Zdezorientowana lewica i katolicki populizm we Włoszech

Więź 1/2018

Problem imigracji powoduje głębokie podziały we włoskiej polityce, społeczeństwie i Kościele. Katoliccy duchowni wyrośli na czołowych przeciwników bloku antymigranckiego. Takie stanowisko grozi jednak dalszym podziałem wśród katolików.

 

Problem imigracji powoduje głębokie podziały we włoskiej polityce, społeczeństwie i Kościele. Katoliccy duchowni wyrośli na czołowych przeciwników bloku antymigranckiego. Takie stanowisko grozi jednak dalszym podziałem wśród katolików.

W ostatnich latach nacjonalizm i populizm zaczęły być widoczne głównie za sprawą kryzysów gospodarczych i rosnącej migracji, która stała się udziałem – na poziomie globalnym – milionów uchodźców. Również we Włoszech różne siły polityczne przyjmują postawy coraz bardziej populistyczne. Z drugiej strony problemy związane z gospodarką i imigracją stanowią żyzny grunt dla rozwoju ruchów, które uczyniły swój znak rozpoznawczy z tożsamości narodowej i niechęci do obcokrajowców.

Za powszechnymi i nawracającymi lękami społecznymi kryje się kluczowa dla postnowoczesnego społeczeństwa kwestia, jaką jest utrata zaufania do polityki i do instytucji. Co więcej, proces ten to również efekt kryzysu tożsamości, jaki przeżywa już od dłuższego czasu lewica. Wraz z powszechnym poczuciem niepewności społecznej i ekonomicznej prowadzi to do wzmocnienia partii i ruchów prawicowych. Zarówno europejska klasa robotnicza, jak i klasa średnia – tak samo zaniepokojone kwestiami bezrobocia, niskich płac, przyszłości emerytur czy dostępności opieki zdrowotnej – coraz wnikliwiej przyglądają się realiom, które instynktownie skłaniają do popierania tych niebezpiecznych nurtów politycznych.

Gdzie jest lewica?

Mowa tu o kwestiach społecznych i gospodarczych, które w przeszłości były niemal wyłącznie domeną partii lewicowych. Na przestrzeni ostatnich dziesięcioleci coś się jednak zmieniło.

W latach 80. i 90. ruchy skrajnie prawicowe starały się zdobyć coraz większe zaufanie wyborców, przechodząc od ideologii prawicowej w jej tradycyjnym wydaniu (wraz z odwołaniami do faszyzmu) do podejścia bardziej nowoczesnego, skoncentrowanego na polityce gospodarczej dążącej do zapewnienia dobrobytu i otwartej na bardziej umiarkowane stanowisko wobec demokracji. Dzięki temu prawica zdobyła uznanie i popularność oraz zaczęła bezpośrednio konkurować z lewicą w kwestiach społecznych i gospodarczych.

Zatem prawica nie tylko wykorzystuje rozłam, jakże ewidentny, wewnątrz lewicy, lecz także konkuruje z nią w sprawach tradycyjnie lewicowych. Prof. Daphne Halikiopoulou, ekspert w dziedzinie polityki porównawczej na uniwersytecie w Reading, zauważyła, że „częściowym powodem wzrostu znaczenia prawicy jest to, że lewica przechodzi kryzys swojej tożsamości. Nie wie, w jakim kierunku podąża”. Niezdolność lewicy do realizowania własnych celów stała się nieoczekiwaną szansą dla różnych europejskich grup prawicowych.

W ciągu poprzednich dekad dystans między lewicą a prawicą w sprawach zasadniczych dla elektoratu znacznie się zmniejszył, z wyjątkiem jednakże kwestii związanych z imigracją. Partie prawicowe tradycyjnie często nie uwzględniają imigrantów w swoich planach dążenia do dobrobytu, uważając ich za przyczynę wszelkich obaw ekonomicznych i społecznych, jak lęk o utratę miejsc pracy.

Kryzys związany z uchodźcami z Syrii czy ucieczką imigrantów z Libii przyczynił się do wzrostu postaw ksenofobicznych w Europie, a ruchy prawicowe czerpią z tego narastającego lęku korzyści. Powszechnie panujące poczucie niepewności ekonomicznej i społecznej związanej z imigrantami, strach przed atakami terrorystycznymi czy niezdolność obecnych rządów do zapewnienia bezpieczeństwa swoim obywatelom to kluczowe elementy, na których ruchy te starają się budować swoją popularność. Z drugiej zaś strony w całej Europie jesteśmy świadkami aktów przemocy, które zdarzają się pomiędzy działaczami prawicowymi a lewicowymi lub między ruchami prawicowymi a samymi uchodźcami, jak to miało miejsce w Rzymie czy w Grecji – na wyspie Lesbos, po tym, jak drogą morską przybyły tam tysiące imigrantów z Turcji.

Sukces partii prawicowych na przestrzeni ostatnich lat – a także ruchów nacjonalistycznych i populistycznych – to efekt wielu czynników wywołujących poczucie niepewności, takich jak: gospodarka, konflikt kulturowy związany z kryzysem uchodźców i niepewność polityczna. Wszystko to wywołało w Europejczykach powszechne poczucie rozczarowania co do roli i działalności Unii Europejskiej i instytucji krajowych.

„Zagrożenie populistyczne” z pewnością spowodowało również zmianę we włoskiej polityce. W oczekiwaniu na kolejne wybory w 2018 roku wiele partii, a w szczególności Partia Demokratyczna (PD), pracuje nad kwestiami, które już teraz są przedmiotem konfrontacji wyborczej, aby nie dopuścić do ewentualnego zwycięstwa Ruchu Pięciu Gwiazd czy tym bardziej Ligi Północnej. Za najważniejsze uchodzą trzy zagadnienia: działania zapobiegające ubóstwu, stanowisko w sprawie Europy i problem imigracji. Są to zasadnicze kwestie polityczne, na podstawie których wyborcy zdecydują, komu powierzyć ster zdezorientowanego państwa.

Pojawili się we Włoszech katoliccy populiści, którzy co prawda muszą szanować papieża, lecz bardziej kochają Donalda Trumpa.

Najwyraźniej to właśnie chęć przechwycenia poparcia opinii publicznej – głuchej już na utarte slogany o podatkach i emeryturach – sprawia, że lewica zaczęła grać na tym samym boisku co prawica (chcąc ją pokonać). To ryzykowna droga, lecz na chwilę obecną wydaje się politykom jedyna, przede wszystkim w kwestiach związanych z imigracją.

Liga Północna (dużo bardziej) i Ruch Pięciu Gwiazd (częściowo) skłaniają się bowiem ku twardej linii wobec imigracji, o czym świadczy ich wielokrotnie wyrażane poparcie dla polityki Donalda Trumpa. Lewica – zarówno PD, jak i nowe siły powstałe z niezgody na kierownictwo Matteo Renziego (lidera PD, premiera Włoch w latach 2014–2016) – stawia natomiast na połączenie procesu integracji i przyjmowania uchodźców z jednoczesnym działaniem na rzecz przyspieszenia ich repatriacji oraz zwiększenia liczby ośrodków detencyjnych. Lewica podkreśla też potrzebę większej skuteczności porozumień z krajami tranzytowymi i docelowymi z punktu widzenia imigrantów. Taka jest właśnie obecna polityka premiera Paola Gentiloniego, dzięki której stara się on ograniczyć wzrost sił populistycznych.

Partie lewicowe zatem – tradycyjnie propagujące pozytywne podejście do kwestii imigrantów i praw człowieka – aby przezwyciężyć rosnącą siłę partii i ruchów prawicowych, podejmują działania dalekie od własnej historii i tożsamości. Wyraźnym tego przykładem jest przyjęty przez włoski rząd kodeks postępowania dla organizacji pozarządowych (NGO) prowadzących akcje ratownicze na Morzu Śródziemnym. Włoski minister spraw wewnętrznych stwierdził, że wszystkie organizacje, które nie podpiszą wspomnianego kodeksu, znajdą się poza „zorganizowanym systemem ratownictwa i niesienia pierwszej pomocy na morzu” oraz będą musiały ponieść „wszelkie konsekwencje” tego faktu.

Taka decyzja włoskiego rządu została podyktowana tym, że obecność NGO w rejonie Morza Śródziemnego zachęciła w ostatnich latach do działania handlarzy ludźmi, zaś imigrantów nakłania do podjęcia niebezpiecznej wyprawy do Europy. Cel wyznaczony przez ministerstwo spraw wewnętrznych (kierowane przez lewicę) został błyskawicznie osiągnięty: obecnie w operacjach ratunkowych biorą udział tylko dwie organizacje pozarządowe (w przeszłości było ich osiem), a napływ przybyszów z Libii widocznie się zmniejszył. Pozostałe organizacje trwają w jawnej opozycji wobec rządu, twierdząc, że tego rodzaju działanie stoi ewidentnie w sprzeczności z prawami człowieka.

Wielokrotnie podkreślano, że wysiłki podejmowane przez Włochy w celu zamknięcia szlaku śródziemnomorskiego, w tym porozumienia z Libią i innymi krajami tranzytowymi, zarysowały pewien kontekst, coraz bardziej złożony i kontrowersyjny, w którym poszanowanie godności i bezpieczeństwa imigrantów przestało już być gwarantowane. Również organizacja pozarządowa MOAS w komunikacie prasowym informującym o zamiarze wycofania się z operacji na Morzu Śródziemnym podkreśliła, że nie wiadomo, co dzieje się obecnie w Libii z ludźmi najbardziej bezbronnymi. Ich prawa powinny być chronione i zgodnie z prawem międzynarodowym, i w trosce o obronę zasad człowieczeństwa.

Potwierdzeniem skrętu w prawo głównej włoskiej partii lewicowej są słowa byłego premiera Matteo Renziego, sekretarza Partii Demokratycznej, który stwierdził, że Włochy nie mają żadnego moralnego obowiązku przyjmowania imigrantów. W swojej ostatniej książce napisał on nawet, że musimy wyzwolić się z tego poczucia winy. Nie mamy bowiem moralnego obowiązku przyjmować ludzi, którzy znajdują się w gorszej sytuacji od nas. Jego zdaniem, w przyszłości Włochy powinny bardziej zachęcać imigrantów do pozostania w domu i przyczyniania się do rozwoju gospodarki w krajach ich pochodzenia.

Słowa Renziego nie różnią się znacząco od słów rzecznika włoskiej grupy ekstremistycznej Generazione Identitaria Lorenza Fiato, który znalazł się w 2017 r. na pierwszych stronach gazet po tym, jak próbował zablokować statek jednej z organizacji pozarządowych, która transportowała imigrantów wyłowionych z morza. Fiato mówił, że trzeba pomagać w odsyłaniu imigrantów do ich krajów oraz zacieśnić współpracę między UE a krajami Afryki Północnej w celu zlikwidowania szlaków przerzutowych. Ponadto stwierdził, że najlepszym rozwiązaniem byłoby, gdyby imigranci pracowali na rzecz rozwoju swoich krajów. Nie dziwi zatem fakt, że najzagorzalsi krytycy oskarżyli Renziego o przejęcie języka adwersarzy na niecały rok przed wyborami, w których kwestia imigrantów zdominuje kampanię wyborczą.

Gdzie są katolicy?

W kraju ogarniętym chaosem, gdzie nie ma jasnych stanowisk, istnieje jednakże podmiot, który odgrywa znaczącą rolę społeczną i polityczną: Kościół katolicki. Nieustannie inspirowany słowami papieża Franciszka włoski Kościół zajął w sprawie imigracji odważne stanowisko. Papież jasno określił kierunek, w jakim należy pójść. W lutym 2017 r. powiedział, że przyjmowanie uchodźców i imigrantów ekonomicznych jest „imperatywem moralnym”. „Nie możecie nazywać się chrześcijanami i jednocześnie być przeciwko uchodźcom” – oznajmił w październiku. Przypomniał, że utrzymanie otwartych granic dla tych, którzy uciekają przed wojną i ubóstwem, to obowiązek wypływający z chrześcijańskiej cnoty miłości bliźniego, ze współczucia wobec drugiego człowieka.

Podczas gdy globalna debata o imigracji nacechowana jest populizmem, papież Franciszek wspiera zatem imigrantów i uchodźców, prosząc, aby europejskie parafie otworzyły swoje drzwi na ich przyjęcie. Nawet w „Washington Post” można było przeczytać, że Kościół katolicki pod kierownictwem papieża Franciszka jawi się jako jeden z najbardziej wpływowych przeciwników prawicowego populizmu, który z kryzysu imigracyjnego uczynił swoje główne hasło zarówno w Europie, jak i w Stanach Zjednoczonych. Papież określił zaś ten rodzaj populizmu jako „zło”.

Odpowiedź włoskiego Kościoła na słowa Franciszka była natychmiastowa. Na papieski apel skierowany do parafii, instytucji zakonnych i rodzin o otwarcie swoich domów i dzielenie życia z uchodźcami i osobami szukającymi schronienia Konferencja Episkopatu Włoch odpowiedziała projektem „Chroniony. Uchodźca w moim domu”. Pomysł stworzenia środowiska, które ułatwiłoby imigrantom integrację w społeczeństwie, zmusiło włoski Caritas do podjęcia działań w diecezjach, tak aby słowa papieża stały się żywym świadectwem miłości.

Jednak mimo licznych wypowiedzi papieża na temat imigrantów i uchodźców wielu katolików przyjęło postawę populistyczną głoszoną przez niektóre partie i ruchy prawicowe.

Tę niejednorodność odnajdujemy także w prasie katolickiej. Na przykład dziennik „Avvenire” i tygodnik „Famiglia Cristiana” otwarcie popierają stanowisko Watykanu w kwestii imigracji. Zupełnie inaczej rzecz się ma z pozostałymi gazetami katolickimi, jak np. z konserwatywnym dziennikiem „Tempi”, które nie okazują zbytniej sympatii wobec stanowiska papieża.

Na ciekawą kwestię zwróciła uwagę Anna Momigliano w artykule opublikowanym na portalu TheAtlantic.com, zatytułowanym Catholic Populists Have to Respect the Pope, but They Love Trump [„Katoliccy populiści muszą szanować papieża, lecz kochają Trumpa”]. Jej zdaniem, od jakiegoś już czasu można mówić o pojawieniu się tzw. populizmu katolickiego. Nie chodzi jedynie o to, że część katolików podziela antyimigranckie stanowisko populistów, ale że niektórzy z katolików odczuwają pewien dystans wobec Kościoła w tej i innych sprawach. Bardziej utożsamiają się z amerykańskim prezydentem niż z papieżem. Z drugiej zaś strony dostrzeżenie faktu, że przywódcy nie mają kontaktu ze zwykłymi ludźmi, to prawdopodobnie główny czynnik, na którym opiera się polityka populistów.

Nawet lewicowy lider Matteo Renzi stwierdził, że Włochy nie mają żadnego moralnego obowiązku przyjmowania imigrantów. Przekonuje on, że musimy wyzwolić się z tego poczucia winy.

W każdym razie we Włoszech wszystkie siły polityczne, również ruchy populistyczne, starały się pozyskać głosy katolików. Na przykład Liga Północna, nieustannie wypowiadająca się przeciwko imigrantom, z jednej strony domaga się powrotu do tradycji katolickiej (np. broniąc zwyczaju szopki bożonarodzeniowej w szkołach publicznych), z drugiej zaś krytykuje papieża za jego ciągłe poparcie dla imigrantów i uchodźców. Natomiast do prawdziwego paradoksu doszło w przypadku małych prawicowych grup jak Forza Nuova czy Militia Christi, które próbują pogodzić swoje stanowisko antyimigranckie i ksenofobiczne z domniemaną wiarą i tożsamością katolicką.

Trafnie stwierdził analityk polityczny Jacopo Tondelli: „wielu ludzie silnie odczuwa swoją tożsamość katolicką, ale nie czują się oni zobowiązani, by słuchać wszystkiego, co mówi papież, szczególnie wtedy, gdy im to nie pasuje”. Katolicy politycznie konserwatywni oddzielają wartości abstrakcyjne od tego, co w ich przekonaniu jest rzeczywiście wykonalne: uważają, że kiedy papież nawołuje, aby przyjmować imigrantów, czyni to, co do niego należy, natomiast realia są inne – polityka opiera się na tym, co osiągalne, nie zaś tylko na ideałach.

Dla przykładu: wielu katolików jest przekonanych, że przy mniejszej liczbie dostępnych miejsc pracy trudniej jest zintegrować nowych imigrantów, o co prosi papież Franciszek. Jednocześnie wierzą, że nowe prawo o obywatelstwie – oparte na zasadzie ius soli, czyli przyznające dziecku urodzonemu na ziemi włoskiej obywatelstwo Republiki niezależnie od obywatelstwa rodziców – otworzy drzwi dla tysięcy imigrantów, którzy napłyną, aby urodzić dzieci we Włoszech.

W związku z tą debatą sekretarz generalny Konferencji Episkopatu Włoch, bp Nunzio Galantino, zajął mocne stanowisko, popierając nowe prawo i krytykując ruchy populistyczne. Powiedział: „sprzeciw wobec nowej ustawy może być uzasadniony, ale widzę, że niektórzy zmienili zdanie i teraz czynią z tego kwestię polityczną, lecz jedynie po to, by na niej zbudować własny sukces, gdyż na sercu leżą im tylko własne interesy”. Odnosi się to do Ruchu Pięciu Gwiazd, który w przeszłości wyrażał w tej sprawie stanowisko otwarte, lecz później wstrzymał się od głosu, kiedy ustawa o ius soli była dyskutowana w senacie (w parlamencie włoskim wstrzymanie się od głosu w senacie równoznaczne jest z głosem przeciw).

To oczywiste, że problem imigracji powoduje podziały wewnętrzne w polityce, ale obecnie dochodzi do nich również w Kościele. Odzwierciedla to dezorientację wywołaną przez trudne dzisiejsze czasy. Papież Franciszek bardzo dobrze zrozumiał, że źródłem problemu są strach i egoizm, które zachęcają ludzi do popierania populistów. Jak powiedział ks. Michael Czerny SJ, podsekretarz Sekcji ds. Migrantów i Uchodźców w ramach watykańskiej Dykasterii ds. Integralnego Rozwoju Człowieka: „Papież rzuca wyzwania nie politykom, lecz ich zwolennikom, zarówno tym, którzy aktywnie wspierają polityków, jak i tym, którzy w sposób bierny akceptują ich działania”.

Katoliccy kardynałowie, biskupi i księża jawią się zatem jako jedni z najbardziej wpływowych przeciwników prawicowo-populistycznego bloku antymigranckiego we Włoszech, ale także w Stanach Zjednoczonych i w Europie. To proimigranckie stanowisko grozi jednak dalszymi podziałami wśród katolików, spośród których spora część głosowała we Włoszech na partie i ruchy prawicowe.

Kościół odgrywa zatem kluczową rolę w debacie politycznej, jak to miało miejsce za Jana Pawła II, w czasach jego otwartego sprzeciwu wobec wojny w Zatoce Perskiej w 1991 roku. Prawdziwym wyzwaniem będzie to, jak pojednać tę część katolików, którzy obawiają się epokowych zmian, jakie niosą ze sobą m.in. ruchy migracyjne, z wartościami Ewangelii. ■

Tłum. Ewa Firewicz

Oliviero Forti – z wykształcenia prawnik, absolwent rzymskiego uniwersytetu La Sapienza. Pracuje w Caritas Italiana, kieruje działem odpowiedzialnym za kwestie migracji na poziomie krajowym. Jest również przewodniczącym komisji ds. migracji Caritas Europa. Autor licznych badań i opracowań dotyczących zjawiska migracji.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...