Poskarżyć się Bogu

Intymnej rozmowy z Bogiem nie zastąpi żadna napisana rola, bo przecież to, co się ma do powiedzenia np. Najświętszej Pannie Maryi „mówi się” bez słów. To, co czujemy, jest „przekazywane”, a nie mówione. Przewodnik Katolicki, 22 listopada 2009



Podczas prezentacji z cyklu „Verba Sacra” przedstawił Pan „Najstarsze Kazania Polskie”. W jakiej mierze są one dziś aktualne?

– Ich aktualność wynika przede wszystkim z tego, że są tworzone w staropolskim języku, w którym – jeśli dobrze poszukamy – znajdziemy wiele cytatów, dobrze nam znanych, choć tworzonych w formie językowej, która już dawno jest zapomniana. Poza tym w tym języku jest dużo zwrotów łacińskich, które warto przypominać chociażby dlatego, że łacina była pierwszym międzynarodowym językiem służącym do porozumiewania się między ludźmi. Stąd księża – „łacinnicy”, zostawali posłami i ambasadorami, podróżującymi z listami od króla po całym świecie. Nawet ci, którzy kształcili się we Włoszech, oprócz języka włoskiego, uczyli się równolegle łaciny, którą posługiwali się po powrocie do Polski.

Łacina, jeśli chodzi o jej popularność, była dawnym „językiem angielskim”. Właśnie dlatego „Najstarsze Kazania Polskie”, ze względu na różnorodność ich językowych korzeni, mogą wzbudzić zainteresowanie szczególnie tych, którzy miłują polski język. Nagle może się okazać, że znajdziemy w nich wpływy kultury nie tylko polskiej, ale i włoskiej, tatarskiej i wielu innych…

Jak dobrze interpretować sakralny tekst o charakterze międzynarodowym?

– Wychodzę z poznania wiedzy o języku. Skoro językiem staropolskim czy łacińskim kiedyś się na co dzień mówiło, to znaczy, że można posługiwać się nim również i dziś. Trzeba tylko pamiętać, że zdanie, które się układa, musi mieć swój określony sens. I nie trzeba się przejmować, że brzmi ono dziwnie, bo wynika to wyłącznie z użytych w nim często zapomnianych zwrotów.

Będąc asystentem reżysera w Teatrze Starym w Krakowie, powiedział Pan, że w aktorstwie nie zawsze trzeba „iść tylko po swoje” – co miał Pan na myśli?

– Chciałem pokazać jedną rzecz – jeśli na scenie stanie pięciu solistów, np. muzyków, i każdy z nich będzie grał tak, żeby pokazać tylko siebie, aby „przebić” talent innych, to nigdy nie będziemy mogli powiedzieć, że są orkiestrą. Usłyszymy jedynie różniących się od siebie solistów, a efekt ich gry będzie kiepski. Podobnie jest w zespole teatralnym. Istotą dobrego teatru jest to, aby pokazać prawdziwą sztukę teatralną. Można to zrobić tylko wtedy, gdy aktorzy będą chcieli wspólnie wziąć w niej udział, wzajemnie się dopełniać. Nie wykluczam oczywiście pokazywania indywidualnego talentu, ale należy go eksponować na tyle, na ile pozwala charakter granej sztuki. Własne aktorskie interesy trzeba podporządkować ogólnej idei, do której aktorów potrafił przekonać reżyser. W moim przypadku był nim chociażby Konrad Swinarski, któremu chętnie pomagałem, bo się przy nim wiele uczyłem.

Która z aktorskich ról pozwoliła Panu odkryć w największym stopniu duchową stronę swojej osobowości?

– Podam może dwa przykłady, w których mój bohater wiódł bogate życie duchowe. Był nim Kuraś z filmu „Polskie drogi” i tytułowy „Jan Serce”. W ich codzienności Bóg był stale obecny, do Niego się odwoływali, a Janek Serce zanosił nawet głębokie modlitwy z prośbą, aby Bóg dał mu szczęście, a jego matce – zdrowie. Uważam jednak, że jeśli mówimy o głębokim, duchowym odczuciu, to powinniśmy sięgać do takich momentów, kiedy człowiek jest absolutnie prywatny i stara się poskarżyć Bogu albo poprosić Go o jakąś łaskę. Przyznam, że w moim przypadku – nie wiedzieć czemu – uzyskuję wtedy zazwyczaj odpowiedź negatywną… Intymnej rozmowy z Bogiem nie zastąpi żadna napisana rola, bo przecież to, co się ma do powiedzenia np. Najświętszej Pannie Maryi „mówi się” bez słów. To, co czujemy, jest „przekazywane”, a nie mówione.



«« | « | 1 | 2 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama