Wielbłąd, kangur i kwestia polska, czyli o pożytkach traktatu z Lizbony

Gdybym pisał ten tekst trzy lata temu, nie miałbym wątpliwości. Byłbym zażartym kibicem przeciwników Lizbony, bo traktat jest dokumentem słabym... Przewodnik Katolicki, 1 listopada 2009



Traktat prawie przyjęty. Jeszcze tylko podpis prezydenta Czech. No prawie, bo jeśli Vaclav Klaus dostanie to, o co prosi, to wówczas upomną się o podobne przywileje Słowacy. A jeżeli cała procedura będzie trwała za długo, to brytyjscy konserwatyści – po prawdopodobnie wygranych wyborach – zarządzą referendum, w którym Traktat Lizboński najpewniej przepadnie.

Pytanie dla polskiego obserwatora jest dosyć proste – komu w tej grze kibicować? Czy zwolennikom, czy przeciwnikom traktatu z Lizbony. I jeszcze pytanie drugie, nie mniej ważne: dlaczego ten dokument budzi tyle kontrowersji?

Gdybym pisał ten tekst trzy lata temu, nie miałbym wątpliwości. Byłbym zażartym kibicem przeciwników Lizbony, bo traktat jest dokumentem słabym. Brakuje w nim zarówno kręgosłupa, czyli definicji wartości konstytuujących europejskość, a szczególnie odwołania do tradycji chrześcijańskiej, jak i rąk, czyli realnej egzekutywy Europy jako całości. Niemowlę bez rąk i kręgosłupa, i z bardzo małym rozumkiem, raczej by nie przeżyło. Traktat tworzy raczej Europę przypominającą skrzyżowanie wielbłąda z kangurem. Z przodu torba na kredyty, z tyłu garb biurokracji. Na dodatek traktat ogranicza nasz wpływ na decyzje unijne w porównaniu z obowiązującym obecnie traktatem z Nicei.

Wzmocnienie jedności Europy

Mimo wszystko dzisiaj kibicuję zwolennikom traktatu, bo przy wszystkich swoich słabościach umowa z Lizbony ma jedną gigantyczną zaletę – prolonguje, a nawet wzmacnia jedność Europy, a Polska jest od Europy uzależniona, zarówno w dziedzinie bezpieczeństwa, jak i gospodarki. Większość argumentów na rzecz Lizbony leży jednak poza Unią Europejską. Zmiana polityki rosyjskiej w ostatnich latach sprawiła, że Polska samodzielnie ma niewielkie możliwości obrony swojej suwerenności energetycznej i realizacji celów swojej polityki wschodniej.

Moskwa musi natomiast liczyć się ze stanowiskiem Unii Europejskiej, jako całości. Więcej, jak wykazały negocjacje w sprawie embarga na eksport polskich produktów rolnych, jeśli Bruksela zajmuje jednoznaczne i twarde, i jednolite stanowisko, to Rosja jest zmuszona do brania owego stanowiska pod uwagę. Traktat Lizboński, wytwarzając europejską służbę dyplomatyczną i wymuszając ujednolicenie polityki zagranicznej Unii, stwarza szanse realizacji naszych celów na wschodzie. A te cele to wolność (w tym gospodarcza), demokracja i dobrobyt. Banał, wcale nie – wystarczy spojrzeć na to, jak marnuje swoje szansa Ukraina pozbawiona zachodniego wsparcia.

Kiedyś argumentowaliśmy, że wspólna polityka zagraniczna nie pozwoli zrealizować wszystkich naszych celów. Że Niemcy czy Włosi jednoznacznie będą bronili polityki wspierania Rosji. Tak, to prawda, tylko, że wojna w Gruzji wykazała determinację Moskwy w realizacji własnych celów tak wielką, że samodzielne działania Polski nie powstrzymają Rosjan. A z drugiej strony udowodniła nawet najbardziej zajadłym rusofilom, że cele Zachodu i cele Rosji w wielu punktach się rozmijają. W efekcie można założyć, że w ramach polityki wspólnej możemy zrealizować jakieś 30 proc. naszych celów na wschodzie, a samodzielnie może 5 proc., dlatego Lizbona jest potrzebna.

Europejska polityka energetyczna

Traktat stwarza również możliwość budowy europejskiej polityki energetycznej. Podobnie jak w wypadku polityki zagranicznej, zapewne nie będzie to polityka naszych marzeń, ale nie ma innego sposobu obrony przed dyktatem producentów: Rosjan, Irańczyków czy Arabów niż budowa solidarnego kartelu odbiorców. W skali światowej surowców energetycznych jest jeszcze nadmiar i gigantyczny ich odbiorca, zwłaszcza we współpracy z drugim wielkim pożeraczem energii, jakim są Stany Zjednoczone, jest w stanie zmusić producentów do tego, by nie wykorzystywali ropy i gazu jako broni politycznej. Warunkiem jest elementarna solidarność państw Zachodu, a tę w ramach Unii jest dużo łatwiej osiągnąć. Także i w tym wymiarze, że unijne fundusze i technologie mogą znacząco przyspieszyć proces budowy infrastruktury zmniejszającej uzależnienie nowych państw członkowskich od dostaw ze Wschodu, dlatego Lizbona jest potrzebna.



«« | « | 1 | 2 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama