obywatele ZSRR stanowili wówczas monolit. Ale, proszę mi wierzyć, tak wcale nie było. Na Białorusi Kościół zawsze pozostawał w żywej pamięci ludu.

A dlaczego został Ojciec właśnie franciszkaninem?

- Cóż, może to zabrzmi nazbyt cudownie, ale w moim kościele parafialnym znajdował się m.in. obraz św. Franciszka z Asyżu otrzymującego stygmaty. Myślę, że ten obraz oddziaływał na moją podświadomość. Kiedy odkryłem swoje powołanie nie miałem żadnych wątpliwości dokąd mam się udać. Ale kapłan, do którego się zwróciłem, zadał mi wtedy pytanie: - Do franciszkanów? A do których? Bo są trzy gałęzie: konwentualni, bernardyni i kapucyni. Nie wiedziałem co odpowiedzieć. Ostatecznie zawiózł mnie jednak do Osiecznej, gdzie znajduje się nowicjat franciszkanów i tam już zostałem.

Nie miał Ojciec kłopotów z językiem polskim, który w powszechnym mniemaniu uchodzi za trudny, zwłaszcza dla cudzoziemców?

- Nie wydaje mi się, aby był aż taki trudny. Ale może dlatego, że się urodziłem na Białorusi? W 1999 r. skończyłem seminarium i złożyłem śluby zakonne; po wcześniejszych, czasowych, były to już śluby wieczyste.

A potem udał się Ojciec na Syberię. W jaki sposób do tego doszło?

- Po upadku muru berlińskiego i rozpadzie ZSRR ówczesny Generał zakonu podjął strategiczną decyzję, że franciszkanie powinni być obecni na terenie Rosji i Kazachstanu, aby posługiwać katolikom obrządku łacińskiego. A miały to być, z założenia, wspólnoty międzynarodowe. I tak się stało, że moją pierwszą placówką został Nowosybirsk, stolica Syberii i silny ośrodek kulturowy. Jest tam kościół parafialny p.w. Niepokalanego Poczęcia NMP - wzniesiony na początku lat dziewięćdziesiątych przez niemieckie babcie, które budowały go własnymi rękami - a także klasztor.




«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...