Partnerski nokaut, czyli jak kochać prawdziwie a nie aż do bólu?

Nokauty zdarzają się nie tylko na ringu, ale i w małżeństwie. Aroganckim słowem, szantażem lub milczeniem możemy kontuzjować ukochaną osobę albo zadać jej śmiertelny cios. Co ciekawe, robimy to z miłości... Przewodnik Katolicki, 7 lutego 2010



Weźmy pod lupę taką sytuację: Mąż wraca z pracy, a żona stawia mu przed nosem talerz z obiadem. I nie byłoby w tym pospolitym obrazku nic frapującego, gdyby nie fakt, że siedząca przy stole para milczy jak zaklęta. Ale jak to w życiu bywa, niewiele trzeba, by ostentacyjna cisza przerodziła się w pokaźną awanturę. Tak więc, żona sprowokowana kolejną złośliwością męża, wyrzuca mu, że w czasie jej wyjazdu spotykał się z inną kobietą. Dowód? No jasne, że ma, nawet dwa! W kurtce ukochanego znalazła paragony z restauracji, a w telefonie kilka niepokojących SMS-ów. Urażony zarzutami żony mąż odpiera zarzuty nabzdyczonej małżonki, pytając ją, jak śmiała grzebać mu po kieszeniach. I tak w koło Macieju…

Wystarczy zajrzeć do najgłębszych pragnień tej dwójki, żeby przekonać się, że jedno domaga się dowodu miłości, a drugie kredytu zaufania. Innymi słowy, konfrontacja, która z milczenia przeradza się w stek złośliwości, jest po prostu niefrasobliwym wołaniem o miłość.

Kat kontra ofiara

Nie chcecie nokautów w małżeństwie? Wsłuchajcie się w partnera, a dowiedzcie się, jakie są jego potrzeby. Kobieta musi jasno powiedzieć mężczyźnie, że oczekuje od niego spostrzegawczości, jeśli idzie o jej nowy kolor włosów albo wymyślny makijaż. Mężczyzna z kolei niech wyperswaduje żonie, że nie w smak mu jej nadmierna kontrola i liczy na więcej przestrzeni. Jeżeli zamiast porozmawiać o tym co ich denerwuje, a co sprawia przyjemność, będą czekali aż druga strona sama się tego domyśli, w ich małżeństwie zniknie równowaga. A bastion, jakim powinno być małżeństwo, zmieni się w ring, na którym każdy walczy o swoje.

Problem w tym, że w rywalizacji zwycięzca jest tylko jeden. I to właśnie zdobywca lauru przewagi staje się katem, tj. dominującym i jednocześnie źródłem konfliktów w związku. Ofiara z kolei zależnie od cech charakteru poddaje się, żeby z głęboko skrywanym poczuciem żalu i niesprawiedliwości dać owinąć się wokół palca zwycięzcy albo w wyrazie buntu toczy zaciętą walkę o swoją pozycję w związku.

Często wydaje się nam, że w małżeństwie dominuje partner, który niewiele z siebie daje i mniej kocha. Nieprawda! Kat rani, ponieważ kocha zbyt mocno. Sprawcą i źródłem konfliktów w relacji przeważnie jest osoba niedowartościowana, która dostała za mało miłości od swoich rodziców, w związku z czym prześladuje ją lęk, że jeśli nie podporządkuje sobie partnera, ten prędko ją zostawi. Zarówno milczenie, szantaż, jak i dotkliwa krytyka, czyli szeroko pojęta przemoc psychiczna, nie jest przejawem siły, ale lęku i bezradności. Żadna kobieta, która szpera po kieszeniach swojego męża, nie robi tego z ciekawości, ale z trwogi, że może być porzucona. Tak samo mężczyzna, który nagminnie obraża i krytykuje żonę, nie jest, jak mu się błędnie wydaje, panem i władcą, ale zakompleksionym, bezradnym chłopcem, któremu ojciec „zapomniał” pokazać, czym jest prawdziwa męskość.

Piętno rodzica

Wychowanie i historia życia odbijają się mocnym piętnem na naszych partnerskich relacjach. A to dlatego, że wchodzimy w małżeństwo z utrwalonymi nawykami i wzorcami, które latami obserwowaliśmy w rodzinnym domu. Mówi się, że kiedy mama nauczy Michasia wiązać buty w lewą stronę, ten już do końca życia nie zawiąże ich w prawą.

Przykład? Pewien mężczyzna uwielbiał mówić swojej żonie: „Nie pracuj, tylko siedź w domu, sprzątaj i gotuj, bo tylko to potrafisz”. Ich dziecko wszystko słyszało, a kiedy dorosło, wchodząc w rolę swojego taty, zdominowało partnera. Wyszło jak wyszło, ale mogło być i inaczej. Wychowanek żądnego władzy mężczyzny mógł również pójść w ślady matki i dać się zdominować współmałżonkowi. Podobnie osaczone miłością rodziców dziecko, od którego nikt nic nigdy nie wymagał, w przyszłości albo zniewoli swojego wychowanka, albo wręcz przeciwnie, nie chcąc popełnić błędu matki i ojca – okaże mu za mało miłości. Praca nad „wiązaniem sznurówek w inną stronę, niż nauczyli nas rodzice”, to ważny element na drodze do zerwania z miłością aż do bólu i pokochania naprawdę.




«« | « | 1 | 2 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama