To nie Pan Bóg jest sprawcą bezpłodności

Ojciec Mirosław Pilśniak OP, doradca ruchu formacji dialogu małżeńskiego „Spotkania Małżeńskie”, członek Stowarzyszenia Mediatorów Rodzinnych w Warszawie oraz prezes fundacji „Sto Pociech”. Przewodnik Katolicki, 7 lutego 2010



Małżeństwa cierpiące na bezpłodność najczęściej doświadczają wielkiej samotności, zrywają bowiem często kontakty nie tylko z przyjaciółmi, ale także z rodziną, najczęściej tymi wszystkimi, którzy mają małe dzieci, i zamykają się w swoich czterech ścianach. Izolują się od świata. Nie jest to chyba dobra droga?

- Bezdzietne małżeństwa nie są świadomie izolowane przez społeczeństwo. Czasem zdarzają się w ich życiu zbyt ciekawe ciocie czy wujkowie, którzy natarczywie pytają o to, kiedy pojawią się ich dzieci, ale nie jest to problem dyskryminowania kogokolwiek. Takie pytania mogą wypływać ze szczerego zainteresowania życiem drugich. Natomiast prawdą jest, że człowiek cierpiący doświadcza izolacji, ale jest to przede wszystkim proces wewnętrzny.

Osoby bezdzietne czują się inne niż te, które posiadają dzieci, pragną zrealizować swoje pragnienie, ale nie mogą. Miłość małżonków domaga się posiadania dzieci, ale ich nie ma. Czują się z tego powodu gorsi od innych. Zastanawiają się nad wartością i sensem swojego życia. Padają coraz trudniejsze pytania, które pozostają bez odpowiedzi. Małżeństwa bezdzietne często wpadają w poważne trudności psychologiczne, które ujawniają się na przykład wtedy, kiedy taka para przygotowuje się do adopcji dziecka.

Podczas spotkań z małżeństwami bezdzietnymi niekiedy wydawało się, że stale żyją jednym jedynym problemem, jakim jest brak dzieci. Często były to małżeństwa zgodne, kochające, religijne, wrażliwe, czułe, udzielające się społecznie, a ich jedynym i najważniejszym problemem był brak dzieci. Z tego powodu czują się napiętnowane przez Pana Boga, czują się gorsze od innych małżeństw, czują się gorzej traktowane przez ludzi. Podkreślam słowo „czują się”, bo takim parom grozi wejście w taki schemat myślenia.

Niektóre ośrodki adopcyjne przygotowują pary do adopcji dzieci przez specjalne kursy, podczas których pozwalają im świadomie zmierzyć się z brakiem posiadania dzieci i zarazem skierować uwagę na odbudowę związku i więzi małżeńskiej. Podczas kolejnych spotkań małżeństwa odnawiają relacje między sobą. Specjaliści pomagają im wyrwać się z zamknięcia wokół tego przysłaniającego wszystko inne problemu, jakim jest brak dzieci. Pomagają oczyścić motywację co do posiadania dziecka, aby dziecko nie było wypełnieniem luki, jaką mieli w sercu, ale było osobą, która zostanie przyjęta i kochana dla niej samej. Dziecko ma znaleźć się w kręgu miłości rodziców, ale nie być środkiem uśmierzającym ból niepłodności.

Ale małżeństwo może swoje powołanie realizować także w inny sposób, niekoniecznie poprzez macierzyństwo i ojcostwo, bo nie każde małżeństwo może czy chce adoptować dzieci.

- To prawda, takie małżeństwa w myśl nauki Kościoła nie są mniej wartościowe, bo wartość człowieka tkwi w jego miłości. Miłość bezdzietnego małżeństwa może być głęboka i mądra. Nie musi automatycznie być egoistyczna. Dobrze, gdyby bezdzietne małżeństwo, które nie ma pragnienia adopcji dzieci, było blisko innych ludzi. Aby realizowało miłość caritas, miłość bliźniego, by nie popaść w pułapkę rozpaczy, która prowadzi do wniosku, że życie bez dzieci traci sens. A życie małżeńskie ma sens, bo jest zanurzeniem w miłości Bożej.

Na portalu „Nasz Bocian” przeczytałam wypowiedź, która jak sądzę jest obecna w myślach tysiąca kobiet: „Panu Bogu chyba nie wszystko się udaje, dlaczego obdarzył mnie instynktem macierzyńskim, a nie dał mi dziecka, za to daje je kobietom, które go nie chcą i je wyrzucają…”…

- Kiedy mówi coś takiego konkretna osoba, łatwiej wówczas odpowiedzieć na taki przejaw rozpaczy, w którym wyraża swój ból, że powołana do miłości nie może jej zrealizować w taki sposób, w jaki sobie wyobraża. Z pomocą przychodzi nauka naszej wiary, gdzie Pan Bóg wyjaśnia nam, że jeśli rodzice tęsknią za posiadaniem swojego dziecka, to jeszcze bardziej za nim tęskni Pan Bóg.

Przypisanie odpowiedzialności za brak dziecka Panu Bogu nie jest zgodne z prawdą. To On daje miłość rodzicom po to, aby ją rozwijali i obdarowali nią swoje dzieci. Brak dzieci nie jest spowodowany przez Pana Boga, ale jest znakiem, że żyjemy w świecie niedoskonałym, naznaczonym grzechem. I my jesteśmy grzesznikami. Jest też w tym świecie złość szatana, który stara się zniszczyć Boże dzieło. Pokusa rozpaczy rodziców pochodzi od tego, który dręczy człowieka, podsuwając mu myśl, że to Bóg nie chce dać dziecka małżeństwu. Ale Pan Bóg jest Bogiem życia. Po to daje człowiekowi chęć posiadania dziecka i wszystkie dobre pragnienia, żeby je w dobry sposób realizował.

Rozmawiała - Jadwiga Knie-Górna



«« | « | 1 | 2 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

  • Kobieta
    09.08.2014 09:41
    Ok. Przyjmijmy, że Bóg nie jest sprawcą bezpłodności. Ale jako wszechwiedzący i WSZECHMOGĄCY!!! może sprawić, że dziecko się urodzi. A jeżeli odmawia uleczenia tego bólu (bo bezpłodność to jedna z najbardziej bolesnych chorób - tylko ból nie jest fizyczny, ale psychiczny, czyli niemożliwy do uleczenia żadnymi lekami), to jak należy to traktować???
    W wielu kościelnych artykułach dotyczących problemu bezpłodności określa się pragnienie urodzenia dziecka i wychowania go (proszę zwrócić uwagę, że nie używam słowa "posiadać") jako egoizm i konsumpcjonizm. To nadużycie, a traktowanie sprawy w ten sposób obraża ludzi chorych, chorych na bezpłodność. Potrzeba przedłużenia gatunku, przekazania swoich genów dalej, jest jedną z tych potrzeb, które wynikają z naszej biologicznej natury, jest wpisana w fakt bycia istotą żywą, tak jak potrzeba zaspokojenia głodu, oddychania itd. Więc proszę nie traktować jej jako jakiejś fanaberii, tak chęć zakupienia dziesiątej modnej kiecki, czy wymiany samochodu na nowszy model.
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama