To nie Pan Bóg jest sprawcą bezpłodności

Ojciec Mirosław Pilśniak OP, doradca ruchu formacji dialogu małżeńskiego „Spotkania Małżeńskie”, członek Stowarzyszenia Mediatorów Rodzinnych w Warszawie oraz prezes fundacji „Sto Pociech”. Przewodnik Katolicki, 7 lutego 2010



Co, zdaniem Ojca, ma największy wpływ na bezpłodność współczesnego człowieka?

- Bezpłodność kojarzy się z problemem braku potomstwa, ale duchowo jest to problem bardzo obszerny. Tkwi w nim pytanie o owocność naszego życia. Jest to jeden z czynników pozornie niezwiązanych z płodnością biologiczną małżeństwa, jednak jest to pewien przejaw współczesnej kultury, w której człowiek nie wierzy, że jego życie ma jakiś głębszy sens, ale korzysta z niego na zasadzie przeżywania danej chwili. Do tego stara się dostosować, to popycha go do podejmowania dalszych wyborów i walki o materialny poziom życia, bo to wydaje się bardziej rzeczywiste niż wartości duchowe. Tak można opisać ogólne tło współczesnej bezpłodności. Na nim również rysuje się problem sporej części małżeństw czy par, które pragną dzieci, lecz nie mogą spełnić tego pragnienia. Z powodów medycznych niemożność posiadania potomstwa obecnie dotyczy tylko pewnej części małżeństw w Polsce, pozostałe natomiast nie mogą odkryć powodu swojej bezpłodności.

Według niektórych specjalistów ten problem dotyka już w Polsce co czwartej pary, a mimo to jeszcze w niektórych środowiskach traktowane są takie małżeństwa jako „inne”. Dlaczego, zdaniem Ojca, tak rzadko mówi się o bezdzietnych małżeństwach w takim kontekście, jak jawią się w Starym Testamencie, jako bohaterowie konieczni dla historii zbawienia?

- Cóż, Stary Testament mocno podkreśla, że posiadanie dzieci oznacza Boże błogosławieństwo. Pojawiające się w Biblii postaci bezdzietne, które okazują się znaczące dla historii biblijnej, załamują jednoznaczność przekonania traktowanego jako oczywistość, że małżeństwo równa się rodzina. Bezpłodność była traktowana z obawą, że może jest znakiem grzechu albo brakiem błogosławieństwa Boga.

Dylematy tych bezdzietnych postaci doskonale opisują nam choćby dzieje Sary i Abrahama. Ukazują, że w ich historii Bóg potrafił zdziałać coś nadzwyczajnego, a powołanie do rodzicielstwa zrealizowało się w nieprzewidywalny dla człowieka sposób. Taki obraz jest obecny w pismach Starego Testamentu. Przygotowuje on do tego, co pokaże Pan Jezus, że można być na ziemi bezdzietnym ze względu na jakiś fizyczny brak, upośledzenie czy życiowy wybór, ale nie musi to oznaczać bezpłodności życia, bo są jeszcze ważniejsze rzeczy na świecie, którym można poświęcić swoje życie – powołanie do łaski Bożej. Takie jest ujęcie problemu w księdze Biblii.

Innym problemem, także istotnym, jest to, jak małżeństwa bezdzietne odbierane są społecznie i towarzysko. Właściwie tutaj zawiera się kilka problemów. Ocenianie z boku motywów działania osób, które nie mają dzieci, zawsze będzie krzywdzące i niesprawiedliwe. Warto się powstrzymywać zarówno od takiej oceny, jak i od wypowiadanych na ten temat uwag. Może się bowiem okazać, jak krzywdzącą wypowiedzieliśmy uwagę w stronę bezdzietnej pary, gdyśmy w sercu podejrzewali, że ktoś nie posiada dzieci z wygodnictwa lub ze względu na poświęcenie się dla kariery. A co, gdyby okazało się, że to małżeństwo cierpi z powodu niepłodności i zmaga się z tym, jako z największą życiową klęską?

Osoby dotknięte bezpłodnością są bardzo wrażliwe na tym punkcie i nasza nawet najmniejsza mało taktowna uwaga czy pytanie może im sprawić ogromny ból! Trzeba o tym zawsze pamiętać przy spotkaniach z bezdzietnymi małżeństwami, bez względu na to, z jakiego powodu nie mają w tym momencie dzieci.

Innym aspektem problemu w przypadku niektórych par jest kwestia używania środków antykoncepcyjnych, mających niekiedy wpływ na niezdolność do posiadania dzieci. Z założenia są stosowane, żeby uniknąć potomstwa w konkretnym czasie. Stosowanie hormonalnej antykoncepcji powoduje jednak przedwczesne starzenie się kobiety pod względem płodności i może okazać się, że spowoduje także niepłodność albo bardzo nikłą szansę na posiadanie dzieci. Może się więc zdarzyć, że małżeństwo nie może mieć dzieci z powodu swoich wcześniejszych, często młodzieńczych, pochopnych decyzji. Myślę, że trudno sobie samemu przebaczyć coś takiego.




«« | « | 1 | 2 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

  • Kobieta
    09.08.2014 09:41
    Ok. Przyjmijmy, że Bóg nie jest sprawcą bezpłodności. Ale jako wszechwiedzący i WSZECHMOGĄCY!!! może sprawić, że dziecko się urodzi. A jeżeli odmawia uleczenia tego bólu (bo bezpłodność to jedna z najbardziej bolesnych chorób - tylko ból nie jest fizyczny, ale psychiczny, czyli niemożliwy do uleczenia żadnymi lekami), to jak należy to traktować???
    W wielu kościelnych artykułach dotyczących problemu bezpłodności określa się pragnienie urodzenia dziecka i wychowania go (proszę zwrócić uwagę, że nie używam słowa "posiadać") jako egoizm i konsumpcjonizm. To nadużycie, a traktowanie sprawy w ten sposób obraża ludzi chorych, chorych na bezpłodność. Potrzeba przedłużenia gatunku, przekazania swoich genów dalej, jest jedną z tych potrzeb, które wynikają z naszej biologicznej natury, jest wpisana w fakt bycia istotą żywą, tak jak potrzeba zaspokojenia głodu, oddychania itd. Więc proszę nie traktować jej jako jakiejś fanaberii, tak chęć zakupienia dziesiątej modnej kiecki, czy wymiany samochodu na nowszy model.
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama