Gwiazdy święcą przykładem?

Bycie znaną osobą ułatwia wyrażenie deklaracji o przynależności do Kościoła katolickiego? Niekoniecznie. Szczególnie, że mało kto pyta znane osoby o sprawy religijne. Przewodnik Katolicki, 22 listopada 2009



„Tego nie przeczytacie w kolorowej prasie” – tak w swoim książkowym zbiorze wywiadów „Słownik języka boskiego. Gwiazdy o ważnych sprawach” pisze ks. Kazimierz Sowa, dyrektor Religia.tv. „To” oznacza oczywiście sprawy określane jako trudne oraz tematy związane z religią, nie tylko katolicką. - Ktoś na moje pytanie o to, dlaczego nie można o religii przeczytać w kolorowych gazetach, wywiadach publikowanych w magazynach towarzyskich, odpowiedział: nikt nas o to nie pyta. Rzecz nie jest w tym, że ktoś nie chce mówić o swoich relacjach z Panem Bogiem. Problem polega na tym, że za rzecz pewną przyjmuje się, że to taki trudny, krępujący temat. W takiej sytuacji prowadzący rozmowy wnioskują, że lepiej w ogóle nie pytać – mówi ksiądz Sowa.

Okazuje się, że w rzeczywistości sprawa wygląda inaczej. Znane osoby chętnie odpowiadają na pytania dotyczące tematów związane z religią, bo traktują to jako naturalny element ich życia, jednak nie komunikują o tym nieproszeni. Sami nie mówią, dziennikarze nie pytają, więc temat w mediach rzadko się pojawia.

Na drugim biegunie znajdują się osoby, które wręcz wykorzystują religię do promowania siebie i budowania odpowiedniego wizerunku w oczach odbiorcy. - Kolega, też dziennikarz, opowiadał o tym, że jeden ze znanych piosenkarzy na swojej stronie internetowej napisał, że dla niego najważniejszą lekturą w życiu jest Biblia. Jednak gdy dziennikarz spotkał się z nim i zapytał o to stwierdzenie, tamten zaczął się wykręcać i mówić, że to sprawa osobista. Okazuje się, że warto też w celach wizerunkowych pochwalić się jakimś elementem religijnym – wspomina ks. Kazimierz Sowa.

Ksiądz w wielkim świecie

Jak on sam odnajduje się w świecie mediów i znanych osób? - W przeciwieństwie do moich kolegów rzadko zakładam koloratkę. Nie chodzi o to, że chcę coś ukryć. Po prostu znajomi i inni ludzie wiedzą, że jestem księdzem – tłumaczy ks. Sowa. Można powiedzieć, że w środowisku księży udzielających się w ogólnie pojętej przestrzeni publicznej dominują dwie postawy. Niektórzy udają kogoś, kim nie są, a druga skrajność to księża, którzy „idą do jaskini lwa, żeby robić porządek i nawrócić kogo się tylko da”. - Odejście od tych dwóch skrajności jest najlepszym sposobem na przyciągnięcie ludzi i zainteresowanie ich sprawą wiary. Warto najpierw się poznać, a potem dyskutować na tematy poważne, w tym m.in. aspekty związane z wiarą – radzi ks. Kazimierz Sowa.

Idąc tym tokiem myślenia, można stwierdzić, że niektórzy, w tym również znani ludzie, odsuwają się od Kościoła, bo byli ewangelizowani na siłę. Nikt nie przedstawił im pewnej porcji wiedzy, tylko powiedział, że powinni wierzyć w Boga. To, jak uczenie tolerancji, bez powiedzenia, jak i dlaczego to robić.

Ks. Sowa przywołuje też przypadek Jana Pospieszalskiego. –Spotkałem się z ludźmi, którzy mówili np. że nie przepadają za stylem Pospieszalskiego. Uważają, że jest zbyt ostry i radykalny. Może jednak chodzi o to, że zadaje trudne pytania i prowokuje do myślenia – zastanawia się ksiądz Sowa.

Katol, a przecież normalny

W swoich wywiadach dyrektor Religia.tv często poruszał problem przyznawania się do katolicyzmu w świecie aktorów, dziennikarzy i innych profesji związanych z show-biznesem.





«« | « | 1 | 2 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama